Tymczasem, bez większego zainteresowania ze strony naszych mediów, minęło sześć lat odkąd Aleksandr Łukaszenka utopił największe prodemokratyczne protesty we krwi. Z tej okazji postanowiłem rzucić nieco światła na Białoruś - państwo, którym bardzo rzadko się interesujemy. Albo traktujemy je jako białą plamę na mapie, albo jak rosyjską gubernię, taką mini-Rosję. Nie będę ukrywał, że mówiąc “my”, kieruję oskarżycielski paluch także na siebie. Tymczasem na Białorusi dzieją się ostatnimi czasy ciekawe rzeczy. Dochodzi do dziwnego zbliżenia Trump - Łukaszenka. Zbliżenie to w Polsce objawia się między innymi kuriozalnymi wypowiedziami byłego szefa Agencji Wywiadu Piotra Krawczyka. Dyskutowane jest zdjęcie sankcji z białoruskiego potasu. Dochodzi do wymiany więźniów, w tym przetrzymywanego przez pięć lat Andrzeja Poczobuta (który niedawno właśnie na Białoruś wrócił). Służby prowadzą wojnę hybrydową z zachodnimi sąsiadami, pchając przez granicę ludzi (Polska i Łotwa) oraz balony z kontrabandą (Litwa). Białoruska gospodarka coraz mocniej odczuwa strategiczne związanie się z gospodarką rosyjską - która jest przecież w tarapatach. Na białoruskie wsie spadają ukraińskie drony, ale za mówienie o tym można trafić na dołek. Ukraińskie władze grożą uderzeniami na infrastrukturę wojskową, wspomagającą rosyjskie ataki rakietowe. Do szkół przyjeżdżają “weterani” zbrodniczej Grupy Wagnera, indoktrynować dzieci w duchu wielkoruskiego putinizmu. Lokalnie brakuje ropy. A niedawno na jakiś czas zabrakło… ziemniaków. Zamordyzm trwa. Opozycjoniści są w więzieniach lub zagranicą. Czasem muszą ściągać rodziny, bo je też się prześladuje. Przynajmniej kilkoro zniknęło. Nadal można trafić do więzienia za wpis w internecie albo bransoletkę z kolorami flagi niepodległej Białorusi. Władza przekonuje, że lada moment nastąpi polsko-litewska inwazja. Formalnie w pełni popiera putinową wojnę. W praktyce wcale się do niej nie pali, podobnie zresztą jak większość społeczeństwa, w tym żołnierzy. Mińsk zapewnia, że niczego nie pragnie tak bardzo, jak pokoju. I toczy hybrydową wojnę z Polską i Litwą. Trwa też walka społeczeństwa o zachowanie godności. I tej walce właśnie poświęcamy sporą część naszej rozmowy. Naszej, czyli mojej i Wiktorii - białoruskiej opozycjonistki na uchodźctwie. Rozmawiamy o strategiach oporu opozycjonistów. O cenie, jaką są gotowi zapłacić. I o ryzyku, na które się godzą. O represjach, jakie na nich spadają. O tym że to nie sprint, tylko maraton. O tym jak, pomimo działania machiny przemocy, na Białorusi próbują funkcjonować instytucje społeczeństwa obywatelskiego. Jak zaangażowanie ludzi zaczyna się od biblioteki, ochrony przyrody czy sporu z lokalnym urzędnikiem. A czasem od takiego drobiazgu jak korzystanie z języka białoruskiego, zamiast rosyjskiego. Jakie wyzwania stoją przed rodzicami młodzieży w wieku szkolnym. Jak potrzeba czasu, by stłamszony sześć lat temu opór osiągnął masę krytyczną. Jak dorosnąć musi kolejne pokolenie. Kiedy nastąpi jakaś rewolucja. I czy w ogóle. Mówimy o tym co inspiruje do aktu nieposłuszeństwa. Rozmawiamy także o gotowości - a raczej: jej braku - społeczeństwa na dołączenie do wojny. O motywacjach Łukaszenki i Trumpa. O cichym zaangażowaniu nieznanych nam z nazwisk urzędników amerykańskiego Departamentu Stanu na rzecz białoruskiej demokracji. O gospodarczej stagnacji, sankcjach, eksporcie potasu, nastrojach w wojsku. Oraz - a jakże - o tym jak Łuce udało się doprowadzić do kryzysu ziemniaczanego w europejskiej stolicy tego warzywa. Wypowiedzi Wiktorii przetłumaczyliśmy i wygenerowaliśmy polską wersję za pomocą sztucznej inteligencji. Za jej zgodą, rzecz jasna. Zachęcamy do wspierania nas na Patronite: https://patronite.pl/Podkast_Dezinformacyjny