Bieguny Ameryki Podcast

Bieguny Ameryki Podcast

Witaj na oficjalnym kanale podcastu „Bieguny Ameryki” – miejsca, gdzie ścierają się idee, a różne spojrzenia na rzeczywistość kształtują pełniejszy obraz wydarzeń za oceanem! 🌎 📌 O czym rozmawiamy? Analizujemy najważniejsze wydarzenia ze świata amerykańskiej polityki i życia społecznego – od gorących debat w Kongresie, przez wybory i kampanie, po codzienne sprawy, które kształtują życie Amerykanów. 🎙 Kto prowadzi podcast? 🔹 Eliza Sarnacka-Mahoney – pisarka i dziennikarka, autorka książek o USA. 🔹 Jan Białostocki – dziennikarz radiowy. ✦ Różne bieguny. Jeden podcast. ✦

  1. 3d ago

    Pod egidą młodych konserwatyzm w USA może wyglądać jak socrealizm

    Choć zbliżające się wybory połówkowe w USA generują mnóstwo optymizmu i nadziei po demokratycznej stronie, równie głęboka jest świadomość, że trumpizm jako polityczna myśl i styl rządzenia może z nami zostać na dłużej. W najnowszym odcinku podcastu Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak przyglądają się życiu idei i czynnikom odpowiedzialnym zarówno za jej żywotność, jak i kruchość. W trumpizmie najlepsze jest to, co jest w nim najgorsze –brzmi obiegowa opinia tłumacząca w przewrotny sposób polityczną i społeczną siłę przyciągania ruchu MAGA. Rewolucja ludzi skupionych wokół lidera, który prowadzi ich na barykady walki przeciwko systemom i normom, nieważne że na drodze kolizji z prawem czy konstytucją. Cel uświęca środki, fake newsy pomagają w mobilizacji bazy, wynagradzanie lojalistów jest konieczne, by przypieczętować zwycięstwo. A nad tym wszystkim buńczucznie niesione na sztandarze hasło: „Atakuj pierwszy i nigdy nie przepraszaj” – ulubiona strategia walki Trumpa, która zbrutalizowała normy zachowania w przestrzeni publicznej. Rzesze Amerykanów przyjęły je jednak jako swoje, bo są to język i zachowanie ofiary, której wyczerpała się cierpliwość czekać na zmianę, podczas gdy apetyt na rewanż i zgnębienie postrzeganych wrogów i oprawców sięgnęło zenitu. Specyficzny „uwodziciel” Trump skutecznie sprzedał się do tego – i wciąż sprzedaje – Amerykanom jako „swój chłop”. Rozumiejący ich jak nikt nigdy przedtem, gotowy do działania i tylko żądający w zamian bezwzględnego uwielbienia i posłuszeństwa. Zgoda Amerykanów na takie reguły gry nie dowodzi siły Trumpa, ani geniuszu trumpizmu, a raczej słabości amerykańskiego społeczeństwa. Nie czekajmy tylko, że Amerykanie kiedykolwiek się do tego przyznają. Jakie są szanse na to, że wchodzimy w erę schyłku trumpizmu? Po pierwsze choć MAGA stało się tak silnym symbolem dzisiejszej amerykańskiej prawicy, nie jest to wciąż parasol rozciągnięty nad całą partią republikańską i można mieć nadzieję na to, że po odejściu Trumpa z Białego Domu do głosu znów dojdą inne frakcje. Warty przypomnienia jest fakt, że w republikańskich prawyborach 2024 Trump ścierał się z mocno krytykującymi go rywalami z partii, a co najmniej trójka spośród nich (Rubio, Cruz, Haley) prawdopodobnie zdecyduje się ponownie spróbować sił w wyścigu za dwa lata. Jeśli do tego okaże się, że w tegorocznych wyborach połówkowych republikańscy wyborcy większościowo powiedzą Trumpowi „stop”, amerykańska demokracja się obroni, a demokraci w ciągu najbliższych dwóch lat też mądrze rozegrają swoje karty, szanse na to, że płomień trumpizmu będzie dalej przygasał tylko wzrosną. Mało jest jednak powodów myśleć, że zgaśnie na dobre. Trumpizm to przecież także obietnica nieustającej rewolucji, a dzisiejszy świat z jego nieprzewidywalnością i chaosem, też nieustająco podtrzymuje u wielu ludzi płomień gniewu, dla którego rewolucja wydaje się najlepszym ujściem. Po drugie trumpizm dowozi szczególnie skutecznie w obszarach kulturowych i tożsamościowych. Możemy być pewni, że pozostanie popularnym narzędziem politycznej walki, w Ameryce na pewno. Co niepokoi najbardziej? Że Vance jest najpopularniejszym kandydatem na kolejnego prezydenta wśród najmłodszych republikańskich wyborców w USA. To grupa, która jednocześnie uprawia Nixon-maxxing, projekt wybielania 37. prezydenta, bo widzi w nim taką samą ofiarę systemu jak w Donaldzie Trumpie. Dla nich trumpizm to nie opcja. Trumpizm jako model polityki realizujący swoje cele z wykorzystaniem wszystkich możliwych narzędzi – łącznie ze służbami państwowymi – to konieczność. Ameryka przetrwała skandal Watergate, bo choć zawiedli ludzie, nie zawiodło państwo. Zadziałały mechanizmy jego kontroli i prawa. Czy da radę odeprzeć falę zmutowanego i potencjalnie jeszcze bardziej niebezpiecznego trumpizmu, jaki drzemie w umysłach jej najmłodszego pokolenia?

  2. Oct 24

    Przedwyborczo: Republikanie znów straszą imigrantami, Demokraci unikają tematu.

    W ostatnich dniach przed wyborami jak bumerang powrócił temat imigrantów-ulubiona opowieść Donalda Trumpa o ludziach, których nie lubi najbardziej. Ta październikowa niespodzianka jest jednak specyficzna – przyszła w formie ostatnich zamieszek we Francji. W najnowszym odcinku podcastu Bieguny Ameryki Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak rozmawiają o tym, dlaczego ta „niespodzianka” jest takim świetnym prezentem dla Republikanów i przed czym przestrzega Demokratów. Choć ostatnie zamieszki do Francji detonowały jako bomba na tle nierówności klasowych, w Ameryce portretowane są jako skutki nieodpowiedzialnej polityki imigracyjnej, za którą Francuzi właśnie dostali gorzki rachunek. Jeśli przekażecie władzę Demokratom, możecie być pewni: oni znów otworzą na oścież granice, wpuszczą do kraju hordy agresywnych, roszczeniowych imigrantów i nasze ulice też zapłoną jak ulice Paryża i Limonge. Taki przekaz, mimo protestów samego Emmanuela Macrona, wyszedł z ust Donalda Trumpa i w takiej formie rozlał się po kampaniach republikańskich kandydatów, którzy w ostatnich dniach przed wyborami walczą o przysłowiowe życie. Czy strategia ma szanse na powodzenie? Coś na niej ugrać można na pewno, bo to wyborcy niezależni przesądzą o wyniku wyborów, a ci, jak wiemy, potrafią zwlekać z podjęciem decyzji do samego końca. Po drugie, choć wojny kulturowe zeszły w tych wyborach na plan dalszy, Donald Trump i świta chrześcijańskich nacjonalistów, którymi otoczył się w Białym Domu nie ustają w wysiłkach, by udowodnić Amerykanom, że gościnność wobec imigrantów, w tych także tych legalnych, a nawet już naturalizowanych, jest skrajną naiwnością. Trump właśnie wszczął kolejne dochodzenie przeciwko Ilhan Omar, naturalizowanej Somalijce i kongreswoman z Minnesoty, a także jednej ze swoich największych krytyczek na Kapitolu. Oskarża ją o fałszerstwa podczas procesu naturalizacji i oszustwa podatkowe. Nieważne, że dokładnie to samo dochodzenie Departament Sprawiedliwości przeprowadził na jego zlecenia już w r. 2019, po czym je zarzucił, gdyż nie znaleziono u Omar żadnych dowodów przestępstwa. Nie jednak można wykluczyć, że tym razem konkluzja śledczych będzie inna. Obecny Departament Sprawiedliwości, obsadzony lojalistami, funkcjonuje przecież niczym prywatna kancelaria prawna prezydenta. Postawienie naturalizowanej, urzędującej polityczki w stan oskarżenia byłoby bez precedensu, ale byłoby też wstrząsem, który przede wszystkim uderzyłby w partię demokratyczną. Demokraci jeszcze mają czas, choć jest go coraz mniej, by odbić piłeczkę i też odnieść się do zamieszek we Francji. Powinni piętnować Republikanów za fałszowanie genezy tych protestów, łączyć je za to z konfliktem klasowym i kryzysem kosztów życia, który jest wykładnikiem tego konfliktu, a dotyczy dziś większości rozwiniętego świata. Sprawa jest tym bardziej pilna, że wciąż przecież nie odrobili lekcji na temat imigracji i pozostają partią kojarzoną z kryzysem migracyjnym, który zatopił prezydenturę Bidena. Demokratyczni kandydaci w tegorocznych wyborach skupiają uwagę niemal wyłącznie na kontrowersyjnych działaniach policji ICE i mówią o potrzebie jej zreformowania. Do zrobienia, nim nie będzie za późno, jest dużo więcej.

  3. Oct 21

    Demokraci pokazują Amerykanom rachunek za prywatę prezydenta

    Na ostatniej prostej przed wyborami Demokraci dorzucili do sztambucha swoich przestróg wyborczych jeszcze jedną: za korupcję Donalda Trumpa i jego otoczenia płacą wszyscy Amerykanie. W najnowszym odcinku podcastu #BiegunyAmeryki Eliza Sarnacka-Mahoney wyjaśnia tę strategię, a przede wszystkim jej potencjalne reperkusje nie tylko dla wyników tegorocznych wyborów, ale przyszłości Partii Demokratycznej. Amerykanie – naród specyficzny - od zawsze mieli problem z definicją korupcji. Z jednej strony są spadkobiercami osadników, dla których najważniejszym kodeksem życia była Biblia i jej przesłanie o wspólnotowości, empatii, uczciwości, karaniu przestępców i koniecyno]ci stawiania wysokiej poprzeczki moralnej liderom. Żyją w kraju wzniesionym na fundamencie poszanowania dla prawa i równości wszystkich przed tym prawem. Z drugiej jednak są narodem aspirantów i oportunistów, który z mlekiem matki wysysają podziw dla spryciarzy i pogardę dla frajerów. Spryciarze nie cofną się przed niczym by zrealizować swój amerykański sen. Frajerzy płacą podatki i stosują się do reguł gry narzucanych im przez rząd, system, instytucje. Donald Trump, którego Hillay Clinton oskarżała w 2016 roku za oszustwa podatkowe, odpowiedział na to przed kamerami, że to właśnie jest stanowi dowód jego mądrości. Wyborcy nagrodzili go za to przepustką do Białego Domu.„Pozłacana epoka” obejmująca kilka dekad z przełomu wieków XIX i XX zrobiła głęboki ukłon w stronę oportunistów i spryciarzy, a co najważniejsze usankcjonowała w amerykańskiej kulturze tzw. „korupcję uczciwą”. Jeśli sprawujesz urząd, dzięki któremu masz okazję się wzbogacić – rób to. Kto więc szuka odpowiedzi na pytanie jak to możliwe, że Donald Trump, którego historycy już dzisiaj nazywają najbardziej skorumpowanym prezydentem w historii wciąż pozostaje dla rzeczy swoich wyborców wzorem do naśladowania – oto podpowiedź. Zawiera się w niej inna. Odpowiedź na pytanie dlaczego o korupcji na szczytach władzy rozmawia się w USA trudno. Amerykanie są jednak tematem korupcji żywo zainteresowani. Niemal 90 procent społeczeństwa uważa, że korupcja w rządzie jest gigantycznym problemem i coś trzeba z nią zrobić. Większość chciałaby widzieć nowe prawo jasno zakazujące urzędującemu prezydentowi zarabiania na urzędzie. Demokraci wywrócili więc stolik i wpadli na pomysł, by korupcję Trumpa sklasyfikować jako jeszcze jeden problem ekonomiczny dokładający swoją cegiełkę do kryzysu kosztów życia, z jakim mierzy się przeciętny obywatel. Czy to strategia doraźna, czy może coś większego? Jak może przydać się partii, gdy przejmie ona, choćby tylko częściową kontrolę nad Kongresem i rozpocznie dochodzenia w sprawie korupcji obecnego Białego Domu? #donaldtrump #białydom #ameryka #usa #polityka #korupcja #wybory2026 #kosztyżycia #ekonomia #stanyzjednoczone #waszyngton

  4. Oct 17

    Trump kopie Ukrainę, Ameryka w szoku

    Nie takiej niespodzianki październikowej oczekiwali od Trumpa republikańscy politycy na ostatniej prostej przed wyborami, w których odnotowują dramatyczny spadek poparcia i walczą o to, by ocalić przynajmniej Senat. Trump tymczasem zawiera umowę na dostawy do USA rosyjskiego oleju napędowego, znosi sankcje na produkty energetyczne z Rosji i twierdzi, że to Ukrain jest winna kryzysu kosztów życia w USA. Do tego odcina walczących Ukraińców od satelitów Starlinka – gest, którego nie sposób odebrać inaczej jak pomoc dla Rosji. Te ruchy i decyzje są dla republikanów nie pomocą, a nową bolączką, z którą kompletnie nie widzą co zrobić. W najnowszym odcinku podcastu Bieguny Ameryki Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak odpowiadają na pytanie: w imię czego Trump podkłada nogę własnej partii i odpycha od siebie własnych wyborców? Eksperci są dla nowej umowy handlowej Trumpa z Putinem bezlitośni. 300 ton tańszego, rosyjskiego diesla, jaki ewentualnie pojawiłby się w amerykańskich dystrybutorach na stacjach paliw nie obniży znacząco rekordowo wysokiej ceny za ten rodzaj paliwa - od wybuchu wojny w Iranie wzrosła ona z 3.70 do 6.33 dolarów za galon. Jest poza tym mocno wątpliwe, że ten paliwowy zastrzyk w ogóle ma szansę dotrzeć do USA na czas przed wyborami. Argument wreszcie, forsowany przez Biały Dom, że prezydent dogadał się z Putinem wyłącznie dlatego, że leży mu na sercu los Amerykanów załamuje się tym bardziej, że w tle tej „dealu” widnieje przecież szereg innych. I na nich statystyczny Amerykanin oraz wyborca MAGA już nie skorzysta, skorzysta natomiast finansowo bliskie otoczenie Trumpa. Przede wszystkim Witkoff i Kushner, biznesmeni od prawie dwóch lat maskujący się jako dyplomaci odpowiedzialni za negocjowanie z Putinem warunków zakończenia wojny w Ukrainie. Dziennikarze dotarli do informacji, że spółki związane z Kushnerem i Witkoffem mają „obsługiwać” nie tylko regularne dostawy rosyjskiego diesla do USA – mówmy o miliardach ton w najbliższych pięciu latach - ale również nadzorować rosyjskie aktywa odblokowane przez Europę i przekazane pod kontrolę Waszyngtonu (Biały Dom życzy sobie, by do tego doszło), wreszcie stać się najpierw rzecznikami rosyjskiego ŁukOilu na Bliskim Wschodzie, a potem udziałowcami w nowych inwestycjach firmy w tamtej części świata. Trudno o bardziej wymowny dowód na to, że Trump jest gotów poświęcić Ukrainę i ostatecznie też zdradzić Europę dla swoich prywatnych interesów i okazji zarobku. Ale Amerykanom, w tym również wyborcom konserwatywnym, też wreszcie opadają z oczu klapki w sprawie skali korupcji, jaką epatuje obecny rząd.  W najnowszym sondażu dla konserwatywnej Telewizji FOX News za najważniejszą bolączkę przedwyborczą ankietowanie uznali właśnie „korupcję na szczytach władzy”. Koszty życia i ceny paliwa zajęły odpowiednie drugie i trzecie miejsce w tym zestawieniu. Jednocześnie, choć idea wspierania finansowo Ukrainy nieco w ostatnich miesiącach spadła wśród wyborców MAGA, to jednocześnie podniosła się w tej grupie nieufność wobec Rosji i P****a. Republikańscy politycy stoją w rozkroku: jak skleić woltę Trumpa ze światopoglądem wyborców? Czy rozwiązaniem jest zdystansowanie się wobec coraz bardziej niepopularnego prezydenta i jego haniebnej zdrady Ukrainy? Może. Co jednak, jeśli sondaże się mylą i MAGA, mimo zagwozdce, jaką sprezentował jej Trump, mimo nawet świadomości jego korupcji i konfliktu interesów, jednak go nie opuści? Mało było w historii USA momentów, gdy bycie republikaninem zachowującym wierność republikańskiemu prezydentowi było tak trudne i skomplikowane jak w chwili obecnej.

  5. Oct 10

    Trump się kompromituje, demokraci mają strategię, nie socjalizm.

    Republikanie straszą wyborców socjalizmem, komunizmem i islamizacją kraju. Trump wyruszył w turnee po kraju, by wspierać republikańskich kandydatów, bo nadal wierzy, że ma moc zmobilizować konserwatywny elektorat i przeciągnąć na swoją stronę ten niezdecydowany. Czy to jednak właściwa ścieżka, właściwe przesłanie i co tak naprawdę robią demokraci, że ich „niebieska fala” przybiera na sile? O tym rozmawiają w najnowszym odcinku podcastu Eliza Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak. Nie poznamy wyników tegorocznych wyborów połówkowych dopóki się nie wydarzą, ale wiele i coraz więcej wskazuje na to, że za dobrą passą demokratów, jeśli - rzecz jasna - wierzyć ankietom, stoją sprawy, które albo nie pojawiły się na republikańskim radarze wystarczająco wcześnie, co dało przewagę demokratom, albo zostały z gruntu źle zdiagnozowane.  Pierwszym i najważniejszym jest założenie, że elektorat MAGA dalej będzie trwał przy Trumpie, żeby nie wiem co, resztę zaś da się ogarnąć straszakami kulturowymi. Błąd! Badania nie zostawiają cienia wątpliwości, że w tych wyborach wyborca patrzy wyłącznie na ceny i zasobność swego portfela, nie na kwestie kulturowe ani tożsamościowe. Są w tej grupie także wyborcy MAGA, dla których złamanie przez Trumpa dwóch najważniejszych wyborczych obietnic – tej o żadnych nowych „niekończących się wojnach” oraz tej obniżeniu kosztów życia – okazało się ziarnem pieprzu nie do przełknięcia. Odchodzą dziś od niego nawet ci, którzy od ponad dekady konsekwentnie na niego głosowali – biała Ameryka bez wykształcenia wyższego. Republikańscy politycy mocno tymczasem przysnęli i dopiero na ostatniej prostej odkrywają, że drogą do wyborczego serca konserwatywnego wyborcy jest nie podpinanie się pod politykę Trumpa, lecz mocne od niej dystansowanie. Wreszcie, nie pomaga im fakt, że w ostatnich kilku miesiącach wzrosło wśród wyborców republikańskich przeświadczenie, że to partia republikańska symbolizowana przez Trumpa jest obecnie ugrupowaniem oderwanych od rzeczywistości elitystów, a do tego uprawiających korupcję, którą za „ogromny problem” uważa dziś ogółem ponad 80% Amerykanów. Z drugiej strony stoją tymczasem demokraci odcinający kupony od dobrze skonstruowanej i świetnie realizowanej strategii wyborczej, w której kwestie ekonomiczne wybrzmiewają unissimo u wszystkich kandydatów i wszyscy z żelazną konsekwencją mówią wyłącznie o nich. Do tego są dobrzy, mocni kandydaci, bo świetnie odrobiła pracę domową i wystawiła do wyścigów ludzi skrojonych pod potrzeby konkretnego elektoratu z konkretnego zakątku kraju. Są wśród nich także osoby głęboko wierzące i wywodzące się z ubogich rodzin – zaprzeczenie forsowanych przez republikanów stereotypów, że demokraci to partia szalejących ateistów zagrażających chrześcijańskiej rodzinie oraz wyktształciuchów bez doświadczeń życiowych, z którym może się utożsamiać statystyczny zjadacz chleba. Specjalne wyjaśnienie dla naszych odbiorców spoza USA: nie, Amerykanie nie przechodzą masowo na stronę socjalizmu. Ich poparcie dla rozwiązań takich jak powszechne ubezpieczenie medyczne, dotowana opieka nad dziećmi czy większe opodatkowanie miliarderów to kolejny efekt wciąż rosnących nierówności ekonomicznych, które są dzisiaj w USA jeszcze większe niż w były sto lat temu w erze naftowych baronów.  Jeśli sondaże prawdę nam mówią – demokraci mają 82% szansy na przejęcie Izby Reprezentantów i już ponad 56% na przejęcie Senatu.  Nawet jednak jeśli jest w nich istotny margines błędu, tę rundę w historii republikanie raczej położyli.

  6. Oct 3

    UE zmądrzała, Polska dalej czeka na Fort Trump

    Amerykańska baza wojskowa o planowanej nazwie „Fort Trump” rozpala umysły w Polsce bardziej niż kiedykolwiek. Stoi to w sprzeczności z kursem polityki coraz odważniej podejmowanej przez resztę krajów Unii Europejskiej, które, odpowiadając na wezwanie samej Ameryki, ale i dokonawszy rachunku sumienia, stawiają na projekty uniezależniające Europę od amerykańskiego parasola militarno-obronnego. W najnowszym odcinku podcastu Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak szukają odpowiedzi na pytania dlaczego w Polsce wciąż dojmująco brak dyskusji na temat bilansu korzyści ale i strat, jakie będą wynikać z faktu dalszego, automatycznego rozkładania przez Polskę czerwonego dywanu przed Waszyngtonem, a także jakie lekcje Europa wyniosła z niedawnego szczytu Trumpa z Xi Jinpingiem oraz zapowiedzi reform w Pentagonie ogłoszonych przez Pete’a Hegsetha.   W dobie drugiej prezydentury Trumpa Polacy podzielili się w swojej ocenie Ameryki. Coraz śmielej wybrzmiewa krytyka Białego Domu, coraz więcej głosów o tym, że to w Polsce żyje się dzisiaj lepiej, a Amerykanie z niezrozumiałych przyczyn godzą się na warunki życia i rozwiązania społeczne, na które Polacy na pewno by się nie zgodzili. Co do jednego wciąż jednak panuje zgoda, niezależnie od poglądów politycznych. Wszyscy wyczekują budowy dawno już Polsce obiecanej przez USA bazy wojskowej „Fort Trump”. Wszyscy też – z przyczyn, które z kolei pozostają niezrozumiałe dla reszty Europy – wciąż zasłaniają się tu ogólnikowym argumentem o „zwiększaniu bezpieczeństwa”. Nie ma nie tylko pytań o koszty tego bezpieczeństwa, ale i o to, jakim dokładnie celom, biorąc pod uwagę zmieniające się priorytety i sympatie geopolityczne USA, baza ta może służyć. Trump przymierza się do wysłania Putinowi zaproszenia na najbliższy szczyt G20 w Miami. Jeśli do tego dojdzie trudno będzie o wyraźniejszy sygnał gotowości Białego Domu do wznowienia z Kremlem relacji „as usual”. Czyim i jakim kosztem? Przehandlowania Ukrainy? Wykorzystania Polski w roli konia trojańskiego do dalszego osłabiania i rozbijania Europy? Czym byłby w tym układzie Fort Trump, który ma być zbudowany i potem finansowany (5-7 tys. amerykańskich żołnierzy z rodzinami) w całości z polskiej kieszeni, nie dając jednak przecież stronie polskiej żadnej decyzyjności odnośnie do jego roli i funkcjonowania.   Zachłyśnięta wizją bazy, Polska zdaje się też nie słyszeć, lub słyszeć nie chce, że baza może w ogóle nie powstać. Tutaj również kłania się nieumiejętność lub brak woli odczytywania sygnałów wysyłanych przez administrację Trumpa. Kilka dni temu minister obrony/wojny Pete Hegseth ogłosił projekt głębokich reform w obrębie Pentagonu. Na bruk poleciał co piąty generał i admirał, co, alarmują eksperci, prawdopodobnie będzie oznaczało awans dla rzeszy ludzi o dużo mniejszym doświadczeniu, za to lojalnych wobec Hegsetha i Trumpa. Mają też być poczynione historyczne inwestycje w nowy arsenał autonomicznej broni oraz wielomiliardową, nową bazę wojskową na terenie USA. Doradzać Pentagonowi w tych sprawach będą zaś znani miliarderzy, w tym Elon Musk – zagorzały krytyk Europy, NATO i zaangażowania USA w pomoc Ukrainie. A wszystko to ledwie kilkanaście dni po informacjach, że Hegseth planuje też rychłe wycofanie z Europy co najmniej trzeciej części amerykańskich wojsk.   Szczyt Trumpa z Xi Jinpingiem jeszcze bardziej zjednoczył Europę, w tym jej prawicę, wokół priorytetu budowy własnej siły własnymi nakładami i utwierdził w przeświadczeniu, że to najlepsza ścieżka odpowiedzi na aktualną postawę USA. Trump szanuje siłę, drwi z dyplomacji i ugodowości. Słabszych od siebie wykorzystuje i ma bardzo luźne podejście do zobowiązań. Nie tędy więc droga. Summa summarum, Trump obudził w Europie ducha, jakiego kilka dekad temu lekkomyślnie zatraciła, tymczasem, w myśl starego, mądrego porzekadła powinna pewnie była pielęgnować w sobie zawsze: jeśli masz na kogoś liczyć, licz przede wszystkim na siebie. Polska, niestety, wciąż liczy na USA.

  7. Sep 26

    Niebieska fala kontra powyborcza rzeczywistość, wetomat Trumpa

    Sondaże pokazujące formowanie się niebieskiej fali potwierdzają, że istnieje w tej chwili przepis na zwycięstwo demokratów w wyborach połówkowych. Jakie wyzwania będą jednak czekały na nową polityczną większość w kongresie? Jak najprawdopodobniej będą wyglądać ostatnie dwa lata drugiej prezydentury Trumpa? Gościem Elizy Sarnackiej-Mahoney jest publicysta i politolog z Ohio State University, profesor Dominik Stecuła. Dominik Stecuła specjalizuje się w opinii publicznej oraz komunikacji w erze mediów społecznościowych i AI. Jest też autorem m.in. książki „Polish Americans Today” przedstawiającej najnowsze badania na temat osób polskiego pochodzenia mieszkających w USA. Amerykanie są głęboko rozczarowani i coraz bardziej rozzłoszczeni polityką swego urzędującego prezydenta, która nie tylko poniosła im koszty życia – zamiast obiecanych w wyborach ich obniżek! - ale uwikłała kraj, a rykoszetem i resztę świata w wojnę, która może sprawić, że hasło „affordability” (dostępność cenowa) będzie spędzać im sen z oczu jeszcze bardziej. Demokratyczni politycy ubiegający się o fotele w Kongresie na ostatniej prostej przed wyborami połówkowymi rozsądnie więc i bardzo strategicznie trzymają się narracji o tym, co w powszechnym odczuciu najbardziej obsiadło w tzw. „ekonomii kuchennego stołu”. Choć ci najbardziej popularni wśród nich, skrzydło progresywistów i socjaldemokratów oskarżani są przez republikanów o to, że rzekomo usiłują wepchnąć Ameryką w objęcia komunizmu, mogą śmiało zakładać, że te same platformy, z którym występowali do tej pory, raczej wyniosą ich do zwycięstwa i 3 listopada. Ale… nie spieszmy się jeszcze z deklaracjami o tym, że oto jesteśmy świadkami gruntownego przeobrażenia wyborczego krajobrazu w USA. Po pierwsze – o wynikach wyborów zadecydują wyborcy niezależni i swingujący, którzy za dwa lata, w zależności od tego, kto ich uwiedzie na szlaku kampanii prezydenckiej, mogą nie mieć najmniejszego problemu ze zmianą barw i ponownym przekazaniem Kapitolu we władzę republikanów. Po drugie warto pamiętać, że nowa „konserwatywna rewolucja”, o której tak mówią sami republikanie odniosła w ostatniej dekadzie oszałamiające zwycięstwo. Donald Trump i s-ka efektywnie przejęli kontrolę nad Sądem Najwyższym i pokaźną liczbą sądów federalnych, które orzekają i będą dalej orzekać na korzyść republikanów. Dominik Stecuła wskazuje też, że odczujemy skutki ostatnich postmanipulacji mapami wyborczymi, które jeszcze mocniej ograniczyły liczbę kongresowych foteli nazywanych „kompetycyjnymi” – czyli do wygrania w danym cyklu wyborczym przez jedną lub drugą stronę.  Na Ponad 530 ogólnej liczby miejsc w Kongresie, takich foteli mamy dziś mniej niż 100. Powiedzenie, że we współczesnej Ameryce to politycy wybierają sobie wyborców, a nie na odwrót, brzmi niewiarygodnie i coraz groźniej. Po trzecie, wreszcie, można być pewnym, że im większa będzie porażka republikanów na jesieni, tym trudniejsze będzie dla demokratów rządzenie krajem po wyborach. To wtedy dostaną od historii prawdziwy test swojej sprawczości i politycznego sprytu. Wyborcy będą przecież od nich wymagać nie tylko rozliczeń obecnego Białego Domu z korupcji, nowej wojny na Bliskim Wschodzie i polityki celnej, ale przecież także i realizacji wszystkich wyborczych obietnic. Można tymczasem być pewnym, że Trump dołoży wszelkich starań, by tych obietnic spełnić nie mogli. Może – postuluje gość podcastu - zmienić się w wetomat i na podobieństwo obecnego polskiego prezydenta Karola Nawrockiego skutecznie blokować każdą legislację i projekt reform. Demokratyczny "balancing act" będzie więc musiał być naprawdę przemyślany i może nawet przebiegły, by się udać. Czy to jest w ogóle do zrealizowania? #USA #Trump #bialydom #waszyngton #wybory2026 #politykaUSA #republikanie #demokraci #socjaldemokraci #kongres #sądnajwyzszy #gerrymandering #affordability #komunizm #ekonomia #iran #kosztyzycia #ropa

  8. Sep 19

    Trump nie może federalizować wyborów. Wciąż może w nie ingerować i niszczyć rządy demokratów

    14 września 2026 r. Sąd Najwyższy stanął po stronie konstytucji i praw stanowych i nie pozwolił Trumpowi federalizować wyborów. Im mniej zamieszania wokół wyborów – tym większe szanse na to, że wyborcy ruszą do urn tłumnie. A jeśli tłumnie, to - jeśli wierzyć sondażom – zwiększa to szanse na to, że zagłosują na demokratów i w styczniu przyszłego roku odbędzie się zmiana warty w Kongresie. Jak jednak będą wyglądać rządy nowego kongresu i co będzie dla niego największym wyzwaniem? O tym w najnowszym odcinku podcastu Bieguny Ameryki Eliza Sarnacka-Mahoney rozmawia z Rafałem Michalskim. Rafał Michalski jest ekspertem w zakresie polityki USA, historii amerykańskiego Sądu Najwyższego i konstytucji. Analityk medialny, związany jest m.in. z magazynem i serwisem internetowym „Układ Sił”, który zajmuje się zagadnieniami z zakresu geopolityki, dyplomacji oraz polityki bezpieczeństwa. Dlaczego wspomniane orzeczenie Sądu Najwyższego jest takie ważne? Bo Donald Trump, który nie ustaje w wysiłkach, by przekonać Amerykanów, że wybory nie są bezpieczne i że będą na jesieni sfałszowane, chciał je ograniczyć angażując w to pocztę. Na mocy jego rozporządzenia poczta miała nie doręczać kart wyborczych do głosowania korespondencyjnego, jeśli nie spełnione byłyby konkretne warunki, takie same dla wszystkich stanów. W tym: data stempla pocztowego oraz zgodność podpisu i innych danych osobowych na karcie wyborczej z tym, co znajdowałoby się na tzw. federalnej liście wyborczej, którą z kolei rząd federalny miałby utworzyć przejmując kontrolę nad stanowymi rejestrami wyborców. Gdzie problem? Po pierwsze ochrona danych osobowych, która w USA leży w gestii poszczególnych stanów. Nie ma tu ma czegoś takiego, jak instytucja zbierania danych przez rząd federalny, co jednocześnie tłumaczy, dlaczego po dziś dzień nie ma w USA ujednoliconego systemu dowodów identyfikacyjnych na podobieństwo polskiego dowodu osobistego. Za ordynację wyborczą, zgodnie z konstytucją, odpowiedzialne są poszczególne stany i to one decydują o takich sprawach jak choćby data stempla pocztowego. W niektórych stanach karta jest ważna tylko wtedy, gdy dotrze do komisji przed dniem wyborów. W innych – można ją wysłać w dniu wyborów, co znaczy, że i tak będzie ważna, choć do komisji dotrze już po dacie wyborów. To jednak, że Ameryka odetchnęła w związku z zachowaniem dotychczasowych norm głosowania korespondencyjnego nie znaczy, że Trump i republikanie nie będą podejmować innych prób ingerencji w wybory. Rafał Michalski przypomina, że Trump jest mistrzem w używaniu przestarzałych praw, które pomagają mu realizować jego pomysły. Jednym z takich praw jest regulacja obecności służb mundurowych przy komisjach wyborczych. Prawo zabrania wysyłania pod lokale wyborcze funkcjonariuszy uzbrojonych – i ma to uwarunkowania historyczne. Ale nieuzbrojonych? Oto szara strefa, którą Trump może wykorzystać. Wiemy skądinąd, że jego agresywna polityka imigracyjna, której ofiarami padają przecież nie tylko imigranci nielegalni ale także ludzie o ciemnej karnacji i „wyglądzie” imigranta wyostrzyła ludzką czujność. Widząc pod lokalem wyborczym policję ICE czy służby FBI osoby kolorowe i wyborcy mniejszościowi, choć uprawnieni do głosowania, mogą z niego zrezygnować w obawie przed nieprzyjemnymi konfrontacjami. Bardzo realny wydaje się też scenariusz, że w razie przegranej, zwłaszcza jeśli demokraci odbiliby obie izby kongresu, Trump poprowadzi na barykady kolejny ruch StopTheSteal. Chaosu i bałaganu związanego z wyborami możemy więc, mimo wszystko, nie uniknąć.

About

Witaj na oficjalnym kanale podcastu „Bieguny Ameryki” – miejsca, gdzie ścierają się idee, a różne spojrzenia na rzeczywistość kształtują pełniejszy obraz wydarzeń za oceanem! 🌎 📌 O czym rozmawiamy? Analizujemy najważniejsze wydarzenia ze świata amerykańskiej polityki i życia społecznego – od gorących debat w Kongresie, przez wybory i kampanie, po codzienne sprawy, które kształtują życie Amerykanów. 🎙 Kto prowadzi podcast? 🔹 Eliza Sarnacka-Mahoney – pisarka i dziennikarka, autorka książek o USA. 🔹 Jan Białostocki – dziennikarz radiowy. ✦ Różne bieguny. Jeden podcast. ✦

You Might Also Like