44 episodes

Praskie Audiohistorie.
Podcast Archiwum Historii Mówionej Muzeum Warszawskiej Pragi.

Przez cały rok, w każdy wtorek, nadamy nowy odcinek podcastu “Praskie Audiohistorie”.
Będziemy mówić o historii i współczesności prawobrzeżnej Warszawy.
Posłuchasz wspomnień najstarszych prażan, z nagrań zgromadzonych w naszym muzealnym archiwum, dowiesz się, o czym i jak robimy wystawy.
Zdradzimy, czego kuratorzy nie pokazali na wystawie - do jakich materiałów dotarliśmy opracowując wybrany temat.
Czasem coś przeczytamy, coś dopowiemy, coś przypomnimy…
Żyj z nami dawnym i dzisiejszym życiem warszawskiej Pragi. Szukaj nas na muzeumpragi.pl, na kanałach Spotify, Google Podcasts i Apple Podcasts oraz na muzealnym Facebooku.

Podcast nagrywa Anna Mizikowska, kustosz Muzeum Warszawskiej Pragi

Partnerem Projektu jest Totalizator Sportowy. Jubileusz 65 Lat Totalizatora Sportowego.

Praskie Audiohistorie Praskie Audiohistorie

    • History

Praskie Audiohistorie.
Podcast Archiwum Historii Mówionej Muzeum Warszawskiej Pragi.

Przez cały rok, w każdy wtorek, nadamy nowy odcinek podcastu “Praskie Audiohistorie”.
Będziemy mówić o historii i współczesności prawobrzeżnej Warszawy.
Posłuchasz wspomnień najstarszych prażan, z nagrań zgromadzonych w naszym muzealnym archiwum, dowiesz się, o czym i jak robimy wystawy.
Zdradzimy, czego kuratorzy nie pokazali na wystawie - do jakich materiałów dotarliśmy opracowując wybrany temat.
Czasem coś przeczytamy, coś dopowiemy, coś przypomnimy…
Żyj z nami dawnym i dzisiejszym życiem warszawskiej Pragi. Szukaj nas na muzeumpragi.pl, na kanałach Spotify, Google Podcasts i Apple Podcasts oraz na muzealnym Facebooku.

Podcast nagrywa Anna Mizikowska, kustosz Muzeum Warszawskiej Pragi

Partnerem Projektu jest Totalizator Sportowy. Jubileusz 65 Lat Totalizatora Sportowego.

    Praskie Audiohistorie e43 Wielokulturowo

    Praskie Audiohistorie e43 Wielokulturowo

    Na pewno słyszeli Państwo ogólne stwierdzenie o tym, że Praga była i jest wielokulturowa. Dziś posłuchajcie fragmentów kilku relacji świadków historii o kolegach i sąsiadach, pochodzących z różnych krajów, różnych narodów, wspólnie budujących to miasto przed laty. Wspominają Panowie Adam Ferch, Czesław Sieradzan, Ksiądz Anatol Szydłowski i Panie Hanna Sujecka, Krystyna Popławska i Ryszarda Zielińska.

    Jeśli po wysłuchaniu tego odcinka pomyśleli Państwo „ciekawe, jak jest dzisiaj?” to proponuję wybrać się na któreś z wydarzeń Centrum Wielokulturowego. Działa tu, na Pradze, na Jagiellońskiej 54…

    • 6 min
    Praskie Audiohistorie e42 Dom przy Wileńskiej

    Praskie Audiohistorie e42 Dom przy Wileńskiej

    Pan Stanisław Czajka opowiada o mieszkańcach domu przy Wileńskiej 43, z dwudziestolecia międzywojennego.

    • 15 min
    Praskie Audiohistorie e41 Zwykła historia z Saskiej Kępy

    Praskie Audiohistorie e41 Zwykła historia z Saskiej Kępy

    Każda relacja biograficzna w naszym Archiwum Historii Mówionej jest źródłem historycznym. Często słyszę od świadków historii, czyli osób, które proszę o nagranie wspomnień, że ich życie było zwykłe, że po co o nim mówić… Posłuchajcie narracji pana Sylwestra Radulskiego o „zwykłym” życiu rodziny z Saskiej Kępy. Ile w nim wątków wartych rozwinięcia!

    • 10 min
    Praskie Audiohistorie e40 Fabryka Trzciny

    Praskie Audiohistorie e40 Fabryka Trzciny

    Znany kompozytor, Wojciech Trzciński, bywał na pradze już w dzieciństwie. Po latach załozył na Otwockiej ośrodek sztuki, Fabrykę Trzciny. Swoje wspomnienia opisał, poproszony o to przez Krzysztofa Genczelewskiego, w książce "Literacki melanż z Pragi" (wydanej przez wyd. Melanż w 2014 roku). Posłuchajcie fragmentu i sięgnijcie po wiecej.

    • 10 min
    Praskie Audiohistorie e39 Młyn przy Objazdowej

    Praskie Audiohistorie e39 Młyn przy Objazdowej

    Czy wiecie, że na terenie dawnego Młyny Michla przy Objazdowej, działał od 1935 roku inny młyn? Pani Zofia Wnuk, z domu Pachniewska, opowiada o młynie prowadzonym przez jej ojca na dzierżawionym przez niego terenie. Po śmierci ojca w 1958 roku, mama zrobiła papiery mistrzowskie i prowadziła firmę do 1964 roku... Potem przestały przychodzić zamówienia od państwa i młyn trzeba było zamknąć.
    Zofia Wnuk (AHM): Rodziców mojego taty… Dziadek prawdopodobnie miał też młyn w okolicach Julianowa. Młodzieszyn - Julianów. To są okolice Ciechanowa. I prawdopodobnie też rodzice rodziców taty pochodzili z Warszawy. Z tym, że mama mojego ojca pojechała z za mężem w tamte strony. No, tata przyjechał jako bardzo młody człowiek… Urodził się w 1894 roku, mając około 20 lat przyjechał do Warszawy No i od razu raczej zajął się młynarstwem. Pracował jako czeladnik, jako uczeń… A moja mama urodziła się w 1915 roku, ak miała 18-19 lat przyjechała do Warszawy i od razu, prawie że z marszu, zaczęła pracować w cukierniach. I to w dobrych punktach. Była taką kobietą efektowną dosyć i pracowała i na Nowym Świecie i na Elektoralnej. W cukierni się poznali. Ojciec był klientem przychodził. No i ona wpadła w oko i pobrali się.
    -W którym roku był ślub?
    - W 1940 roku. Ojciec sam to wszystko stworzył, że tak powiem: maszyny, całe wyposażenie. Także dzierżawił teren oraz dzierżawił młyn. Obok młyna był taki budynek, gdzie podobno olejarnia była. To było na ulicy Objazdowej. I tam są, we wszystkich przewodnikach, we wszystkich opracowaniach, książkach, jest poruszany budynek ten przy samej ulicy, pięcio- czy sześciopiętrowy. Natomiast ten budynek był bliżej torów kolejowych. Jednopiętrowy, o ciekawej architekturze wnętrz dosyć. I właśnie to tam było. Natomiast po drugiej stronie też były budynki, gdzie podobno wcześniej też tam był młyn i maszyny też coś robiły. A później zrobił się z tego magazyn. I tylko była ciekawa rzecz, dlatego że obydwa budynki były połączone takim drewnianym pomostem. To było ciekawe. Ale później trzeba było pomost zlikwidować, bo samochody się nie mieściły przejeżdżając z towarem. B odbierały towar i przywozili ci rolnicy do przerobienia zboże… Dlaczego był ten pomost? Taki drewniany łącznik, żeby worki… Tam się je spuszczało, taka zjeżdżalnia powstała, na wysokość - ile to miało w sumie? - ponad 2 m i wysokości - prawda - wysoko to było! I stopniowo tak się opuszczało… Pamiętam, że tam chodziłam na ten pomost i sobie też zjeżdżałam. Już nie trzeba było dźwigać, samochód był podstawiony, zjeżdżał towar. Były też dostawy od państwa. Była bocznica kolejowa, doprowadzona z dworca Wschodniego. Przyjeżdżały wagony ze zbożem. I to się przerabiało dla państwa.
    Ruch był duży. 12 pracowników było zatrudnionych i był czas, że młyn na trzy zmiany pracował: noc, pierwsza zmiana, druga zmiana. Mąka, otręby, no i kasza, przede wszystkim kasza. Najpierw to ojciec miał cały teren tam o na 9000 m od ulicy Objazdowej aż do torów. Później, przypuszczam, że to było już po wojnie, 2/3 tego placu zajął Arged - to było takie przedsiębiorstwo nasze państwowe, sprzęt gospodarstwa domowego był.
    To pamiętam tak: po lewej stronie był taki ogródek, później był ten piętrowy dom mieszkalny, obok był ten magazyn właśnie, połączony z budynkiem młyna, który był naprzeciwko. Ten magazyn… Tam maszyny też chodziły początkowo. A potem były szopy: jedna, druga… Już dokładnie nie pamiętam. Naprzeciwko budynek młynu piętrowy, duży, wysoki, to był jednopiętrowy, ale wysoki. I obok właśnie budynek niższy, gdzie olejarnia była.. To wszystko czerwona cegła.
    A z tyłu młyna była ta bocznica kolejowa, z taką rampą. Pracowników pamiętam, wiem że był taki pan, nazywał się pan Paździerski, że tak powiem, to była taka prawa r

    • 8 min
    Praskie Audiohistorie e38 Tramwajem na Targówek

    Praskie Audiohistorie e38 Tramwajem na Targówek

    Dziś pojedziemy tramwajem na Targówek lat 30. Opowiada Pani Teresa Stańczuk-Różycka, córka ówczesnego tramwajarza…
    Teresa Stańczuk-Różycka (AHM): Urodziłam się 1 lipca 1926 roku. W tym czasie mniej więcej rodzice przenieśli się na Targówek, do domku, który budowali. Ja się urodziłam jako szóste dziecko moich rodziców. Moja mama była zajęta wychowywaniem dzieci, a tata w tym okresie już był miejskim pracownikiem, czyli był motorniczym w zajezdni tramwajowej na Pradze. Mój ojciec, żeby móc pracować kilka godzin prowadząc tramwaj przez Warszawę musiał najpierw ubrać skarpety, potem onuce, potem buty filcowe, a przedtem jeszcze spodnie kożuszane. Na to nałożyć lekki kożuch i na to dopiero duży kożuch. I czapkę na głowę, którą mógł podpinać pod brodą. Bo wtedy wymyślili inżynierowie piękną rzecz: tramwaje z odkrytym pomostem. I mój biedny ojciec musiał to wszystko założyć, spędzał kilka godzin codziennie na świeżym powietrzu. Mieszkaliśmy przy ulicy Handlowej. Wówczas to był numer 22 po wojnie zmieniono na 64. Tu się zebrali przede wszystkim tramwajarze i kolejarze. Była taka urocza wyspa ludzi, którzy dużo o sobie wiedzieli.

    Ten kawałek Targówka, na którym mieszkaliśmy, zaczynał się od wałów na ulicy Radzymińskiej, od przejazdów kolejowych wzdłuż ulicy Radzymińskiej, do ulicy Mokrej. I to już koniec Targówka. A z drugiej strony to była ulica Świętego Wincentego i tory kolejowe na wschód prowadzące.
    Wincentego to była potem bardzo piękna rzecz, szczególnie w okresie jesiennym, na Zaduszki. Dookoła cmentarza gromadzili się przede wszystkim biedni, którzy obiecując modlitwę za dusze zmarłych, prosili o wsparcie. Jak się szło na cmentarz, to już człowiek miał przygotowaną torebkę z drobnymi pieniędzmi.
    Pod murem cmentarnym gromadzili się przedsiębiorcy. Własnej roboty sprzedawali coś najwspanialszego, czyli pańską skórkę. Były z ciasta pieczone różańce, które się wieszało na szyi. No i mógł człowiek na groby iść, pomodlić się, z głodu nie umarł, po jednym kawałku zjadało się co chwilę. I to tak się dzieciom bardzo podobało.
    Były też karuzele szczęścia, czyli okrągły stolik, gdzie się kręciło na gwoździach i tu, gdzie się zatrzymywało, to ten prezent był grającego. Jeszcze byli muzycy, czyli skrzypkowie najczęściej grali na cmentarzu, można było blisko swego grobu prosić.
    A poza tym jeszcze byli Cyganie. Cyganie urządzali nie tylko granie i śpiewanie i modlitwy, ale uczty za spokój życia zmarłych.
    W stronę Wincentego wszystkie dzieci musiały chodzić, ponieważ tam były dwie szkoły. Była jedna szkoła prowadzona przez panią Dargielowa i.druga szkoła 136., do której ja chodziłam, prowadzona przez panią Iruską, z panią Gronostajską, która była moją wychowawczynią.
    Największym przeżyciem naszej szkoły wtedy było puszczenie linii tramwajowej przez ulicę Wincentego. Bo do tej pory ulica Wincentego znała tylko smutne kondukty żałobne. Bogaty karawan był ciągnięty przynajmniej przez dwa konie. Konie też były ubrane: miały czarne odkrycia, srebrem obszywane całe. Jak wyolbrzymiona kareta: cztery słupki, w środku leżący nieboszczyk, trumna… Z przodu woźnica. Po bokach, jak bogato, to były lampy, świece palące się. Albo nie było nic.

    Karawany też były różne, tak jak samochody. Kondukt to najpierw były kwiaty, wieńce czy wiązanki. Wieńce to niosły dzieci, potem szli żałobnicy, potem szli goście. Tramwaj musiał się się domagać dzwoniąc wielokrotnie, dając znać, że teraz mój czas przejazdu… Także ulica Wincentego od tej pory była już udźwiękowiona...

    • 6 min

Top Podcasts In History