Słuchaj kolejnych odcinków serialu "Misja: Kaja" - https://audycje.tokfm.pl/premium/promo/misjakajas Polska lat 90., czyli czas transformacji, kolorowych ortalionów i narodzin wolnego rynku. Podczas gdy w radiu królują na zmianę O.N.A i Ace of Base, a całe rodziny zasiadają wieczorami przed telewizorami, by oglądać "Koło Fortuny", na mapie kraju wyrastają pierwsze prywatne biura podróży - alternatywa dla kolonii z zakładów pracy czy obozów ZHP. Wyjazd dla dzieci mógł zorganizować niemal każdy; państwo nie sprawowało wówczas nad tym żadnej kontroli. W takim świecie dorastała Kaja.Marta Kasztelan, podążając za historią dorosłej dziś kobiety, krok po kroku ujawnia mechanizmy działania kolonijnego wychowawcy Pawła, który od lat 90. organizował wakacyjne obozy i wykorzystywał swoją pozycję, by krzywdzić dzieci. Jak to możliwe, że przez tyle lat nikt nie zatrzymał sprawcy?Paweł pojawił się w życiu Kai w 1992 roku. W kolejnych latach konsekwentnie budował wizerunek charyzmatycznego pasjonata gór i wychowawcy idealnego - organizował gry i zabawy, prowadził dyskoteki, spędzał z dziećmi długie godziny na szlakach. Dbał też o nienaganne relacje z rodzicami.Kaja uczestniczyła w jego wyjazdach aż 14 razy. Po raz pierwszy jako siedmiolatka, po raz ostatni - mając dwanaście lat. Szybko stała się jego ulubienicą, na zdjęciach z wyjazdów zawsze była blisko niego. Z czasem specjalne traktowanie przybrało jednak niepokojący charakter. Za zamkniętymi drzwiami dochodziło do molestowania.Kaja po raz pierwszy spróbowała zmierzyć się z przeszłością, gdy miała 25 lat. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero w 2022 roku - wtedy na oficjalnej stronie biura podróży Pawła widniała informacja o 104 zorganizowanych turnusach. - Zszokowało mnie, że on nadal prowadzi te kolonie. To był moment, w którym zrozumiałam, że chcę powstrzymać to, co się dzieje - mówi Kaja w podcaście."Misja: Kaja" to nie tylko historia skrzywdzonej kobiety, ale też kronika systemowej porażki. Przez turnusy Pawła przewinęły się setki dzieci. Wspierali go wychowawcy, ufali rodzice. A jednak nikt nie zareagował. Jak to możliwe, że przez tyle lat nikt niczego nie zgłosił? Czy dorośli, którzy byli blisko, naprawdę niczego nie widzieli? A może nie chcieli widzieć?