62 episodi

Jeżeli myślisz, że codzienność jest szara i aby wzruszyło nas życie, musimy polecieć do Indii (co najmniej) – to sprawa ma się inaczej. Rzeczywistość jest egzotyczna i poetycka, choć może nie wprost. "Dziennik Zmian" to reakcja Autorki na tzw. twarde fakty, gdyż żaden twardy fakt nie jest na tyle twardy, by nie dało się z niego wyłuskać ziarna poezji. Wszystko, co nas otacza, jest rodzajem wiersza, pisanego właśnie dla nas. Ja to słyszę. Usłysz i Ty. ;)
P.S. Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci.

Dziennik Zmian (i pogodny raczej stan) - Miłka Malzahn Milka O Malzahn

    • Libri

Jeżeli myślisz, że codzienność jest szara i aby wzruszyło nas życie, musimy polecieć do Indii (co najmniej) – to sprawa ma się inaczej. Rzeczywistość jest egzotyczna i poetycka, choć może nie wprost. "Dziennik Zmian" to reakcja Autorki na tzw. twarde fakty, gdyż żaden twardy fakt nie jest na tyle twardy, by nie dało się z niego wyłuskać ziarna poezji. Wszystko, co nas otacza, jest rodzajem wiersza, pisanego właśnie dla nas. Ja to słyszę. Usłysz i Ty. ;)
P.S. Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci.

    Moja Babcia z niemowlęciem maskującym zamiast maski #59

    Moja Babcia z niemowlęciem maskującym zamiast maski #59

    Idę przez miasto ludzi zamaskowanych. Wielu z nich od pierwszych wiadomości sprawdza liczby. Liczba zakażonych rośnie. Liczba zamkniętych w doamch - rośnie. Liczby winnych krajach – przerażające. Liczba na koncie – wielce niepewna. W dużej liczbie zamaskowanych przemykają jacyć niezamaskowani. Do godziny 9 rano indywidualny poziom zagrożenia będzie naprawdę duży.

    Idę przez miasto ludzi zamaskowanych I zastanawiam się, co liczyłaby czy moja Babcia, idąc z wózkiem pełnym broni, na której ulokowano mojego kilkumiesięcznego tatę? Liczyłaby na szczęscie - to pewne. I wiem to na pewno – nie przeliczyła się. Ale czy liczyłaby codzienni liczbę zabitych? Niemcy podawali takie wiadomości wtedy, gdy chcieli zastraszyć miasto, państwo, świat. Bez potrzeby się nie chwalili. Więc po prostu idę przez miasto, Babcia po prostu wykonywała rozkaz z niemowlęciem maskującym zamiast maski.

    Była wojna.

    Wszyscy liczyli na jej szybki koniec. I robili, co uważali za słuszne.

    Słuszność zresztą, w wersji bezwzględnej ma tę wadę, że niekiedy prowadzi na manowce. Można się przeliczyć.

    Uśmiecham się do tego co było, do historii się uśmiecham, nie ma, nie ma tego to, co minęło, to co jest zaraz mienie I będzie tym, co było, uśmiecham się do tego co było, do historii się uśmiecham, uśmiecham się.

    • 2 min
    A może pora na twój dźwiękowy list do... świata? #58

    A może pora na twój dźwiękowy list do... świata? #58

    Tak, to może przynieść ulgę. Albo załatwić kilka spraw.

    ***

    Wszystko przez to, że jesteśmy empatyczni i ludzi lubimy. Tak. Ale od początku:

    Jesień 2020, kultura dogasa powoli, cukiernie ledwie, ale wciąż słodko dyszą, małe biznesy tracą nadzieję na kwantowy skok gospodarczy, ale – z tej rosnące fali niemocy wyłania się nowa karta społecznych potrzeb. Zawsze tak było. Podczas przewrotów, wojen, morów i innych katastrof – byli tacy – którzy wychodzili naprzeciw nowym, niespodziewanym potrzebom.

    Od połowy XIX wieku przeróżne osoby pracowały nad haczykami, agrafkami i spinkami, poszukując idealnego zapinadła.  Wówczas opracowano pierwsze rozwiązanie podobne do dzisiejszego zamka błyskawicznego, wynalazek nie utrzymał się na rynku. , ale to Poligon Wielkiej Wojny był pierwszym miejscem, gdzie zamki zastosowano na masową skalę. Do mundurów i butów. Do kombinezonów lotniczych i łączeń płótna samolotowego. Dopiero po zakończeniu wojny trafiły do cywilów.

    Radar, maszyny liczące, energia jądrowa – to wynalazki czasów II wojny światowej.

    To W sytuacji hm... podbramkowej szybciutko powstawały nowe pomysły nie tylko na przeżycie, ale I na życie – na nowe produkty o nowe zawody

    I ja właśnie z tym tutaj.  Mam jeden taki nowy zawód I nie zawaham się go użyć.

    Zatem: jeśli chcesz komuś wysłać niezwykłą, totalnie poruszającą wiadomość głosową - służymy pomocą.  Pięknie nagramy twoją wypowiedź, glos zabrzmi lepiej niż dobrze.  Jeśli potrzebna będzie pomoc w ułożeniu wypowiedzi,  proces wspomoże osoba znające się na sztuce słowa i na sztuce radiowej.

    Poradzimy jak ująć ważne kwestie w zgrabne frazy, podpowiemy czy pójść w minimalizm, czy pójść po bandzie, czy ma być czule, czy zwięźle. Dobierzemy muzyczne tło, albo zaproponujemy inne dźwięki.

    I tak oto otworzysz serce osoby, która tego posłucha.

    Zdobędziesz większe zaufanie klientów.

    Nawiążesz kontakt z nieznaną kosmiczną rasą inteligentnych ostot

    Poczujesz silę każdego własnego zdania

    To będzie wiadomość, której chciałoby się słuchać I sluchać I sluchać.

    Samo nagranie przebiegnie w atmosferze wielce przyjemnej, w domowym studio z piecem, w który upieką się ziemniaki. Tak w samym środku zupełnie zwyklej podlaskiej wsi, powstać może twoja niezwykła wiadomość dla... Dla kogoś tylko zechcesz.

    Jeżeli zechcesz nagrać informację romantyczną – na portalach randkowych na pewno zrobisz się zamieszanie.  A jeśli zechcesz powiedzieć komuś: hej, oddaj moją kasę ty huju. To zrobisz to tak, że hujowi pójdzie w pięty (jeśli to w ogóle możliwe).

    Tak czy inaczej – jesteśmy zawodowcami, którzy proponują Ci zrealizowanie monologu marzeń. Twoich, lub tej osoby, do której ta wypowiedź dotrze.

    Wszystko przez to, że jesteśmy empatyczni i ludzi lubimy.

    • 4 min
    Tortury dla kultury #56

    Tortury dla kultury #56

    Ratunku, ratunku, ratunku!

    Od dawno już nie ma koncertów, w teatrze grają sztuki dla kilku zamaskowanych, po obu stronach sceny – niecałkiem zdrowe emocje; w kinie widzowie oddychają wszystkimi gazami świata, trzymając się z dala od glutaminianu sodu, który marnieje w nietkniętych  chipsach

    Mało kto jest gotowy na takie tortury. Te Tortury dla kultury

    Poszatkowało nam materię kulturalną. Cała jej warstwa wyjściowa płonie ze wstydu, bo zanik życia kulturalnego  miasta grozi zarośnięciem przez chwasty niskich lotów,  utarte ścieżki neuronowe przestają być uczęszczane, mózgi to odczują. Za jakiś czas

    Niektórzy jeszcze udają, że gadanie online załatwi sprawę, a wycieczkę wirtualna po słynnym muzeum da wyobrażenie o pięknie.

    Idę do sauny, gdzie się pocę ze strachu, że będę mieć tylko wirtualne przeżycia.

    Skapuje ze mnie tamta ja, która mogła swobodnie dyskutować  o nieskończoności, spacerują po całym mieście, nie prosząc rozmówcy co chwilę, żeby mówił, głośniej, wyraźniej, bo ma za ciasną maskę.

    Umberto Eco twierdził, że w każdym dziele zawarte są pewne nieprzekraczalne granice, które sprawiają, że nie tyle możemy poznać „właściwą” interpretację, Co taką, która na pewno właściwą nie jest.

    Jak mogę zatem pojąć w pełni to kulturalne oddalenie? Czy to jest podstęp, który ma wzbudzić tęsknotę za doznaniem sztuki, za kulturą słowa, obrazu, gestu czynu i rozmowy? Dzieło naszej kulturalnej rzeczywistości interpretuję każdego dnia mniej kolorowo I czekam, aż objawi się granica, która mi powie, czym to na pewno nie jest. Bo czym jest – to widzę.

    Ratunku, ratunku...

    • 3 min
    Kiedy pada hasło: zagrożenie #55

    Kiedy pada hasło: zagrożenie #55

    Kiedy pada hasło: zagrożenie, (w zagrożeniu, zagrażający ludziom ludzie, ludzi)– w ciele pojawia się spięcie. To naturalne. Zagrożenie wzmaga czujność. Nawet kiedy pytanie jest natury refleksyjnej –  I tak ciało czuje niepokój. Bo co to jest - czlowiek w zagrożeniu, cóż … najłatwiej wpaść w tony patetyczne ; epidemia buum, podstępna technologia buum, utonięcie w serialach netfliksa buuum, uzależnienie od kokainy, kofeiny,cukru -  buum - depresja poporodowa – buum -  otyłość, gry komputerowe, starość - buum

    Smog, kurz, nieuważny myśliwy w lesie, wiecznie pijany sąsiad, strome schody - buum

    Ejże

    Na każde buum mogę znaleźć przykład oraz kontrprzykład. Kontrbuum

    Gdy pytam: czym jestem zagrożona ja-  człowiek - jakieś zagrożenie natychmiast mi się wyświetli pod powiekami. Tyle wiem. Tyle widziałam w kinie. O tylu słyszałam, czytałam.  Możliwości jest nieskończenie wiele;

    Wszystko, co groźne jest potencjalnie możliwe, ale równocześnie tego groźnego nie ma teraz w moim realnym życiu: bliscy mają się dobrze, dalecy, mają się raczej dobrze, a jeśli mają się niedobrze, to w podobnie bywało 10 lat temu I 20 lat temu I 100 lat temu. Ktoś miał wypadek. Ktoś stracił miłość, przegrał majątek, zabił kota. Życie w każdej możliwej odsłonie.

    Czemu mamy się ciągle dzielić obrazami, konceptami, przykładami potencjalnych zagrożeń a o piękne wydarzenia dodające sił I chęci -  mało kto pyta? Mało kto bierze to na serio. Poranne wiadomości zawsze są pakunkiem z zagrożeniami.  A na przykład… literaturze relaksacyjnej się nie ufa. Filmy z happy enedm mają rzesze fanów, lecz  i wielce średnie recenzje. Jakby nasze mózgi były wytrenowane w rzucie piłką smutku do kosza głowy.   No, wtedy - to sama prawda, sedno egzystencji. Tysiące wizji bólu, A jak kwiatki I motylki – to kicz.

    Ok, czasem kicz. Często kicz.

    Poszukiwania zagrożeń zawsze skończą się pomyślnie, dlatego, od wczoraj - Jestem człowiekiem niezagrożonym.

    W pełni świadoma okoliczności, w jakich funkcjonuję, rozumiejąca zależności I nauczona  zarządzania tym, co jest moją rzeczywistością – nie rozglądam się nerwowo, nie wytężam słuch i wzroku, oczekując zagrożeń. I - nie interpretuję jako zagrożenie wszystkiego, co wydaje się problematyczne.

    Pandemia – a jeśli to szansa, by inaczej zrozumieć zdrowie, zadbać o siebie, o świat po nowemu, popatrzeć na wszystko z innej perspektywy, zbliżyć się do bliskich, oddalić się od dalekich - buuum

    A jeśli strata majątku – to może realna szansa na zmianę , nowe pasje, święty spokój? Odkrycie na nowo pojęcia  wolności.

    Iluż to życiowych fenisków odradzało się z popiołów!  Miliony biografii  – buuum

    Na pewno znasz kogoś takiego, komu - coś się bardzo nie udało, a potem udało się bardzo.

    Człowiek zagrożony to -albo każdy w każdej chwili -albo  nikt, nigdy,

    Zagrożenie śmiercią (końcem) – mamy od urodzenia (początku), zagrożenie dyskomfortem – jakże to umowna kwestia.

    Wybór należy do mnie,  wybór punktu widzenia I wybór mojej reakcji'

    I najbardziej zagrażający wydają mi się ludzie, którzy sugerują, że nie mam wyboru I że nieustanna, męczące czujność, wypatrywanie zagrożeń będzie źródłem  życia w relaksie

    Kiedy pada hasło ”zagrożenie,” – najpierw sprawdzam- co czuję I co chce czuć.

    Jestem człowiekiem niezagrożonym . Po prostu. I ciebie tez do tego namawiam.

    • 6 min
    Osoby piszącej BHP – z serii "życiowa pogadanka" #54

    Osoby piszącej BHP – z serii "życiowa pogadanka" #54

    Osoby piszącej BHP –z serii "życiowa pogadanka"

             Zaczyna się od nieprzespanych nocy. Śnienie jest zbyt intensywne, niepokojące, powraca jakiś motyw, albo postać i  sytuacja wkrótce trąci lekką paranoją. Ja się wzbraniam – to mi się śni i śni. Ja – staram się pojąć w tym rzecz – rzecz się nie wyjaśnia. Ani trochę. Do czasu, oczywiście, do czasu. Ten czas nadchodzi, gdy walcząc z opuchniętymi oczami, siadam jednak do komputera. I zapisuję pierwszą stronę. Przenoszę nieskładną opowieść z dysku głowy na inny dysk. Motywy przeważnie zaczynają się składać. Pojawiają się postaci, za którymi podążam. Niekiedy - nie nadążam... ale niech im będzie. Stukam w laptop, coraz szybciej. Palce bolą. Prawy nadgarstek długo nie odczuje ulgi. Sny, wychodzą na światło dzienne i doznaję euforii, niesie mnie tajemny rytm, wybijany na klawiaturze. Pisząc, przemieszczam się w czasie i w przestrzeni, ale zapominam przemieszczać się do kuchni, w której przypalam kolejny czajnik. Inwestuję w te czajniki i mam szczęście, że nic więcej nie doznaje uszczerbku. Sąsiedzi mogą spać spokojnie, jako i ja teraz sypiam.

            No, a potem nasila  się ból nadgarstka i kręgosłupa. Usadzam tułów w najbardziej odpowiednim fotelu, utrzymuję pion, w końcu kupuję poduszkę - jeżyka, żeby krzyż miał się lepiej, nie krzyżuję nóg, nie robię zeza i nabywam pajączka, żeby się nie garbić. Moje łopatki spotykają się za moimi plecami i na pewno  plotkują o tym co piszę. I śmieją się ze mnie. I niemalże -kończąc moją pracę, zaczynam się zastanawiać:  

    kto to przeczyta? Przecież podobne historie już były. Wszystko już było. było było.

     Kto mi to wyda? 

    Komu to potrzebne? 

    Po co tak się męczę, rezygnując z fitnessu, basenu i zdrowego odżywania? O losie, za to mnie tak doświadczasz. A przede mną jeszcze poprawki, redagowanie. A potem chodzenie po wydawcach, tysiące maili, a potem wywiady, uważne dobieranie słów, publiczne (PUBLICZNE) spotkania autorskie, kontakty live i online (westchnięcie) potem ten lokalny sukces, ta zazdrość i niemiła pani w piekarni... Miła pani w aptece. Melisa na sen...

    Tak, jestem osoba piszącą,  pisarką jestem.  Piszę zawodowo. Książki piszę też. Taka praca. Taka.

    Obowiązuje mnie BHP częściowo chroniące przed tą literacką niedolą.

    Na półce mam dwie pozycje wyjaśniające te kwestie: Ocena ryzyka zawodowego metodą PN-N-18002 , oraz   Pisarz - Ocena Ryzyka Zawodowego metodą RISK SCORE, a tam


    Identyfikacja zagrożeń - pełen wykaz czynników z odpowiednim ich      podziałem (fizyczne, pyły i pary, chemiczne, biologiczne, uciążliwe i      niebezpieczne).
    Szczegółowe karty zagrożeń dla Pisarz zawierające      pełne szacowanie ryzyka metodą RISK SCORE
    Wykaz działań korygujących zagrożenia oraz odpowiedzialności za to.

    Tak. Jestem bezpieczna.

    • 4 min
    Gdy mieszkanie mogłoby być albumem ze zdjęciami. #53

    Gdy mieszkanie mogłoby być albumem ze zdjęciami. #53

    Tyle rzeczy mam w mieszkaniu. Tyle punktów oparcia i punktów odniesienia. Odnoszę się do przeszłości, z wielką chęcią, a do przyszłości się odnoszę z niepokojem pełnym szacunku. Nauczono mnie sentymentu do tak zwanych pamiątek. Artefakty po przodkach. Legendy o ulubionych fotelach, o szczęśliwym pierścionku przynoszącym szczęście. Wazon cioci, co zawsze stał w oknie, gdy wujek….

    Fajka wujka i jego portret przedwojenny. Zielony, jakby wujek już…

    Owszem, wujek już

    Tyle rzeczy mam w mieszkaniu: ulubiony kubek pierwszej miłości, zasuszona róża od nieznajomego. Bucik dziecka. Wzrusz.

    Tyle rzeczy, osobistych i obdarzanych emocjonalnie. Moje mieszkanie mogłoby być albumem ze zdjęciami. Ale nie jest. I mam więcej odkurznaia.

    Gdyby przyszło zło I mi je wszystko ukradło?? Skandal. Pustka.

    Gdyby przyszło zło I ogień roznieciło? Pustka, bieda.

    Ale ile swoich rzeczy miał mój prapierwszy praprapraprzodek>\ten ktory już wyszedł z jaskini I mieszkał wraz ze swoim plemieniem w jakiś chatach… może wędrował? Może już hodował kury?

    Ile to było rzeczy wartych noszenia na plecach.

    Ile rzeczy budziło takie emocje, jak moja filiżanka art deco, z której piłam kawę w pierwszej pracy, co?

    • 1m

Top podcast nella categoria Libri