W ostatnich dniach przed wyborami jak bumerang powrócił temat imigrantów-ulubiona opowieść Donalda Trumpa o ludziach, których nie lubi najbardziej. Ta październikowa niespodzianka jest jednak specyficzna – przyszła w formie ostatnich zamieszek we Francji. W najnowszym odcinku podcastu Bieguny Ameryki Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak rozmawiają o tym, dlaczego ta „niespodzianka” jest takim świetnym prezentem dla Republikanów i przed czym przestrzega Demokratów. Choć ostatnie zamieszki do Francji detonowały jako bomba na tle nierówności klasowych, w Ameryce portretowane są jako skutki nieodpowiedzialnej polityki imigracyjnej, za którą Francuzi właśnie dostali gorzki rachunek. Jeśli przekażecie władzę Demokratom, możecie być pewni: oni znów otworzą na oścież granice, wpuszczą do kraju hordy agresywnych, roszczeniowych imigrantów i nasze ulice też zapłoną jak ulice Paryża i Limonge. Taki przekaz, mimo protestów samego Emmanuela Macrona, wyszedł z ust Donalda Trumpa i w takiej formie rozlał się po kampaniach republikańskich kandydatów, którzy w ostatnich dniach przed wyborami walczą o przysłowiowe życie. Czy strategia ma szanse na powodzenie? Coś na niej ugrać można na pewno, bo to wyborcy niezależni przesądzą o wyniku wyborów, a ci, jak wiemy, potrafią zwlekać z podjęciem decyzji do samego końca. Po drugie, choć wojny kulturowe zeszły w tych wyborach na plan dalszy, Donald Trump i świta chrześcijańskich nacjonalistów, którymi otoczył się w Białym Domu nie ustają w wysiłkach, by udowodnić Amerykanom, że gościnność wobec imigrantów, w tych także tych legalnych, a nawet już naturalizowanych, jest skrajną naiwnością. Trump właśnie wszczął kolejne dochodzenie przeciwko Ilhan Omar, naturalizowanej Somalijce i kongreswoman z Minnesoty, a także jednej ze swoich największych krytyczek na Kapitolu. Oskarża ją o fałszerstwa podczas procesu naturalizacji i oszustwa podatkowe. Nieważne, że dokładnie to samo dochodzenie Departament Sprawiedliwości przeprowadził na jego zlecenia już w r. 2019, po czym je zarzucił, gdyż nie znaleziono u Omar żadnych dowodów przestępstwa. Nie jednak można wykluczyć, że tym razem konkluzja śledczych będzie inna. Obecny Departament Sprawiedliwości, obsadzony lojalistami, funkcjonuje przecież niczym prywatna kancelaria prawna prezydenta. Postawienie naturalizowanej, urzędującej polityczki w stan oskarżenia byłoby bez precedensu, ale byłoby też wstrząsem, który przede wszystkim uderzyłby w partię demokratyczną. Demokraci jeszcze mają czas, choć jest go coraz mniej, by odbić piłeczkę i też odnieść się do zamieszek we Francji. Powinni piętnować Republikanów za fałszowanie genezy tych protestów, łączyć je za to z konfliktem klasowym i kryzysem kosztów życia, który jest wykładnikiem tego konfliktu, a dotyczy dziś większości rozwiniętego świata. Sprawa jest tym bardziej pilna, że wciąż przecież nie odrobili lekcji na temat imigracji i pozostają partią kojarzoną z kryzysem migracyjnym, który zatopił prezydenturę Bidena. Demokratyczni kandydaci w tegorocznych wyborach skupiają uwagę niemal wyłącznie na kontrowersyjnych działaniach policji ICE i mówią o potrzebie jej zreformowania. Do zrobienia, nim nie będzie za późno, jest dużo więcej.