Bez Edycji

Cyfrowy minimalizm i slow life. Osobista definicja sukcesu. Zdrowie i rodzina.

Cyfrowy minimalizm i slow life. Osobista definicja sukcesu. Zdrowie i rodzina. www.bezedycji.pl

  1. 02/04/2025

    Jak zabrać smartfon dziecku (jeśli już go daliśmy i żałujemy)

    Daliście swojemu dziecku smartfona i teraz widzicie, że to był błąd? Nie jesteście sami. My też przeszliśmy przez podobne doświadczenia, choć w naszym przypadku chodziło o nasze własne uzależnienie od tych urządzeń. Małgorzata zauważyła, że smartfon kradł jej czas i uwagę - w każdej wolnej chwili, czy to czekając pod szkołą na dzieci, czy siedząc w domu, ciągle zerkała na ekran. Przed snem oglądała filmy na YouTube. Dopiero gdy przesiadła się na dumbphona (telefon z ograniczoną funkcjonalnością), zrozumiała, jak bardzo była uzależniona od zaglądania do różnych aplikacji. Mimo że wychowała się w czasach bez smartfonów i kupiła go sobie dopiero jako dorosła osoba, dała się wciągnąć w spiralę uzależnienia. Używanie prostego telefonu, na którym można było tylko dzwonić i wysyłać SMS-y, uświadomiło jej, do jak złego miejsca dotarła. Z czasem przesiadła się na nieco bardziej funkcjonalny model (Unihertz Titan Pocket z klawiaturą QWERTY), który pozwalał na wygodniejsze pisanie wiadomości, ale nadal ograniczał dostęp do rozpraszających aplikacji. Podobne doświadczenia miałem ja. Łapałem się na tym, że gdy już nie miałem co sprawdzać na telefonie, zaczynałem przesuwać ikonki na ekranie, żeby były logiczniej poustawiane. To był moment, w którym stwierdziłem: "nie, to już nie o to chodzi". Dlaczego dzieci są bardziej narażone Jeśli my, dorośli i zdrowi ludzie, daliśmy się tak wciągnąć w pułapkę smartfonów, to co dopiero dzieci? Dla nich to musi być o wiele trudniejsze do odstawienia. Dziecko, które raz dostało smartfona, będzie uważało, że cały świat to jest ten smartfon. O ile my jako dorośli możemy zauważać nasze kompulsywne zachowania, o tyle dziecko nie będzie miało dystansu i możliwości krytycznej oceny tego, co się dzieje. Dla dziecka smartfon to miejsce, gdzie są znajomi, gdzie jest jego życie, rozrywka, możliwość wyluzowania się po szkole. Dlatego chcemy jasno powiedzieć: odebranie dziecku smartfona nie będzie łatwe. Ale nie jest to niemożliwe. Tak jak my mogliśmy zrezygnować z używania smartfona i zacząć używać dumbphona, tak samo mogą to zrobić nasze dzieci. Co byśmy polecali? Czy lepiej stopniowo wycofywać się z używania smartfona, czy jednym dużym ruchem? My zdecydowanie polecamy to drugie podejście - odważny, zdecydowany ruch. Oczywiście, strategia może zależeć od wieku dziecka. Jeśli to nastolatek zbliżający się do pełnoletności, rozmowa będzie wyglądała inaczej niż w przypadku dziesięciolatka. Własny przykład i jasne zasady Niezwykle ważny jest własny przykład. Dzieci uczą się używania technologii poprzez obserwowanie rodziców. Jeżeli nawet musisz używać smartfona w pracy i nie możesz z niego zrezygnować, to przynajmniej nie używaj go przy dzieciach do bezmyślnego scrollowania. Nie trzymaj go na wierzchu, nie zabieraj do sypialni, trzymaj schowany w teczce czy torebce. Niech będzie wyciszony, a ty odbieraj go tylko wtedy, gdy ktoś dzwoni. Ważna jest też szczera rozmowa z dzieckiem. Powiedz, co zauważyłeś, ale też zapytaj: "A co ty na to? Jak się czujesz po używaniu telefonu?". Jeśli dziecko przyzna, że faktycznie smartfon zajmuje dużo miejsca w jego życiu, warto wtedy zwrócić uwagę: "Zobacz, warto z tym coś zrobić. Prawdziwe życie jest tam, poza ekranem". Zastanawiamy się, dlaczego rodzice tak boją się odebrać dziecku smartfon. Strach ma wielkie oczy, ale z naszego doświadczenia wynika, że wiele razy wprowadzaliśmy jakieś zasady, potem je luzowaliśmy, a gdy okazywało się, że to nie działa, cofaliśmy je. I było lepiej. Oczywiście, dzieci zawsze będą testować granice, ale jasne trzymanie się podjętej decyzji i zasad po prostu pomaga. Testowanie i alternatywy Nasza córka miała kiedyś iPada do rysowania, bo okazało się, że bardzo ładnie rysuje i lubi to robić. Ale gdy zauważyliśmy, że za dużo czasu spędza przed ekranem, że za bardzo to ją wciąga - zabraliśmy go. Na początku było trudno - mówiła "daj mi, daj mi, przecież to moje", ale po jakimś czasie wróciła do starych przyzwyczajeń i zaczęła rysować na papierze. Nie rozumiemy, dlaczego rodzice nie testują. Jeśli widzą, że smartfon zajmuje dzieciom za dużo czasu, nic się nie stanie, jeśli schowają go do szuflady na trzy tygodnie i zobaczą, co będzie dalej. Można też zamienić smartfona na dumbphona, jeśli zależy wam na tym, żeby mieć z dzieckiem kontakt telefoniczny. Pamiętajcie o jednej bardzo ważnej rzeczy: czas, który dziecko spędza na smartfonie, to czas, którego nie spędza na innych działaniach w realnym świecie. Nie rozmawia ze znajomymi twarzą w twarz, nie czyta książek, nie rozmawia z wami. Wszyscy mamy tylko 24 godziny dziennie, dzieci też. To jest albo-albo. Bez Edycji is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber. Szukanie sojuszników i obalanie mitów Poszukajcie w swoim otoczeniu rodziców i dzieci, którzy nie używają smartfonów - bo tacy są. Jest ich coraz więcej. Możecie pokazać nasz film, powiedzieć: "Oto są rodzice, którzy nie używają". Gdy usłyszycie argument "ale wszystkie dzieci mają", możecie odpowiedzieć: "Nie wszystkie - ta osoba, ta osoba, ta osoba nie ma i jest w porządku". A może w klasie waszego dziecka jest grupa rodziców, którzy też chcieliby ograniczyć używanie smartfonów? Porozmawiajcie, zapytajcie. Zawsze łatwiej jest zrobić coś takiego w kilka osób. Na koniec chcielibyśmy obalić jeden mit: że w telefonie jest wszystko. To upraszczanie i wycofywanie się ze swojej rodzicielskiej roli. W telefonie mogą być znajomi i relacje, ale jeśli smartfona nie będzie, te relacje po prostu przeniosą się gdzie indziej - będą się toczyć twarzą w twarz, na boisku, na placu zabaw, w drodze do szkoły. W realnym świecie albo przez zwykły telefon. Zawsze powtarzamy naszej córce, że na wszystko jest czas i wszystko ma swoje miejsce w ciągu dnia. Jest czas na spotkanie ze znajomymi i czas na spędzenie czasu z rodziną. Ciągłe powiadomienia i SMS-y kradną ten rodzinny czas, którego często jest niewiele, bo rodzice są w pracy, a dzieci w szkole. Dzieci mają czas w szkole i trochę po szkole, żeby spotkać się ze znajomymi w rzeczywistym świecie. Te kontakty nie muszą być kontynuowane wieczorami czy późnym popołudniem - mogą poczekać do następnego dnia. Dzięki temu będzie jaśniejszy podział na czas z rodziną i czas dla siebie, może nawet czas na przemyślenie tego, co wydarzyło się w szkole i w relacjach rówieśniczych. Bycie w stałym kontakcie, w ciągłej gotowości nie pozwala odpocząć. Wprowadza napięcie i lęk - czy coś mnie nie ominie na grupie, czy ktoś czegoś nie zapostował? Niektórzy rodzice próbują wprowadzać zasady - na przykład odkładanie smartfona o 18:00 i niezaglądanie do niego do rana. Jest to oczywiście lepsze niż zasypianie ze smartfonem, ale z naszego doświadczenia wynika, że takie zasady rzadko działają długoterminowo. Za każdym razem, gdy taka zasada zostanie ustalona, powoli zaczyna się jej naginanie - "jeszcze 5 minut", "jeszcze tylko wyślę tę wiadomość", "jeszcze tylko jedną fotkę". I tak z 18:00 robi się 18:05, potem 18:10, 18:15, a w końcu 19:00. To ciągłe przeciąganie liny. Uważamy, że łatwiej jest po prostu zabrać smartfona niż próbować regulować jego używanie. Z używania smartfona przez dziecko nie wynika nic dobrego, więc jaki jest argument za tym, żeby ten smartfon w życiu dziecka został? A skoro czytasz ten artykuł, to znaczy, że chcesz się z tego jakoś wycofać i uważasz, że to był błąd. To już pierwszy dobry krok! Get full access to Bez Edycji at www.bezedycji.pl/subscribe

    23 min
  2. 29/03/2025

    Smartfon to trucizna

    Wchodząc do restauracji w Polsce, co widzimy? Ludzi siedzących razem przy stolikach, ale nie będących razem - każdy wpatrzony w swój smartfon. Fotografują jedzenie, sprawdzają powiadomienia, gapią się w ekrany. I nie są to pojedyncze przypadki - to większość gości. Dlaczego więc my, dorośli, zakładamy, że nasze dzieci w wieku 7, 8 czy 10 lat będą zachowywać się inaczej po otrzymaniu smartfona? Dlaczego wydaje się rodzicom, że danie dziecku smartfona skończy się czymś innym niż gapieniem się w ekran zamiast spędzaniem czasu wspólnie? Rozmawiając z rodzicami, słyszę dwa główne argumenty za dawaniem dzieciom smartfonów. Pierwszy to kwestia lokalizacji - dzieci zaczynają się samodzielnie przemieszczać około 9 roku życia (choć w Polsce większość dostaje telefon już w wieku 7-8 lat), a rodzice chcą wiedzieć, gdzie są ich pociechy. Drugi argument dotyczy wykluczenia towarzyskiego - "wszyscy inni mają", "wszystkie dzieci są już w grupach na WhatsAppie", więc rodzice boją się, że ich dziecko będzie wykluczone, samotne, bez znajomych. Oba te argumenty są łatwe do obalenia. Jeśli chodzi o lokalizację - my sami przemieszczaliśmy się bez telefonów i jakoś przeżyliśmy. Jonathan Haidt, amerykański psycholog, zwraca uwagę na paradoks współczesnego rodzicielstwa: jesteśmy nadopiekuńczy wobec dzieci w świecie realnym, ale kompletnie nie chronimy ich przed poważnymi zagrożeniami w świecie wirtualnym. Niechronione dzieci w wirtualnym świecie Dziecko może bezpiecznie siedzieć w swoim pokoju, a jednocześnie oglądać na YouTubie czy TikToku treści, których nie powinno widzieć. Nawet jeśli założymy blokady, dziecko może otrzymać nieodpowiednie materiały przez komunikatory od innych dzieci. A tego, co już zobaczyło, nie da się "odzobaczyć". Obserwując naszą córkę, która ma tylko prosty telefon do dzwonienia i SMS-ów, widzę, że nawet taki sprzęt nie jest jej niezbędny. Gdy potrzebuje się z nami skontaktować ze szkoły, po prostu idzie do sekretariatu. A co z argumentem o wykluczeniu? Gdy słyszę, że dziecko będzie wykluczone, bo nie będzie miało znajomych na WhatsAppie czy nie będzie mogło wysyłać Snapchatów, mam ochotę zapytać: z czego dokładnie będzie wykluczone? Te aplikacje istnieją od kilku lat i nie zastąpiły kontaktu międzyludzkiego. Dziecko nie będzie samotne - będzie jedynie pozbawione możliwości kontaktu przez te platformy. Warto też pamiętać, że większość tych aplikacji wymaga minimalnego wieku 13 lat, a mimo to korzystają z nich 9-10-latki. To trochę tak, jakby legalny wiek picia alkoholu wynosił 18 lat, a rodzic dawał alkohol 13-latkowi. Dzieci tego nie potrzebują, a moje własne doświadczenia pokazują, że dziecko bez smartfona wcale nie jest wykluczone - wręcz przeciwnie, omijają je różne negatywne dynamiki, które rozwijają się w grupach online. Pułapka ciągłej dostępności Dorośli też nie radzą sobie dobrze z komunikacją online. Wystarczy spojrzeć na grupy rodziców na WhatsAppie - tam również są kłótnie, doczepianie się do poglądów, brak konstruktywnej dyskusji. Jak na Facebooku czy w komentarzach na portalach informacyjnych - szybko przechodzi to w obrażanie osób o odmiennych poglądach. Nauczyciele otwarcie mówią, że większość problemów między dziećmi, zgłaszanych do gabinetów pedagogiczno-psychologicznych, wynika właśnie z tego, co dzieje się w grupach online. Dlatego apeluję do rodziców: nie dawajcie dzieciom smartfonów, naprawdę nie musicie. Jeśli macie wątpliwości i myślicie "dam, bo inni dają" - to właśnie tworzy zamknięte koło. Trzeba w końcu powiedzieć "stop". Są rodzice, którzy nie dają smartfonów i ich dzieci mają się świetnie. Kiedy rozmawiałem z innymi rodzicami o telefonach dla dzieci, często pojawiał się argument o wykluczeniu z komunikacji grupowej dotyczącej spraw klasy. Ale czy ta komunikacja służy integracji, czy raczej może prowadzić do wyśmiewania i ostracyzmu? Pojawia się też argument, że dzieci w starszych klasach wymieniają się informacjami o pracach domowych. Owszem, ale zagrożeń i negatywnych konsekwencji jest znacznie więcej. Widzę 10-letnie dzieci, które idą razem na plac zabaw czy do kawiarni i każde siedzi z nosem w telefonie - dokładnie jak dorośli. A przecież dziecko do rozwoju potrzebuje eksplorować świat, mieć kontakt z innymi, widzieć reakcje na twarzy rozmówcy, a nie komunikować się przez ekran. Kierowanie dziecka ku lepszym relacjom Jeśli nie dasz dziecku smartfona, automatycznie skierujesz je w stronę społeczności, dla której smartfony nie są najważniejsze. Nie wykluczasz dziecka totalnie - raczej kierujesz je ku określonemu środowisku. Zastanów się, czy wolisz, aby twoje dziecko komunikowało się z rówieśnikami głównie przez WhatsAppa i Snapchata, czy raczej spotykało się osobiście, rozmawiało twarzą w twarz i dzwoniło, gdy potrzebuje uzyskać informację? Jonathan Haidt, badający wpływ mediów społecznościowych i smartfonów na zdrowie psychiczne dzieci, mówi wprost: dzieci przed 14 rokiem życia nie powinny w ogóle dostawać telefonów, a do 16 roku życia nie powinny korzystać z mediów społecznościowych. Zwraca też uwagę na istotną różnicę między naszym dzieciństwem a obecnym. Kiedyś, jeśli byłeś wyśmiewany w szkole, to po lekcjach mogłeś wrócić do domu, poskarżyć się rodzicom, przemyśleć sytuację i przygotować się na następny dzień. Dziś nie ma takiej możliwości wycofania się z negatywnej dynamiki - ona trwa non-stop na Facebooku, Snapchacie czy WhatsAppie. Dom przestał być bezpieczną przystanią, bo dziecko ma w kieszeni urządzenie, przez które cały czas dociera do niego klasowa dynamika. To prowadzi do poważnych problemów - dzieci zaczynają się samookaleczać czy rozważać samobójstwo, bo czują się osaczone, bez możliwości ucieczki. Bez Edycji is a reader-supported publication. To receive new posts and support my work, consider becoming a free or paid subscriber. Zero korzyści, mnóstwo zagrożeń Jakie są plusy dawania dziecku smartfona? Nie widzę żadnych. Niektórzy twierdzą, że dziecko używające smartfona zostanie w przyszłości programistą - ale nie ma korelacji między używaniem WhatsAppa a pisaniem kodu. Wręcz przeciwnie - dzieci, które były kreatywne przed otrzymaniem smartfona, po jego otrzymaniu często przestają tworzyć, a zaczynają tylko konsumować treści i porównywać się z innymi. Jonathan Haidt (znowu!) zwraca też uwagę, że od momentu dania dziecku smartfona zaczynają się w rodzinie kłótnie o czas spędzany przed ekranem. To podobne do sytuacji ze słodyczami - dopóki ich nie ma w domu, nie ma dyskusji. Gdy się pojawiają, zaczynają się niekończące negocjacje. Dlatego moja rada jest prosta: nie dawajcie dzieciom smartfonów przed 14 rokiem życia. Po co? Zastanówcie się, jaki będziecie mieć z tego plus. Nadajnik “na kostce” A co z argumentem o lokalizacji? Wcale nie musisz wiedzieć, gdzie jest twoje dziecko przez cały czas. My nie byliśmy śledzeni GPS-em i przeżyliśmy. Jeśli coś się wydarzy, na pewno się o tym dowiesz. GPS nie zaświeci się na czerwono, gdy dziecko będzie w niebezpieczeństwie. Jeśli naprawdę potrzebujesz wiedzieć, gdzie jest twoje dziecko, istnieją proste nadajniki GPS, które nie są smartfonami - kosztują mniej niż iPhone i mają baterię na 10 dni zamiast na jeden. Uważam jednak, że lepiej jest nie śledzić dziecka ciągle. Wiedząc, że rodzice nie znają zawsze jego położenia, szybciej nauczy się samodzielności i rozwiązywania problemów. Jak nasza córka - gdy idzie do szkoły bez telefonu i potrzebuje się z nami skontaktować, znajduje sposób, by pójść do sekretariatu i zadzwonić. Musi znać numer na pamięć lub mieć go zapisany - i to właśnie rozwija jej zaradność. Co dalej? Moja rekomendacja? Zero smartfonów, przynajmniej w szkole podstawowej. To zupełnie niepotrzebne. A nawet zwykły telefon do dzwonienia i SMS-ów często nie jest niezbędny. Najlepiej byłoby, gdyby rodzice omawiali ten temat już w pierwszej klasie i wspólnie decydowali, że w ich klasie dzieci nie dostają smartfonów. Nie musimy tworzyć dynamiki, w której jedni mają, a drudzy nie. Nie ma żadnych dowodów na to, że smartfony są dzieciom potrzebne czy rozwijające. Jest za to mnóstwo badań pokazujących negatywne skutki. Jonathan Haidt, Jean Twenge i wielu innych badaczy przedstawia dowody na szkodliwość smartfonów dla dzieci. Nie ma ani jednego badania, które mówiłoby o jednoznacznie pozytywnym wpływie. Jak powiedział ktoś mądry: "Zdecyduję się dać mojemu dziecku smartfona, kiedy wyjdzie chociaż jedno badanie naukowe pokazujące, że daje to jakiś duży pozytyw w rozwoju dziecka". Dając dzieciom smartfony odbieramy im dzieciństwo. Zamiast dzieciństwa spędzonego w realnym świecie, z realnymi emocjami i realnymi ludźmi, fundujemy im dzieciństwo spędzone z ekranem. Get full access to Bez Edycji at www.bezedycji.pl/subscribe

    22 min
  3. 12/03/2025

    Szukanie pracy w Polsce to patologia i żenada

    Siedząc w korkach w drodze do pracy, zastanawiamy się nad tym, jak bardzo świat korporacji zdominował nasze życie zawodowe. Wszyscy jadą do tych samych biurowców, w tych samych godzinach, tworząc gigantyczne korki. Coraz częściej słyszymy narzekania na trudności w znalezieniu pracy. I tak, jest w tym sporo prawdy. Ale może warto spojrzeć na to z innej perspektywy? Może zamiast kolejnej frustrującej rundy wysyłania CV, warto ten sam wysiłek przekierować na budowanie własnego biznesu? Zastanówmy się przez chwilę - wysiłek potrzebny do znalezienia dobrej pracy jest praktycznie identyczny jak ten, który musimy włożyć w stworzenie własnej firmy. Różnica polega na tym, że budując własny biznes, mamy znacznie większą kontrolę nad swoją przyszłością. Dlaczego własna firma to lepsza opcja? Kluczową zaletą prowadzenia własnego biznesu jest dywersyfikacja ryzyka. Gdy mamy dziesięciu klientów, utrata jednego z nich nie jest katastrofą. W przypadku tradycyjnej pracy, gdy trafimy na toksycznego szefa, często nie mamy innego wyjścia, jak tylko cierpieć lub zaczynać wszystko od nowa. W biznesie możemy testować różne podejścia, uczyć się na błędach i stale się rozwijać. Otrzymujemy natychmiastową informację zwrotną i możemy szybko adaptować nasze strategie. To bezcenne doświadczenie, którego nie zdobędziemy wysyłając setki CV. Budowanie własnej firmy to także inwestycja w rozwój realnych kompetencji. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania i możliwości nauki, których nie dostaniemy w procesie rekrutacji. Problemy z tradycyjnym modelem rekrutacji Współczesny proces rekrutacji jest frustrujący i bezosobowy. Systemy ATS, automatyczne odpowiedzi i brak konstruktywnego — a często w ogóle jakiegokolwiek — feedbacku sprawiają, że trudno się rozwijać i uczyć na własnych błędach. Wysyłanie CV przypomina loterię — za każdym razem mamy dokładnie takie same szanse, bez względu na to, ile razy już próbowaliśmy. Nie ma tu miejsca na rozwój czy doskonalenie umiejętności. Nie ma szans nauczyć się “lepiej szukać pracy”. Brak możliwości otrzymania informacji zwrotnej sprawia, że proces poszukiwania pracy staje się mechaniczny i pozbawiony sensu. To strata czasu. Budowanie własnej przyszłości Warto zauważyć, że świat się zmienia, a wraz z nim zmieniają się możliwości zawodowe. Technologia i digitalizacja otwierają przed nami nowe ścieżki rozwoju. Prowadzenie własnej firmy daje nam również większą elastyczność w dostosowywaniu się do zmian rynkowych. Możemy szybko reagować na nowe trendy i potrzeby klientów. Nie jesteśmy też uzależnieni od decyzji jednego pracodawcy czy zmian w strukturze organizacyjnej firmy. Praktyczne aspekty prowadzenia biznesu Rozpoczęcie własnej działalności wymaga oczywiście odwagi i determinacji. Musimy być gotowi na wyzwania i niepewność pierwszych miesięcy. Jednak w odrobinę dłuższej perspektywie, budowanie własnego biznesu daje nam znacznie więcej możliwości rozwoju i satysfakcji zawodowej niż tradycyjna praca na etacie. Kluczem jest stopniowe budowanie portfolio klientów i tworzenie stabilnych fundamentów pod przyszły rozwój. Co dalej? Kiepscy coachowie z Linkedina często mówią, że dzisiejszy rynek pracy zmienia się dynamicznie, a tradycyjne modele zatrudnienia często nie nadążają za tymi zmianami. To nie tak. Budowanie własnego biznesu i własnej marki było lepsze już 10 lat temu — jeżeli nie zrobiłeś tego wtedy, najlepszym momentem jest zrobić to dziś. Własna firma to nie tylko alternatywa dla etatu. To możliwość ciągłego rozwoju i uczenia się w praktyce, a nie tylko w teorii. To możliwość testowania pomysłów i iteracji. To budowanie kompetencji. Zamiast kolejnej rundy wysyłania CV, warto ten sam wysiłek przekierować na budowanie czegoś własnego. Get full access to Bez Edycji at www.bezedycji.pl/subscribe

    10 min
  4. 09/12/2024

    Keto dzieci - czy da się mieć dzieci na diecie ketogenicznej w Polsce?

    Keto dla dzieci - czy to możliwe? Zastanawiamy się, czy w Polsce można skutecznie stosować dietę ketogeniczną u dzieci. To pytanie nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. Wiele czynników wpływa na to, czy taka dieta jest wykonalna i korzystna dla najmłodszych. Przede wszystkim, musimy zmierzyć się z powszechnym przekonaniem, że węglowodany są niezbędne dla prawidłowego rozwoju dzieci. To mit, który głęboko zakorzenił się w naszej kulturze żywieniowej. Tymczasem badania pokazują, że dieta niskowęglowodanowa może być zdrowa i bezpieczna dla dzieci, pod warunkiem, że jest odpowiednio zbilansowana. Jednak największym wyzwaniem nie jest sama dieta, ale otoczenie społeczne. Szkoły, przedszkola, urodziny rówieśników - to wszystko miejsca, gdzie dziecko na diecie keto może czuć się wyobcowane. Jak sobie z tym radzić? To pytanie, które zadaje sobie wielu rodziców. Szkolne stołówki a dieta keto W polskich szkołach i przedszkolach catering rzadko oferuje opcje ketogeniczne. To sprawia, że rodzice stają przed trudnym wyborem: albo przygotowywać dziecku osobne posiłki, albo zrezygnować z diety keto. Obie opcje mają swoje wady. Przygotowywanie osobnych posiłków wymaga czasu i zaangażowania. Ponadto, dziecko może czuć się wyobcowane, jedząc coś innego niż rówieśnicy. Z drugiej strony, rezygnacja z diety keto może negatywnie wpłynąć na zdrowie dziecka, szczególnie jeśli było ono na tej diecie z powodów medycznych. Czy jest jakieś rozwiązanie? Niektórzy rodzice decydują się na rozmowę z dyrekcją szkoły lub przedszkola, próbując wynegocjować specjalne menu dla swojego dziecka. Inni wybierają edukację domową, która daje większą kontrolę nad dietą dziecka. Każda rodzina musi znaleźć rozwiązanie, które będzie najlepsze dla ich sytuacji. Urodziny i imprezy - słodkie pokusy Urodziny i inne imprezy dziecięce to prawdziwe wyzwanie dla rodziców, którzy chcą, aby ich dzieci trzymały się diety keto. Tradycyjne menu na takich imprezach to istna bomba węglowodanowa: ciasta, cukierki, napoje gazowane. Jak sobie z tym radzić? Jednym z rozwiązań jest rozmowa z rodzicami organizującymi imprezę i prośba o uwzględnienie potrzeb żywieniowych naszego dziecka. Możemy też przygotować własne przekąski keto-friendly, które dziecko weźmie ze sobą. To wymaga pewnego wysiłku, ale może uchronić nasze dziecko przed złamaniem diety. Warto też edukować nasze dzieci na temat zdrowego odżywiania. Jeśli zrozumieją, dlaczego unikamy cukru i wysokoprzetworzonych węglowodanów, będzie im łatwiej oprzeć się pokusom na imprezach. Presja rówieśnicza i społeczna Nie możemy zapominać o presji rówieśniczej i społecznej, z jaką muszą mierzyć się dzieci na diecie keto. Często są one postrzegane jako "inne" lub "dziwne" przez swoich kolegów. To może prowadzić do izolacji społecznej i problemów emocjonalnych. Jak możemy pomóc naszym dzieciom radzić sobie z tą presją? Przede wszystkim, musimy je wspierać i budować ich pewność siebie. Tłumaczmy im, dlaczego wybraliśmy tę dietę i jakie korzyści przynosi. Jednocześnie uczmy je, jak radzić sobie z trudnymi sytuacjami społecznymi. Warto też rozważyć znalezienie grupy wsparcia dla rodzin stosujących dietę keto. Dzięki temu nasze dzieci będą miały okazję poznać inne dzieci w podobnej sytuacji, co może pomóc im poczuć się mniej wyobcowanymi. Edukacja i świadomość społeczna Kluczem do ułatwienia życia dzieciom na diecie keto jest edukacja i podnoszenie świadomości społecznej. Musimy edukować nie tylko nasze dzieci, ale także nauczycieli, innych rodziców i społeczeństwo jako całość. Możemy organizować warsztaty, pisać artykuły, tworzyć grupy wsparcia online. Im więcej ludzi zrozumie, czym jest dieta keto i jakie może przynosić korzyści, tym łatwiej będzie naszym dzieciom funkcjonować w społeczeństwie. Pamiętajmy też, że zmiana nawyków żywieniowych to proces długotrwały. Nie zniechęcajmy się, jeśli nie widzimy natychmiastowych rezultatów. Każdy mały krok w kierunku zdrowszego odżywiania jest ważny. Praktyczne rozwiązania Zastanówmy się teraz nad praktycznymi rozwiązaniami, które mogą ułatwić stosowanie diety keto u dzieci w polskich warunkach. Jednym z nich może być przygotowywanie smacznych i atrakcyjnych wizualnie posiłków keto, które dziecko z chęcią zabierze do szkoły. Możemy też rozważyć współpracę z innymi rodzicami, którzy są zainteresowani zdrowszym odżywianiem. Może uda się stworzyć grupę, która będzie wywierać presję na szkołę, aby oferowała zdrowsze opcje w stołówce? Warto też pomyśleć o alternatywnych sposobach świętowania urodzin i innych okazji. Zamiast tradycyjnego tortu pełnego cukru, może zorganizujmy wycieczkę do parku czy wspólne gotowanie zdrowych przekąsek? Co dalej? Stosowanie diety ketogenicznej u dzieci w Polsce nie jest łatwe, ale z pewnością jest możliwe. Wymaga to zaangażowania, cierpliwości i kreatywności ze strony rodziców. Musimy być gotowi na wyzwania, ale pamiętajmy, że robimy to dla zdrowia naszych dzieci. Nie bójmy się być pionierami zmian. Każda rewolucja zaczyna się od małych kroków. Być może nasze wysiłki przyczynią się do szerszych zmian w podejściu do żywienia dzieci w Polsce. Zachęcamy was do dzielenia się swoimi doświadczeniami i pomysłami. Razem możemy stworzyć środowisko, w którym dieta keto będzie akceptowana i wspierana, a nasze dzieci będą mogły cieszyć się zdrowiem i dobrym samopoczuciem. Get full access to Bez Edycji at www.bezedycji.pl/subscribe

    13 min
  5. Barbershop - analogowy biznes w cyfrowym świecie (Michał Słojewski z Undercut Barber Shop)

    21/09/2024

    Barbershop - analogowy biznes w cyfrowym świecie (Michał Słojewski z Undercut Barber Shop)

    Dziś porozmawiamy o fascynującym świecie barbershopów - tych oaz męskości i tradycyjnego rzemiosła w naszym cyfrowym świecie. Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest prowadzić taki analogowy biznes w czasach, gdy wszystko przenosi się do internetu? My też byliśmy ciekawi, dlatego zaprosiliśmy do rozmowy Michała Słojewskiego, właściciela Undercut Barbershop w Warszawie. Michał opowiedział nam o początkach swojej przygody z fryzjerstwem męskim i o tym, jak doszedł do decyzji o otwarciu własnego barbershopu. Okazuje się, że nie zawsze marzył o byciu barberem - to rodzice zasugerowali mu tę ścieżkę po liceum. I tak się zaczęła jego pasja, choć sam Michał nie lubi używać tego słowa. Dowiedzieliśmy się, że prowadzenie barbershopu to nie tylko strzyżenie i golenie. To przede wszystkim praca z ludźmi, budowanie relacji i tworzenie wyjątkowej atmosfery. Michał podkreśla, że najważniejsze są umiejętności interpersonalne i pasja do tego, co się robi. Wyzwania i sukcesy Oczywiście, prowadzenie własnego biznesu wiąże się z wieloma wyzwaniami. Michał opowiedział nam o trzech głównych trudnościach, z jakimi się spotkał. Pierwszą było znalezienie odpowiedniego lokalu - zajęło mu to aż pół roku! Drugą - dobranie odpowiedniej ekipy. To kluczowy element sukcesu, bo to ludzie tworzą atmosferę i jakość usług. Trzecią trudnością okazało się koordynowanie wszystkich aspektów biznesu tak, aby każdy pracownik był zadowolony. Ale są też sukcesy i satysfakcja. Michał z dumą opowiada o swoim zespole i o tym, jak udało mu się stworzyć miejsce, do którego mężczyźni chętnie wracają. Podkreśla, że kluczem do sukcesu jest autentyczność i konsekwencja w działaniu. Czy wiecie, że Undercut Barbershop ma już 10 lat (ta rozmowa została nagrana 5 lat temu)? To spory sukces w branży, która jest dość konkurencyjna. Michał zdradził nam, że na początku miał chwile zwątpienia, ale trwały one tylko... jeden dzień! Potem już wiedział, że to jest to, co chce robić. Tajniki prowadzenia barbershopu Teraz zagłębmy się nieco w tajniki prowadzenia barbershopu. Michał opowiedział nam o tym, jak ważny jest dobór odpowiedniego sprzętu. Okazuje się, że każdy barber ma swoje ulubione narzędzia, które traktuje niemal jak skarb. Niektóre nożyczki potrafią kosztować nawet 2-3 tysiące złotych! Ale barbershop to nie tylko narzędzia. To przede wszystkim ludzie i atmosfera. Michał podkreśla, jak ważne jest budowanie relacji z klientami. Każda wizyta to nie tylko strzyżenie, ale też rozmowa i chwila relaksu dla mężczyzn. To właśnie ta wyjątkowa atmosfera sprawia, że klienci wracają. A co z marketingiem? W dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić biznes bez obecności w internecie. Michał przyznaje, że na początku polegał głównie na swojej bazie stałych klientów. Dopiero z czasem zaczął rozwijać działania marketingowe, głównie w mediach społecznościowych. Ale nadal uważa, że najlepszą reklamą jest zadowolony klient. Inspiracje i rady dla przedsiębiorców Na koniec naszej rozmowy poprosiliśmy Michała o rady dla osób, które myślą o otwarciu własnego biznesu, szczególnie takiego analogowego jak barbershop. Jego główna rada? Zajmij się tym, co lubisz i na czym się znasz. To klucz do sukcesu i satysfakcji z pracy. Michał podkreśla też, jak ważna jest odpowiedzialność - zarówno wobec klientów, pracowników, jak i samego siebie. Przedsiębiorca musi być trochę jak sportowiec - wytrwały, zdyscyplinowany i gotowy na wyzwania. Ważna jest też wiara w siebie i otwartość na pomoc i rady innych. Nasza rozmowa z Michałem była niezwykle inspirująca. Pokazała, że nawet w dzisiejszym cyfrowym świecie jest miejsce na tradycyjne, analogowe biznesy. Kluczem jest pasja, autentyczność i ciągłe doskonalenie się. A wy, drodzy słuchacze? Czy myśleliście kiedyś o otwarciu własnego biznesu? Może właśnie barbershopu? Pamiętajcie, że każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Może czas zrobić ten krok? Dziękujemy, że byliście z nami. Do usłyszenia w kolejnym odcinku! Get full access to Bez Edycji at www.bezedycji.pl/subscribe

    48 min
  6. 15/09/2024

    Niespokojne pokolenie - Jonathan Haidt

    Niespokojne pokolenie Dziś rozmawiamy o amerykańskim autorze, którego bardzo lubimy – Jonathan Haidt. Haidt napisał książkę "The Anxious Generation", która jest już dostępna na rynku amerykańskim. Książka opowiada o tym, jak smartfony i urządzenia elektroniczne wpłynęły na całą generację dzieci i młodzieży. Czy książka "The Anxious Generation" jest ważna dla rodziców? Wydaje nam się, że to naprawdę istotny temat, szczególnie w naszych czasach, kiedy technologia jest wszędzie. Haidt opiera się na badaniach prowadzonych w różnych krajach, głównie w Stanach Zjednoczonych i Skandynawii, ale także w Wielkiej Brytanii. Wnioski są alarmujące. Używanie smartfonów i mediów społecznościowych ma poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego młodzieży. Problemy z technologią Jednym z głównych wniosków Haidta jest to, że dzieci do 16 roku życia nie powinny dostawać smartfonów. Zero smartfonów. Im później, tym lepiej, a im mniej ekranów w życiu dzieci, tym lepiej. Haidt pokazuje, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między używaniem ekranów a problemami psychicznymi, takimi jak depresja i niskie poczucie własnej wartości. Rodzice często myślą, że nowe technologie są kluczem do przyszłości dzieci i że muszą się w nich poruszać. Ale Haidt twierdzi, że dzieci, które miały mniej kontaktu z technologią, radzą sobie lepiej. Haidt szybko rozprawia się z mitami, które mówią, że smartfony nie mają negatywnego wpływu na dzieci. W książce pokazuje, że jest związek przyczynowo-skutkowy między używaniem smartfonów a problemami psychicznymi u dzieci i młodzieży. Książka dostarcza wartościowych informacji, które przydają się w dyskusjach z “inteligentnymi inaczej” rodzicami koleżanek i kolegów naszych dzieci w szkole. Bezpieczeństwo fizyczne i wirtualne Haidt zwraca uwagę, że rodzice dbają o fizyczne bezpieczeństwo dzieci, ale zaniedbują bezpieczeństwo w sieci. Podaje przykład dziewczynki, której mama myślała, że siedzi bezpiecznie w swoim pokoju, podczas gdy była narażona na nieodpowiednie wiadomości na Instagramie. To pokazuje, jak łatwo dzieci mogą być zagrożone online. Rodzice często próbują zabezpieczyć dzieci w sieci, używając różnych metod kontroli rodzicielskiej, ale te narzędzia są często niewygodne w użyciu. Haidt mówi, że od lat ’80. dzieci stopniowo tracą wolność w świecie fizycznym, ale wirtualnie są pozostawione bez opieki. Rodzice muszą zrozumieć, że smartfony i media społecznościowe nie zastąpią realnych doświadczeń. Dzieci potrzebują uczestniczyć w życiu w realnym świecie, aby rozwijać swoje umiejętności i mózg. Cztery największe zagrożenia Haidt opisuje cztery największe zagrożenia związane z używaniem smartfonów przez dzieci. * Po pierwsze, dzieci tracą czas, który mogłyby spędzić w społeczeństwie, wśród innych dzieci. * Po drugie, śpią mniej, bo często zabierają smartfony do łóżka. * Trzecie zagrożenie to fragmentacja uwagi. Dzieci mają trudności ze skupieniem się na zadaniach, bo są przyzwyczajone do ciągłych bodźców z ekranów. W szkole mogą oglądać coś pod ławką, ignorując lekcje. * Czwarte zagrożenie to uzależnienie. Smartfony i media społecznościowe są zaprojektowane, aby uzależniać. Dzieci, które ich używają, mają większe ryzyko depresji i innych problemów psychicznych. Zakazy i regulacje Warto rozważyć wprowadzenie zakazu używania smartfonów w szkołach. Dzieci powinny oddawać telefony na wejściu. Haidt sugeruje, że trzeba surowo karać tych, którzy łamią te zasady, aby zapewnić skuteczność. Czy takie zakazy byłyby skuteczne? Na pewno pomogłyby dzieciom skupić się na nauce i interakcjach z rówieśnikami. Warto, żeby dyrektorzy szkół przeczytali książkę Haidta i zrozumieli, jakie korzyści mogą przynieść takie zmiany. Naszym zdaniem powinno to być uregulowane na poziomie państwowym. Szkoły muszą być miejscem, gdzie dzieci uczą się i rozwijają, a nie spędzają czas na smartfonach. Jakie są alternatywy? Haidt zwraca uwagę, że dzieci potrzebują czasu spędzonego na zabawie w świecie realnym. Nawet jeżeli chodzi o młodsze dzieci, to zabawa z fizycznymi przedmiotami rozwija mózg i umiejętności społeczne. Ekran nie jest w stanie tego zastąpić. Dzieci najlepiej rozwijają się, gdy mogą spędzać czas z rówieśnikami i uczyć się od siebie nawzajem. Smartfony zabierają im ten czas, co ma negatywne konsekwencje dla ich rozwoju. Kolejną kwestią jest rodzinna polityka używania smartfonów. Warto ustalić godziny, kiedy telefon jest wyłączany, aby dziecko miało czas na inne aktywności i odpowiednią ilość snu. I dotyczy to także prostych telefonów, ktore nie są smartfonami (dumbphones). Jakie są konkretne rady Haidta? Haidt daje wiele konkretnych rad, jak poprawić sytuację. Jednym z pomysłów jest organizowanie klubów zabaw, gdzie dzieci mogą bawić się razem bez ekranów. Ważne jest również tworzenie ciekawych i angażujących placów zabaw. Dzieci potrzebują miejsc, gdzie mogą się bawić, rozwijać i uczyć współpracy. Wzmacnianie takich inicjatyw może znacząco wpłynąć na ich rozwój. Warto również zwrócić uwagę na to, jak tworzone są placówki edukacyjne. Powinny być zaprojektowane w taki sposób, aby zachęcały do zabawy i rozwoju umiejętności społecznych. “The Anxious Generation“ Książka Haidta "The Anxious Generation" to lektura obowiązkowa dla rodziców i edukatorów. Haidt pokazuje, jak ważne jest ograniczenie używania smartfonów przez dzieci i proponuje konkretne rozwiązania, które mogą pomóc w tej trudnej sytuacji. Warto zwrócić uwagę na to, jakie zagrożenia niesie za sobą nadmierne używanie technologii i jak można je minimalizować. Dzięki książce Haidta możemy lepiej zrozumieć, jak zapewnić naszym dzieciom zdrowy i zrównoważony rozwój. Jeśli masz dzieci lub planujesz je mieć, warto wziąć do ręki "The Anxious Generation" i zastosować się do rad Haidta. To może mieć ogromne znaczenie dla ich przyszłości. Get full access to Bez Edycji at www.bezedycji.pl/subscribe

    30 min
  7. Czy posyłać dziecko do przedszkola?

    22/08/2024

    Czy posyłać dziecko do przedszkola?

    Dzisiaj będziemy rozmawiać o przedszkolach i opiece dla małych dzieci. Zastanawiamy się, czy dzieciom naprawdę potrzebne są te placówki i co to oznacza dla rodziców oraz ich pociech. Zastanawiamy się, czy dzieciom potrzebne są przedszkola. Nasze doświadczenia są różne, ale jedno jest pewne – temat budzi wiele emocji. Rozpoczęliśmy od dyskusji na temat tego, kiedy i dlaczego dzieci zaczęły chodzić do przedszkoli. Niektórzy twierdzą, że przedszkole to wynalazek z lat 1940-1950, mający na celu umożliwienie rodzicom pracy w fabrykach. Jest to pewna przechowalnia dla dzieci, która pozwalała dorosłym na zarabianie pieniędzy. Ale czy to naprawdę konieczne? Korzyści i wady przedszkoli Mówimy o tym, że dzieci w wieku około trzech lat chodzą do przedszkola, aby się socjalizować i uczyć nowych rzeczy, jak piosenki czy zabawy. Jednak nie wszystkie dzieci się w tym odnajdują. Niektóre wolałyby spędzać czas w domu z rodzicami. Kiedy myślimy o przedszkolach, pojawia się pytanie – kto tam pracuje i jak wygląda rekrutacja do takich placówek? Niezależnie od tego, jakie przedszkole wybierzemy – Montessori, Waldorffa, czy inne – nie mamy pełnej kontroli nad tym, kto będzie opiekować się naszymi dziećmi. Często rodzice stają przed wyborem: praca, czy opieka nad dzieckiem. Jeśli zarabiamy 5000 zł, a wynajęcie niani kosztuje 4000 zł, to czy warto iść do pracy? Może lepiej posłać dziecko do żłobka, który będzie tańszy? Te dylematy są codziennością wielu rodzin. Praca a wychowanie dziecka Psychologia twierdzi, że dzieci do trzeciego roku życia powinny być z rodzicami lub bliskimi opiekunami. Babcia lepsza niż żłobek? Może tak, ale to zależy od babci. Jednak często nie mamy wyboru – musimy pracować, a nasz szef nie rozumie, że można pracować z domu. Dawniej, w latach 1960-1990, życie w systemie kapitalistycznym było prostsze. Wtedy można było przeżyć z jednej pensji. Dziś, aby utrzymać rodzinę, oboje rodzice muszą pracować, a dzieci trafiają do przedszkoli czy żłobków. Problemem jest inflacja. W latach 70-tych dolar został odpięty od złota i od tego momentu waluty zaczęły tracić na wartości. To zmusiło oboje rodziców do pracy. Dziś już nie jest możliwe, by jedna pensja utrzymała całą rodzinę, jak to było kiedyś. Nowoczesne technologie i praca zdalna W obecnych czasach mamy technologię, która pozwala na pracę zdalną. Jednak wielu pracodawców wciąż wymaga obecności w biurze. Mimo że pandemia pokazała, że praca z domu jest możliwa, wiele firm wróciło do starych praktyk. Ludzie dziś mogą zarabiać na różne sposoby za pomocą internetu. Możliwości kontaktu i pracy są znacznie większe niż w latach 60-tych. Dlatego może warto zmienić swoje miejsce w systemie i dostosować pracę do swoich potrzeb. Często słyszymy, że kiedyś dzieci chodziły do placówek, miały klucze na szyi i jakoś przeżyły. Ale czy to oznacza, że ten system był dobry? Może dzisiaj dzieciom bardziej szkodzą smartfony niż samotność w domu? Różne doświadczenia rodziców i dzieci Nie wszystkie dzieci dobrze znoszą przedszkole. Niektóre lepiej czują się w rodzinnym gronie. Może sąsiad, sąsiadka czy dzieci z okolicy byłyby lepszymi kompanami do zabawy niż przypadkowi rówieśnicy z przedszkola? W dużych miastach, jak Warszawa, sytuacja przedszkoli może być jeszcze bardziej chaotyczna. Zachęcamy do podzielenia się swoimi doświadczeniami w komentarzach – jak to wygląda w waszych miejscowościach? Nasze doświadczenia pokazują, że dzieci są różne. Nasza starsza córka poszła do przedszkola, ale młodsza miała z tym większy problem. Każde dziecko jest inne i ma swoje potrzeby. Alternatywy dla przedszkola Dzieci, które chcą chodzić do przedszkola, często wołają "mamo", "tato" w trudnych momentach. W takich sytuacjach widać, że nawet najlepsza przedszkolanka nie zastąpi rodzica. Na podwórku pojawia się pytanie – czy lepiej posłać dziecko do przedszkola, czy zapewnić mu opiekę w innym gronie? Może lepiej by było, gdyby dziecko spędzało czas z bliskimi, a nie z przypadkowymi osobami w przedszkolu? Patrząc na nasze córki, obserwujemy, że dzieci zaczynają potrzebować towarzystwa rówieśników dopiero około piątego roku życia. Może wtedy przedszkole staje się bardziej sensowne? Get full access to Bez Edycji at www.bezedycji.pl/subscribe

    15 min
  8. Trzy najlepsze ketogeniczne przekąski

    21/08/2024

    Trzy najlepsze ketogeniczne przekąski

    Często, gdy jestem zestresowany czy mam dużo pracy, sięgam po przekąski. To jest dla mnie sposób na radzenie sobie ze stresem. Nienajlepszy, ale lepszego nie wymyśliłem. Jednak będąc na diecie ketogenicznej, muszę dbać o to, by te przekąski nie wybiły mnie z ketozy. Mam trzy ulubione przekąski, które są zgodne z dietą keto i które mogę jeść bez obaw. Są to orzeszki, chrupki serowe i chrupki ze słoniny. Każda z tych przekąsek jest zdrowa i zgodna z zasadami ketozy. Orzeszki solone - moja pierwsza przekąska keto Pierwszą z moich ulubionych przekąsek są orzeszki solone. Sól jest bardzo ważna na diecie ketogenicznej. Nasz organizm potrzebuje więcej soli do różnych procesów biochemicznych. Najlepsze są solone pekany, bo mają najmniej węglowodanów. Ale są też ciężko dostępne i drogie. Gdy nie mam pekanów, sięgam po orzeszki ziemne, które też są okej, ale trzeba uważać, żeby nie zjeść za dużo, bo mają trochę więcej węglowodanów. Kiedy nie mam pekanów, mogę zamiast tego kupić orzeszki na stacji benzynowej. Na przykład orzeszki Lorenza w czerwonej puszce. Są to orzeszki ziemne, które, mimo że mają więcej węglowodanów, są lepsze niż inne przekąski węglowodanowe. Chrupki serowe - moja ulubiona przekąska keto Drugą moją ulubioną przekąską są chrupki serowe. To muszą być chrupki zrobione naprawdę z sera, nie kukurydziane o smaku sera. Niestety, w Polsce ich nie ma, trzeba je zamawiać na Amazonie. Te chrupki nazywają się Cheese Pop i pochodzą z Holandii. Inne dobre nazywają się Groksi. Moim zdaniem lepszy jest wariant cheddarowy. Chrupki te mają zero węglowodanów, więc są idealne na diecie ketogenicznej. Jeżeli potrzebujesz linku do tych chrupek, możesz do mnie napisać. Czytam maile i chętnie odpowiadam, więc bez obaw – pomogę znaleźć te chrupki. Chrupki ze słoniny - nowość w mojej diecie keto Trzecią przekąską są chrupki ze słoniny. O tych chrupkach dowiedziałem się od Thomasa DeLauer’a, który jest youtuberem mówiącym o diecie keto. Te chrupki są idealne, bo mają zero węglowodanów i zawierają zdrowe tłuszcze zwierzęce. Nie są to przekąski wegańskie, ale dla osób jedzących mięso, są świetnym rozwiązaniem. Można je znaleźć na Amazonie pod nazwą Schweinekrusten. Ich tłuszcze są świetne dla naszych stawów i skóry. Jeszcze nie widziałem tych chrupek w Polsce, ale można je zamówić z zagranicy. Są naprawdę warte spróbowania. Masz swoje ulubione? Jeśli masz swoje ulubione keto przekąski, podziel się nimi. Możesz napisać do mnie maila albo zostawić komentarz tutaj. Chętnie dowiem się, co lubisz. Dzięki tym przekąskom czuję się lepiej i mogę łatwiej trzymać się diety ketogenicznej. Zachęcam do wypróbowania ich, bo na pewno znajdziesz coś dla siebie. Get full access to Bez Edycji at www.bezedycji.pl/subscribe

    17 min

About

Cyfrowy minimalizm i slow life. Osobista definicja sukcesu. Zdrowie i rodzina. www.bezedycji.pl