Daria Krasovskaia – urodzona w Petersburgu była radna miejska (2019–2023), dziś doktorantka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu – opowiada o presji, która zmusiła ją do wyjazdu z Rosji, oraz o tym, jak zmieniło się rosyjskie społeczeństwo w czasie wojny. „Jeśli nie wyjadę wtedy, później może to już nie być możliwe” Decyzja o emigracji nie była nagła. Jak podkreśla, podobną sytuację przeżywali wszyscy liberalni deputowani w Petersburgu. „Większość z nas nie mogła wyjechać z dnia na dzień – mieliśmy rodziny, zobowiązania, dokumenty do uporządkowania. W moim przypadku była to decyzja, którą podejmowałam stopniowo”. We wrześniu 2022 roku opuściła Rosję w pośpiechu. Już w maju otrzymała sygnał, że wobec osób o jej poglądach może zostać wszczęte postępowanie. „Wiedziałam, że trwa dochodzenie, że jesteśmy pod stałą obserwacją. Miałam świadomość, że jeśli nie wyjadę wtedy, później może to już nie być możliwe”. Powodem była jej publiczna postawa wobec wojny. „Każdy deputowany czy osoba publiczna, która oficjalnie nie popierała wojny albo wypowiadała się przeciwko niej, mogła stać się przedmiotem postępowania”. W jej 20-osobowej radzie tylko dwie osoby miały podobne poglądy. Dziś oboje są na emigracji. Dwie fale emigracji Krasovskaia wyróżnia kilka fal wyjazdów z Rosji po 24 lutego 2022 roku. Pierwsza – polityczna – objęła działaczy i osoby związane z opozycją, m.in. środowiska skupione wokół Fundacji Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego. Druga była efektem mobilizacji. „Wyjeżdżali nie tylko mężczyźni, ale całe rodziny. Nie chodziło wyłącznie o sprzeciw wobec wojny, lecz o niechęć do udziału w niej”. Szacunki mówią nawet o dwóch milionach emigrantów, choć część z nich wróciła z powodu problemów z legalizacją pobytu. Władze wykorzystały wyjazdy propagandowo. „Propaganda była prowadzona na szeroką skalę, aby przekonać Rosjan pozostających w kraju, że emigranci są zdrajcami”. 70 proc. poparcia – ale dla czego? Najczęściej zadawane pytanie dotyczy realnego poparcia dla wojny. Dane niezależnego Centrum Lewady pokazują około 70 proc. deklarowanego poparcia dla działań rosyjskich sił zbrojnych. „Jeśli spojrzymy na liczby dosłownie, to jest to prawda. Ale dużo zależy od interpretacji danych”. Jak tłumaczy, w rosyjskiej kulturze armia jest symbolem tożsamości narodowej i historycznych zwycięstw. „Wiele osób odpowiada raczej na pytanie: ‘Czy jesteś za swoim krajem, czy przeciw niemu?’, niż ‘Czy popierasz wojnę?’”. Co więcej, nawet wśród osób krytycznych wobec władzy około 55 proc. deklaruje poparcie dla armii. W Moskwie wskaźnik ten sięga około 80 proc. Jednocześnie rośnie poparcie dla rozmów pokojowych – ale nie za wszelką cenę. W styczniowym badaniu 60 proc. respondentów opowiedziało się raczej za eskalacją niż za ustępstwami. „Wielu Rosjan chce pokoju, ale na własnych warunkach – takiego, który pozwoli zachować poczucie zwycięstwa i godności narodowej”. Tożsamość narodowa silniejsza niż strach Zdaniem naszej rozmówczyni kluczowym czynnikiem jest dziś tożsamość narodowa. „Wielu ludzi jest gotowych czekać, znosić trudności i żyć w mniej komfortowych warunkach, jeśli wiąże się to z poczuciem, że ich kraj jest silny i że ‘wygrywa’”. Co zaskakujące, nawet osoby niepopierające wojny deklarują wzrost dumy narodowej. To – jak podkreśla – może być zjawisko niebezpieczne w przyszłości. Rosja, Europa i Polska w oczach Rosjan Po wybuchu wojny niechęć wobec Zachodu wzrosła. Obecnie widać jednak różnicowanie postaw wobec USA i Europy. „Stany Zjednoczone zaczynają być postrzegane oddzielnie od Europy, a nastawienie do Ameryki stopniowo się poprawia”. W przypadku Europy nastroje się pogarszają. Wśród państw postrzeganych najbardziej negatywnie – obok Ukrainy – wymieniane są Niemcy i Polska. „Wynika to z tego, że oba te państwa regularnie i publicznie mówią o swoim wsparciu dla Ukrainy”. Emigranci: mniej wiary w rewolucję Rosyjscy emigranci również są dziś podzieleni. Początkowa wiara w szybkie osłabienie władzy P****a ustąpiła realizmowi. „Coraz więcej osób uznaje, że w obecnych warunkach w Rosji nie jest możliwa rewolucja – przede wszystkim dlatego, że ludzie się boją”. Mimo to środowiska liberalne próbują działać z zagranicy: zabiegają o wsparcie europejskich rządów, o bezpieczne ścieżki wyjazdu dla przeciwników wojny i o utrzymanie kontaktu z Rosjanami w kraju. „Robimy co możemy, żeby promować nasz opór i zapewniać dostęp do informacji ludziom, którzy są w kraju”.