Po wysłuchaniu ostatniego odcinka politycznych Michałków ręce mi opadły w związku z zarozumiałym i krzywdzacym zdaniem prowadzących na temat mojej grupy zawodowej. Mam na myśli sztampowe i niewyważone opinie dyskutujących Panów na temat błędów we wprowadzaniu przedmiotu "edukacja zdrowotna" w szkołach. Jestem nauczycielem wf-u, tak z góry negatywnie i stereotypowo przez Panów opisanych jako osoby do których młodzież i rodzice nie mają zaufania. Tętno mi mocno wzrosło po kilkukrotnie podkreślonej takiej opinii. Czy takie są Panów doświadczenia? Czy Panowie redaktorzy nie wiedzą, że w każdej grupie zawodowej znajdziemy osoby godne zaufania i takie które lepiej omijać? Oczywiście, i ja znam nauczycieli w.f. pasujących do negatywnego szablonu, ale również są wśród nas osoby pracujące nad sobą, czytające wymagającą literaturę, uprawiające różne dziedziny sztuki, dodatkowo wykształcony w innych kierunkach i przede wszystkim poświęcające całe serce pracy z młodzieżą. Zgoda, przedmiot powinien być obowiązkowy i powinien również być prowadzony przez osoby do tego przygotowane. A jak panowie myślicie, skąd się biorą kadry do prowadzenia zajęć z edukacji zdrowotnej? Ja ukończyłem Akademię Wychowania Fizycznego 30 lat temu, właśnie na kierunku "wychowanie zdrowotne". Nie wiem czy inne uczelnie pedagogiczne mają obecnie takie kierunki. Mimo wszystko pozdrawiam i życzę przemyślanych wypowiedzi.