To trzeba na spokojnie

OKO.press

"To trzeba na spokojnie" to nowy podcast OKO.press. Będę w nim opowiadał o obsesjach współczesności - big techach, sztucznej inteligencji, trendach w mediach i kulturze. Postaram się rozjaśnić trudne tematy i pomóc w ich zrozumieniu.  To trzeba na spokojnie. Świat zwariował, my jeszcze nie. Zapraszam, Marcel Wandas. Dzięki Tobie możemy pracować – śledzić, szukać, pytać, sprawdzać, opisywać, porównywać – i nie odpuszczać. https://oko.press/wesprzyj

Episodes

  1. Aug 17

    Gdzie jest „Korova Milky Bar”? Muzyka, gry i filmy znikają z sieci

    Całkiem nowe gry na Playstation, płyty sprzed ćwierć wieku, popularne seriale znikają z sieci. Wytwórnie i cyfrowi giganci dają i odbierają – a my musimy opłacać kolejne subskrypcje. O tym rozmawiamy w nowym odcinku To trzeba na spokojnie – podcastu OKO.press. „Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy” – brzmiał jeden ze sloganów obecnych na Światowym Forum Ekonomicznym kilka lat temu. Chodziło w nim o to, że ludziom nie potrzeba własności. Wystarczy nam dostęp do mieszkania, samochodu, a nawet lodówki. Hasło to zostało co prawda przejęte przez alt-prawicę, żeby opisać to, jak ten nurt polityczny patrzy na lewicową politykę. Wydaje się jednak, że w 2026 roku pasuje ono przede wszystkim do polityki cyfrowych platform, które sprzedają nam dostęp do kultury, a nie kulturę, którą możemy mieć na własność. Ostatnio obawy, że to prawo własności zostanie nam odebrane, wybrzmiewają szczególnie mocno w środowisku miłośników gier komputerowych. Gracze są zirytowani po ostatniej decyzji Sony. Firma ogłosiła, że od 2028 roku wycofa się z wydawania fizycznych nośników, czyli płyt z grami, które można będzie odpalić na konsoli PlayStation. To jedynie ostatni kamyczek, który wpadł do tego ogródka – wcześniej były sygnały o słabym traktowaniu pracowników, zwolnienia, sygnały o nadużywaniu swojej pozycji przez wiele różnych firm zajmujących się produkcją i dystrybucją gier. Gracze obawiają się, że dostęp do gry może zostać wyłączony z dnia na dzień, mimo że zapłacili za dostęp do niej w formie cyfrowej. Tak zrobił już Ubisoft z grą The Crew, i na kanwie tej decyzji powstała inicjatywa Stop Killing Games, która ostatnio poszła do sądu w sprawie praktyk Sony. O tym, że kultura w sieci pojawia się i znika, przekonali się fani zespołu Myslovitz. Przez lata, bez wyjaśnienia, w serwisach takich jak Spotify czy Tidal nie była dostępna płyta „Korova Milky Bar.” Pojawiła się na chwilę – w 2024 roku, w bardzo słabej jakości, i szybko zniknęła. Obecnie w sieci nie da się przesłuchać tej płyty w pełni legalnie, a nieliczne egzemplarze płyt i kaset, dostępne w serwisach sprzedażowych osiągają bardzo wysokie ceny – od kilkuset do nawet niemal dwóch tysięcy złotych. To jeden z wielu takich przypadków – niekompletnych dyskografii poszczególnych artystów nie brakuje. Wykupując dostęp do serwisu streamingowego, nie mamy pewności, czy nie zniknie z niego film, album czy serial. Dlatego niektórzy dbają o to, by najważniejsze dla siebie tytuły posiadać na własność. Na nośniku fizycznym. - W zasadzie wszystkie nośniki fizyczne rosną, widzę to też w swojej wytwórni. Płyty CD bardzo, bardzo urosły, a one były chyba takie w pewnym momencie najbardziej gdzieś tam zapomniane, pogardzane. Oczywiście winyle są najpopularniejsze – mówi w podcaście „To trzeba na spokojnie” Jędrzej Jendrośka, właściciel wytwórni Superkasety Records. Jako DJ Duch zbiera płyty i kasety z albumami często niedostępnymi w streamingu i archiwizuje je w formie mikstejpów. Udostępnia je na platformie Bandcamp, zapomniane utwory gra również na imprezach klubowych. - Rośnie grono osób, które chcą czegoś więcej od słuchaniamuzyki, którym zależy. Część osób pewnie rozumie problemy ekonomiczne, które wiążą się ze streamingiem i chce po prostu docenić pracę swoich ulubionych twórców. Często to nawet osoby, które nie mają gramofonu czy innego odtwarzacza – opisuje Jendrośka. Gdzie jest Korova Milky Bar? Płyty CD wracają

    Gdzie jest „Korova Milky Bar”? Muzyka, gry i filmy znikają z sieci
  2. Aug 10

    Airbnb zjada miasta. A miało być „biznesem z gościnności”

    Kilkanaście lat temu Airbnb wydawało się niewinną internetową nowinką, dzięki której spaść mogą ceny noclegów w największych miastach. Dziś rynek najmu krótkoterminowego trudno opanować. Dlaczego? Pytam w kolejnym odcinku „To trzeba na spokojnie”, podcastu OKO.press. Wydawało się, że Airbnb może pobudzić konkurencję i pozwolić na podróże tym, których nie było wcześniej stać na hotel. Sposób działania portalu zaraz po starcie nie budził podejrzliwości ze strony mediów i władz. Użytkownicy dostali możliwość udostępniania własnych mieszkań i pokojów w swoich lokalach, które na co dzień zajmują. Dzięki temu można było znaleźć nocleg o wiele tańszy niż w hotelu. W Polsce serwis mocno rozwinął się tuż przed Euro 2012 – przez napływ kibiców na piłkarskie Mistrzostwa Europy przybywało mieszkań dostępnych w Airbnb. To czwarty odcinek nowego podcastu OKO.press – „To trzeba na spokojnie”. Opowiadam w nim o obsesjach współczesności – big techach, sztucznej inteligencji, trendach w mediach i kulturze. Postaram się rozjaśnić trudne tematy i pomóc w ich zrozumieniu. To trzeba na spokojnie. Świat zwariował, my jeszcze nie. Zapraszam, Marcel Wandas. „Model biznesowy Airbnb to spektakularny przykład nowego trendu, określanego mianem »sharing economy« (ekonomia dzielenia się) albo »collaborative consumption« (wspólna konsumpcja). Właściciele udostępniają to, co posiadają, tym, którzy tego potrzebują. To może być elektronika użytkowa, samochód, łódź, dom” – pisał w 2014 roku Forbes, opisując model działania Airbnb jako „biznes z gościnności” i zachwalając możliwości serwisu, dzięki któremu każdy właściciel mieszkania mógł stać się przedsiębiorcą. Takich przedsiębiorców przez lata przybyło. W 2024 roku Airbnb oferuje w Polsce prawie 60 tysięcy lokali. To większość z około 65 tysięcy mieszkań dostępnych na rynku najmu krótkoterminowego w kraju. 35 tysięcy mieszkań na doby jest dostępnych na konkurencyjnym Bookingu. Wiele z tych lokali pojawia się jednak i na jednym, i na drugim z portali. Na Airbnb wciąż można odnieść wrażenie, że wynajmujemy od gospodarza jednego, konkretnego mieszkania. W rzeczywistości wyświetla nam się awatar osoby, która może zarządzać wieloma, rozsianymi po mieście mieszkaniami. I to nie są mieszkania, w których ktoś już mieszka lub może zamieszkać na stałe. O „biznesie gościnności” mówi się coraz rzadziej. Częściej o żarłoczności sektora najmu krótkoterminowego, który pochłania całe centra miast. Im bardziej atrakcyjna — również dla mieszkańców — jest dzielnica, tym więcej mieszkań do wynajęcia na doby. Centrum czeskiej Pragi, czyli dzielnica Praha 1, straciła od 2000 roku około jednej trzeciej mieszkańców. W Dzielnicy I Krakowa, obejmującej Stare Miast i Kazimierz, w 2004 roku mieszkało prawie 50 tysięcy osób. W 2025 liczna ta zmalała do niecałych 27 tysięcy. Co z tym zrobić i dlaczego w Polsce zmiany idą wyjątkowo opornie? Nad tym zastanawiamy się w kolejnym odcinku „To trzeba na spokojnie”, podcastu OKO.press. Zapraszam, Marcel Wandas.

    Airbnb zjada miasta. A miało być „biznesem z gościnności”
  3. Aug 3

    Aktywiści kontra celebryci, aktywiści kontra pomniki. Sposób na walkę o klimat?

    Zeszłoroczne protesty inicjatywy Ostatnie Pokolenie odbijały się na mieszkańcach Warszawy i wywołały falę niechęci wobec aktywistów ekologicznych. Kontynuatorzy ich działań za cel biorą celebrytów. Jak twierdzą, nawet kontrowersyjne działania mogą przysłużyć się sprawie. Nowa organizacja, Ruch Klimatyczny Jazda, najpierw rozlewa ciemną substancję na sklep marki Małgorzaty Rozenek-Majdan i ogrodzenie domu influencerki Andziaks. Ta substancja to, jak tłumaczą, sztuczne odchody. Działaniom aktywistów towarzyszy stosowne do tej formy protestu hasło: „Elity posrało”. Ich kolejnym celem jest lokal z kebabem Filipa Chajzera, gdzie rozsypują zgniłe owoce. W podcaście „To trzeba na spokojnie” rozmawiam z członkiem Jazdy, który mówi o planach nowej inicjatywy i wyjaśnia, co daje radykalne działanie osobom, którym zależy na klimacie. Pytam też o blokady dróg. Czy aktywiści planują zakłócenie ruchu, wzorując się na działaniach nieistniejącego już Ostatniego Pokolenia? Tego dowiecie się z trzeciego odcinka naszej serii podcastowej. Aktywiści Jazdy, jak i wcześniej ci z Ostatniego Pokolenia, spotykają się z agresją i lekceważeniem w komentarzach. „Ekoterroryści” to jedno z najłagodniejszych określeń, z którymi można spotkać się w mediach społecznościowych. Niechęć i hejt mogą być jedną z przyczyn zanikania ruchów klimatycznych, skupiających się przede wszystkim na ostrzeganiu przed skutkami wzrostów globalnych temperatur. W ostatnich latach działalność zakończyło kilka z prężnych inicjatyw. W 2026 roku Młodzieżowy Strajk Klimatyczny nie istnieje. Extinction Rebellion zamilkło bez pożegnania. Niewielkie, lokalne inicjatywy coraz rzadziej mówią jedynie o wzroście temperatur i jego przeciwdziałaniu – rozszerzają działanie na inne tematy. Dorosła już Greta Thunberg bardziej kojarzy się bardziej z tematem Strefy Gazy niż z klimatem – była uczestniczką flotylli, która miała dostarczyć pomoc do rejonu atakowanego i izolowanego przez Izrael. Moich gości pytam o to, co wpływa na nietrwałość takich ruchów. A o tym, co zostało z klimatycznego wzmożenia, mówi mi Dominika Lasota, członkini inicjatywy Wschód i autorka książki „Odwagi – o zaangażowaniu młodych”.

    Aktywiści kontra celebryci, aktywiści kontra pomniki. Sposób na walkę o klimat?
  4. Jul 27

    Magazyn z AI za twoim płotem? Polskie wsie kontra centra danych

    AI nie rośnie na drzewach, internet nie dryfuje w chmurach. By mieć do niego dostęp, potrzebujemy centrów danych. W Polsce trwa boom na ich budowę — a z zachodu dochodzą informacje o ich katastrofalnym wpływie na środowisko i sieć energetyczną. Braknie nam prądu i wody? Wieś pod miastem, najlepiej niedaleko przyłączy energetycznych i autostrady. W takich miejscach inwestorzy najchętniej budują centra danych. Coraz częściej decydują się na to w Polsce. Nie ma ich u nas dużo, samorządy doceniają, że stawia się u nich na nowoczesność, a i w rządzie słychać optymistyczne głosy o technologicznym przyspieszeniu, przede wszystkim w kontekście sztucznej inteligencji. A ona trenowana jest właśnie w centrach danych — wielkich magazynach z serwerami fabrykach internetu. Takie obiekty potrzebne są nie tylko, by utrzymywać ChataGPT i podobne do niego aplikacje. To w nich „trzymany jest” cały internet, razem z rządowymi dokumentami, systemami bankowymi, kartotekami szpitalnymi. Centra danych, czyli fabryki internetu Mamy coraz więcej internetu, dlatego centra danych są nam potrzebne. Ale gdzie je budować? Jedno z nich ma powstać w podwarszawskich Regułach, w gminie Michałowice. To właśnie w „obwarzanku warszawskim” stawia się ich najwięcej. Lokalne władze często chciałyby rozwinąć przed inwestorami czerwony dywan. Problem w tym, że do mieszkańców dotarły wieści z USA i zachodu Europy, gdzie z centrami danych są niemałe problemy. To prądożerne instalacje, które do chłodzenia serwerów często potrzebują ogromnych ilości wody. I właśnie o wodę i zapotrzebowanie na energię pytają mieszkańcy gminy Michałowice, z którymi rozmawiam w nowym odcinku podcastu „To trzeba na spokojnie”. Nad dość spokojną dziś okolicą mają górować 18-metrowe ściany centrum danych, w pobliżu mają też stanąć agregaty prądotwórcze na olej napędowy. Diesel to jedynie awaryjne zasilanie – mówią przedstawiciele branży. Słyszymy od nich, że obawy są do pewnego momentu zrozumiałe, ale mocno przesadzone. Kto buduje w Polsce centra danych? Czy się bać? O to pytam w nowym odcinku „To trzeba na spokojnie”. Zapraszam na naszą stronę i Spotify. A już we wtorek w OKO.press obszerny artykuł, w którym jeszcze dokładniej wsłuchamy się w wątpliwości mieszkańców, branżowe głosy i wyjaśnienia lokalnych władz.

    Magazyn z AI za twoim płotem? Polskie wsie kontra centra danych

About

"To trzeba na spokojnie" to nowy podcast OKO.press. Będę w nim opowiadał o obsesjach współczesności - big techach, sztucznej inteligencji, trendach w mediach i kulturze. Postaram się rozjaśnić trudne tematy i pomóc w ich zrozumieniu.  To trzeba na spokojnie. Świat zwariował, my jeszcze nie. Zapraszam, Marcel Wandas. Dzięki Tobie możemy pracować – śledzić, szukać, pytać, sprawdzać, opisywać, porównywać – i nie odpuszczać. https://oko.press/wesprzyj