Niby cztery lata wojny w Ukrainie co i rusz dają kłam różnym popularnym mitom, ale te jednak wciąż trzymają się dobrze i mutują w nowe, często niemal identyczne, formy. Dość powszechne było na przykład przekonanie, że cała ukraińska obrona wisi na amerykańskim sprzęcie. Gdy tego zabraknie, front błyskawicznie się załamie, a Rosjanie będą przynajmniej pod Kijowem i będzie zamiecione. Tymczasem od półtora roku Ukraina nie dostaje prawie żadnego amerykańskiego sprzętu (Europejczycy kupują w USA broń, ale o wartości kilkukrotnie niższej, niż to co administracja Bidena dawała za darmo), a załamania jak nie było, tak nie ma. Ba, w ostatnich miesiącach widać, że Rosja osiąga maksimum swoich możliwości, a Ukraina swoje właśnie rozkręca. Ktoś tu chyba opierał swoje przewidywania na błędnych założeniach. Na przykład na takim, że Ukraina nie ma swojego przemysłu obronnego, potencjału intelektualnego i leniuchuje, czekając aż jej coś z Zachodu skapnie. A sama wojna jest statyczna. To znaczy, że dziś wygląda tak samo jak wiosną 2022 roku. Założenie to jest błędne. Dziś front wygląda zupełnie inaczej nie tylko względem roku 2022, ale nawet 2024. Dziś front właściwie nie jest frontem, tylko szeroką na kilkadziesiąt kilometrów strefą śmierci, gdzie większość strat zadawana jest coraz nowszymi generacjami dronów. Dziś kluczowe nie są same drony, w sensie: aparaty latające, ale zbudowany wokół nich system rozpoznania, wybierania celów, kierowania ogniem, koordynacji działań i skróconych pętli decyzyjnych. Dziś drony nie są bida-zabawkami, które zrzucają ręczne granaty w plastikowych pojemnikach na wędkarską zanętę. Dziś drony operują na każdym poziomie, od taktycznego po strategiczny, specjalizują się w różnych zadaniach i są coraz bardziej autonomiczne. Dziś Ukraina nie dostaje ze zrzutki setek dronów miesięcznie, tylko produkuje tysiące własnych tygodniowo. Dziś kwestia tego czy Ukraina dostanie ATACMS czy Tomahawki jest drugorzędna, bo Ukraińcy od zera zaprojektowali, przetestowali i wdrożyli własne systemy, które uderzają w cele oddalone nawet o 1400 kilometrów od swoich granic. I robią to coraz częściej i coraz skuteczniej. Dziś to Ukraińcy szkolą wojska NATO z nowoczesnego pola bitwy. Bowiem dziś to Ukraina narzuca tempo zmian technologicznych, logistycznych i decyzyjnych, do którego Rosjanie muszą się dostosowywać. Nasze wyobrażenia zostały w dużej mierze ukształtowane w pierwszych miesiącach konfliktu. Myślimy ciągle w kategoriach poprzednich wojen. A i te wyobrażenia zbudowaliśmy sobie na tych głębiej zakorzenionych. Na przykład takim, że Rosja ma nieskończone zasoby i miażdżącą przewagę militarną. Że Rosja będzie zawsze miała inicjatywę na froncie. Że koniec końców Rosja nie może przegrać. W ciągu tych ponad czterech lat wojny wszystkie te przekonania zostały podważone, niektóre dobitnie obalone. Fakt, że ciągle funkcjonują w obiegu, mówi nam mniej o Rosji, a więcej o naszych o niej wyobrażeniach. Dlatego dobrze czasem posłuchać głosu rozsądku. Dlatego zaprosiliśmy do rozmowy Mikołaja Susujewa, znanego także jako Frontiersman, z którym porozmawialiśmy o tych mniej znanych aspektach toczącej się wojny. Wyszła z tego wartościowa piguła, która pomoże Wam dokonać pewnej korekty różnych przekonań w tym temacie. Zachęcamy was do wspierania nas na Patronite: https://patronite.pl/Podkast_Dezinformacyjny