Bieguny Ameryki Podcast

Bieguny Ameryki Podcast

Witaj na oficjalnym kanale podcastu „Bieguny Ameryki” – miejsca, gdzie ścierają się idee, a różne spojrzenia na rzeczywistość kształtują pełniejszy obraz wydarzeń za oceanem! 🌎 📌 O czym rozmawiamy? Analizujemy najważniejsze wydarzenia ze świata amerykańskiej polityki i życia społecznego – od gorących debat w Kongresie, przez wybory i kampanie, po codzienne sprawy, które kształtują życie Amerykanów. 🎙 Kto prowadzi podcast? 🔹 Eliza Sarnacka-Mahoney – pisarka i dziennikarka, autorka książek o USA. 🔹 Jan Białostocki – dziennikarz radiowy. ✦ Różne bieguny. Jeden podcast. ✦

  1. 3 days ago

    Trump kopie Ukrainę, Ameryka w szoku

    Nie takiej niespodzianki październikowej oczekiwali od Trumpa republikańscy politycy na ostatniej prostej przed wyborami, w których odnotowują dramatyczny spadek poparcia i walczą o to, by ocalić przynajmniej Senat. Trump tymczasem zawiera umowę na dostawy do USA rosyjskiego oleju napędowego, znosi sankcje na produkty energetyczne z Rosji i twierdzi, że to Ukrain jest winna kryzysu kosztów życia w USA. Do tego odcina walczących Ukraińców od satelitów Starlinka – gest, którego nie sposób odebrać inaczej jak pomoc dla Rosji. Te ruchy i decyzje są dla republikanów nie pomocą, a nową bolączką, z którą kompletnie nie widzą co zrobić. W najnowszym odcinku podcastu Bieguny Ameryki Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak odpowiadają na pytanie: w imię czego Trump podkłada nogę własnej partii i odpycha od siebie własnych wyborców? Eksperci są dla nowej umowy handlowej Trumpa z Putinem bezlitośni. 300 ton tańszego, rosyjskiego diesla, jaki ewentualnie pojawiłby się w amerykańskich dystrybutorach na stacjach paliw nie obniży znacząco rekordowo wysokiej ceny za ten rodzaj paliwa - od wybuchu wojny w Iranie wzrosła ona z 3.70 do 6.33 dolarów za galon. Jest poza tym mocno wątpliwe, że ten paliwowy zastrzyk w ogóle ma szansę dotrzeć do USA na czas przed wyborami. Argument wreszcie, forsowany przez Biały Dom, że prezydent dogadał się z Putinem wyłącznie dlatego, że leży mu na sercu los Amerykanów załamuje się tym bardziej, że w tle tej „dealu” widnieje przecież szereg innych. I na nich statystyczny Amerykanin oraz wyborca MAGA już nie skorzysta, skorzysta natomiast finansowo bliskie otoczenie Trumpa. Przede wszystkim Witkoff i Kushner, biznesmeni od prawie dwóch lat maskujący się jako dyplomaci odpowiedzialni za negocjowanie z Putinem warunków zakończenia wojny w Ukrainie. Dziennikarze dotarli do informacji, że spółki związane z Kushnerem i Witkoffem mają „obsługiwać” nie tylko regularne dostawy rosyjskiego diesla do USA – mówmy o miliardach ton w najbliższych pięciu latach - ale również nadzorować rosyjskie aktywa odblokowane przez Europę i przekazane pod kontrolę Waszyngtonu (Biały Dom życzy sobie, by do tego doszło), wreszcie stać się najpierw rzecznikami rosyjskiego ŁukOilu na Bliskim Wschodzie, a potem udziałowcami w nowych inwestycjach firmy w tamtej części świata. Trudno o bardziej wymowny dowód na to, że Trump jest gotów poświęcić Ukrainę i ostatecznie też zdradzić Europę dla swoich prywatnych interesów i okazji zarobku. Ale Amerykanom, w tym również wyborcom konserwatywnym, też wreszcie opadają z oczu klapki w sprawie skali korupcji, jaką epatuje obecny rząd.  W najnowszym sondażu dla konserwatywnej Telewizji FOX News za najważniejszą bolączkę przedwyborczą ankietowanie uznali właśnie „korupcję na szczytach władzy”. Koszty życia i ceny paliwa zajęły odpowiednie drugie i trzecie miejsce w tym zestawieniu. Jednocześnie, choć idea wspierania finansowo Ukrainy nieco w ostatnich miesiącach spadła wśród wyborców MAGA, to jednocześnie podniosła się w tej grupie nieufność wobec Rosji i Putina. Republikańscy politycy stoją w rozkroku: jak skleić woltę Trumpa ze światopoglądem wyborców? Czy rozwiązaniem jest zdystansowanie się wobec coraz bardziej niepopularnego prezydenta i jego haniebnej zdrady Ukrainy? Może. Co jednak, jeśli sondaże się mylą i MAGA, mimo zagwozdce, jaką sprezentował jej Trump, mimo nawet świadomości jego korupcji i konfliktu interesów, jednak go nie opuści? Mało było w historii USA momentów, gdy bycie republikaninem zachowującym wierność republikańskiemu prezydentowi było tak trudne i skomplikowane jak w chwili obecnej.

  2. 10 Oct

    Trump się kompromituje, demokraci mają strategię, nie socjalizm.

    Republikanie straszą wyborców socjalizmem, komunizmem i islamizacją kraju. Trump wyruszył w turnee po kraju, by wspierać republikańskich kandydatów, bo nadal wierzy, że ma moc zmobilizować konserwatywny elektorat i przeciągnąć na swoją stronę ten niezdecydowany. Czy to jednak właściwa ścieżka, właściwe przesłanie i co tak naprawdę robią demokraci, że ich „niebieska fala” przybiera na sile? O tym rozmawiają w najnowszym odcinku podcastu Eliza Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak. Nie poznamy wyników tegorocznych wyborów połówkowych dopóki się nie wydarzą, ale wiele i coraz więcej wskazuje na to, że za dobrą passą demokratów, jeśli - rzecz jasna - wierzyć ankietom, stoją sprawy, które albo nie pojawiły się na republikańskim radarze wystarczająco wcześnie, co dało przewagę demokratom, albo zostały z gruntu źle zdiagnozowane.  Pierwszym i najważniejszym jest założenie, że elektorat MAGA dalej będzie trwał przy Trumpie, żeby nie wiem co, resztę zaś da się ogarnąć straszakami kulturowymi. Błąd! Badania nie zostawiają cienia wątpliwości, że w tych wyborach wyborca patrzy wyłącznie na ceny i zasobność swego portfela, nie na kwestie kulturowe ani tożsamościowe. Są w tej grupie także wyborcy MAGA, dla których złamanie przez Trumpa dwóch najważniejszych wyborczych obietnic – tej o żadnych nowych „niekończących się wojnach” oraz tej obniżeniu kosztów życia – okazało się ziarnem pieprzu nie do przełknięcia. Odchodzą dziś od niego nawet ci, którzy od ponad dekady konsekwentnie na niego głosowali – biała Ameryka bez wykształcenia wyższego. Republikańscy politycy mocno tymczasem przysnęli i dopiero na ostatniej prostej odkrywają, że drogą do wyborczego serca konserwatywnego wyborcy jest nie podpinanie się pod politykę Trumpa, lecz mocne od niej dystansowanie. Wreszcie, nie pomaga im fakt, że w ostatnich kilku miesiącach wzrosło wśród wyborców republikańskich przeświadczenie, że to partia republikańska symbolizowana przez Trumpa jest obecnie ugrupowaniem oderwanych od rzeczywistości elitystów, a do tego uprawiających korupcję, którą za „ogromny problem” uważa dziś ogółem ponad 80% Amerykanów. Z drugiej strony stoją tymczasem demokraci odcinający kupony od dobrze skonstruowanej i świetnie realizowanej strategii wyborczej, w której kwestie ekonomiczne wybrzmiewają unissimo u wszystkich kandydatów i wszyscy z żelazną konsekwencją mówią wyłącznie o nich. Do tego są dobrzy, mocni kandydaci, bo świetnie odrobiła pracę domową i wystawiła do wyścigów ludzi skrojonych pod potrzeby konkretnego elektoratu z konkretnego zakątku kraju. Są wśród nich także osoby głęboko wierzące i wywodzące się z ubogich rodzin – zaprzeczenie forsowanych przez republikanów stereotypów, że demokraci to partia szalejących ateistów zagrażających chrześcijańskiej rodzinie oraz wyktształciuchów bez doświadczeń życiowych, z którym może się utożsamiać statystyczny zjadacz chleba. Specjalne wyjaśnienie dla naszych odbiorców spoza USA: nie, Amerykanie nie przechodzą masowo na stronę socjalizmu. Ich poparcie dla rozwiązań takich jak powszechne ubezpieczenie medyczne, dotowana opieka nad dziećmi czy większe opodatkowanie miliarderów to kolejny efekt wciąż rosnących nierówności ekonomicznych, które są dzisiaj w USA jeszcze większe niż w były sto lat temu w erze naftowych baronów.  Jeśli sondaże prawdę nam mówią – demokraci mają 82% szansy na przejęcie Izby Reprezentantów i już ponad 56% na przejęcie Senatu.  Nawet jednak jeśli jest w nich istotny margines błędu, tę rundę w historii republikanie raczej położyli.

  3. 3 Oct

    UE zmądrzała, Polska dalej czeka na Fort Trump

    Amerykańska baza wojskowa o planowanej nazwie „Fort Trump” rozpala umysły w Polsce bardziej niż kiedykolwiek. Stoi to w sprzeczności z kursem polityki coraz odważniej podejmowanej przez resztę krajów Unii Europejskiej, które, odpowiadając na wezwanie samej Ameryki, ale i dokonawszy rachunku sumienia, stawiają na projekty uniezależniające Europę od amerykańskiego parasola militarno-obronnego. W najnowszym odcinku podcastu Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak szukają odpowiedzi na pytania dlaczego w Polsce wciąż dojmująco brak dyskusji na temat bilansu korzyści ale i strat, jakie będą wynikać z faktu dalszego, automatycznego rozkładania przez Polskę czerwonego dywanu przed Waszyngtonem, a także jakie lekcje Europa wyniosła z niedawnego szczytu Trumpa z Xi Jinpingiem oraz zapowiedzi reform w Pentagonie ogłoszonych przez Pete’a Hegsetha.   W dobie drugiej prezydentury Trumpa Polacy podzielili się w swojej ocenie Ameryki. Coraz śmielej wybrzmiewa krytyka Białego Domu, coraz więcej głosów o tym, że to w Polsce żyje się dzisiaj lepiej, a Amerykanie z niezrozumiałych przyczyn godzą się na warunki życia i rozwiązania społeczne, na które Polacy na pewno by się nie zgodzili. Co do jednego wciąż jednak panuje zgoda, niezależnie od poglądów politycznych. Wszyscy wyczekują budowy dawno już Polsce obiecanej przez USA bazy wojskowej „Fort Trump”. Wszyscy też – z przyczyn, które z kolei pozostają niezrozumiałe dla reszty Europy – wciąż zasłaniają się tu ogólnikowym argumentem o „zwiększaniu bezpieczeństwa”. Nie ma nie tylko pytań o koszty tego bezpieczeństwa, ale i o to, jakim dokładnie celom, biorąc pod uwagę zmieniające się priorytety i sympatie geopolityczne USA, baza ta może służyć. Trump przymierza się do wysłania Putinowi zaproszenia na najbliższy szczyt G20 w Miami. Jeśli do tego dojdzie trudno będzie o wyraźniejszy sygnał gotowości Białego Domu do wznowienia z Kremlem relacji „as usual”. Czyim i jakim kosztem? Przehandlowania Ukrainy? Wykorzystania Polski w roli konia trojańskiego do dalszego osłabiania i rozbijania Europy? Czym byłby w tym układzie Fort Trump, który ma być zbudowany i potem finansowany (5-7 tys. amerykańskich żołnierzy z rodzinami) w całości z polskiej kieszeni, nie dając jednak przecież stronie polskiej żadnej decyzyjności odnośnie do jego roli i funkcjonowania.   Zachłyśnięta wizją bazy, Polska zdaje się też nie słyszeć, lub słyszeć nie chce, że baza może w ogóle nie powstać. Tutaj również kłania się nieumiejętność lub brak woli odczytywania sygnałów wysyłanych przez administrację Trumpa. Kilka dni temu minister obrony/wojny Pete Hegseth ogłosił projekt głębokich reform w obrębie Pentagonu. Na bruk poleciał co piąty generał i admirał, co, alarmują eksperci, prawdopodobnie będzie oznaczało awans dla rzeszy ludzi o dużo mniejszym doświadczeniu, za to lojalnych wobec Hegsetha i Trumpa. Mają też być poczynione historyczne inwestycje w nowy arsenał autonomicznej broni oraz wielomiliardową, nową bazę wojskową na terenie USA. Doradzać Pentagonowi w tych sprawach będą zaś znani miliarderzy, w tym Elon Musk – zagorzały krytyk Europy, NATO i zaangażowania USA w pomoc Ukrainie. A wszystko to ledwie kilkanaście dni po informacjach, że Hegseth planuje też rychłe wycofanie z Europy co najmniej trzeciej części amerykańskich wojsk.   Szczyt Trumpa z Xi Jinpingiem jeszcze bardziej zjednoczył Europę, w tym jej prawicę, wokół priorytetu budowy własnej siły własnymi nakładami i utwierdził w przeświadczeniu, że to najlepsza ścieżka odpowiedzi na aktualną postawę USA. Trump szanuje siłę, drwi z dyplomacji i ugodowości. Słabszych od siebie wykorzystuje i ma bardzo luźne podejście do zobowiązań. Nie tędy więc droga. Summa summarum, Trump obudził w Europie ducha, jakiego kilka dekad temu lekkomyślnie zatraciła, tymczasem, w myśl starego, mądrego porzekadła powinna pewnie była pielęgnować w sobie zawsze: jeśli masz na kogoś liczyć, licz przede wszystkim na siebie. Polska, niestety, wciąż liczy na USA.

  4. 26 Sept

    Niebieska fala kontra powyborcza rzeczywistość, wetomat Trumpa

    Sondaże pokazujące formowanie się niebieskiej fali potwierdzają, że istnieje w tej chwili przepis na zwycięstwo demokratów w wyborach połówkowych. Jakie wyzwania będą jednak czekały na nową polityczną większość w kongresie? Jak najprawdopodobniej będą wyglądać ostatnie dwa lata drugiej prezydentury Trumpa? Gościem Elizy Sarnackiej-Mahoney jest publicysta i politolog z Ohio State University, profesor Dominik Stecuła. Dominik Stecuła specjalizuje się w opinii publicznej oraz komunikacji w erze mediów społecznościowych i AI. Jest też autorem m.in. książki „Polish Americans Today” przedstawiającej najnowsze badania na temat osób polskiego pochodzenia mieszkających w USA. Amerykanie są głęboko rozczarowani i coraz bardziej rozzłoszczeni polityką swego urzędującego prezydenta, która nie tylko poniosła im koszty życia – zamiast obiecanych w wyborach ich obniżek! - ale uwikłała kraj, a rykoszetem i resztę świata w wojnę, która może sprawić, że hasło „affordability” (dostępność cenowa) będzie spędzać im sen z oczu jeszcze bardziej. Demokratyczni politycy ubiegający się o fotele w Kongresie na ostatniej prostej przed wyborami połówkowymi rozsądnie więc i bardzo strategicznie trzymają się narracji o tym, co w powszechnym odczuciu najbardziej obsiadło w tzw. „ekonomii kuchennego stołu”. Choć ci najbardziej popularni wśród nich, skrzydło progresywistów i socjaldemokratów oskarżani są przez republikanów o to, że rzekomo usiłują wepchnąć Ameryką w objęcia komunizmu, mogą śmiało zakładać, że te same platformy, z którym występowali do tej pory, raczej wyniosą ich do zwycięstwa i 3 listopada. Ale… nie spieszmy się jeszcze z deklaracjami o tym, że oto jesteśmy świadkami gruntownego przeobrażenia wyborczego krajobrazu w USA. Po pierwsze – o wynikach wyborów zadecydują wyborcy niezależni i swingujący, którzy za dwa lata, w zależności od tego, kto ich uwiedzie na szlaku kampanii prezydenckiej, mogą nie mieć najmniejszego problemu ze zmianą barw i ponownym przekazaniem Kapitolu we władzę republikanów. Po drugie warto pamiętać, że nowa „konserwatywna rewolucja”, o której tak mówią sami republikanie odniosła w ostatniej dekadzie oszałamiające zwycięstwo. Donald Trump i s-ka efektywnie przejęli kontrolę nad Sądem Najwyższym i pokaźną liczbą sądów federalnych, które orzekają i będą dalej orzekać na korzyść republikanów. Dominik Stecuła wskazuje też, że odczujemy skutki ostatnich postmanipulacji mapami wyborczymi, które jeszcze mocniej ograniczyły liczbę kongresowych foteli nazywanych „kompetycyjnymi” – czyli do wygrania w danym cyklu wyborczym przez jedną lub drugą stronę.  Na Ponad 530 ogólnej liczby miejsc w Kongresie, takich foteli mamy dziś mniej niż 100. Powiedzenie, że we współczesnej Ameryce to politycy wybierają sobie wyborców, a nie na odwrót, brzmi niewiarygodnie i coraz groźniej. Po trzecie, wreszcie, można być pewnym, że im większa będzie porażka republikanów na jesieni, tym trudniejsze będzie dla demokratów rządzenie krajem po wyborach. To wtedy dostaną od historii prawdziwy test swojej sprawczości i politycznego sprytu. Wyborcy będą przecież od nich wymagać nie tylko rozliczeń obecnego Białego Domu z korupcji, nowej wojny na Bliskim Wschodzie i polityki celnej, ale przecież także i realizacji wszystkich wyborczych obietnic. Można tymczasem być pewnym, że Trump dołoży wszelkich starań, by tych obietnic spełnić nie mogli. Może – postuluje gość podcastu - zmienić się w wetomat i na podobieństwo obecnego polskiego prezydenta Karola Nawrockiego skutecznie blokować każdą legislację i projekt reform. Demokratyczny "balancing act" będzie więc musiał być naprawdę przemyślany i może nawet przebiegły, by się udać. Czy to jest w ogóle do zrealizowania? #USA #Trump #bialydom #waszyngton #wybory2026 #politykaUSA #republikanie #demokraci #socjaldemokraci #kongres #sądnajwyzszy #gerrymandering #affordability #komunizm #ekonomia #iran #kosztyzycia #ropa

  5. 19 Sept

    Trump nie może federalizować wyborów. Wciąż może w nie ingerować i niszczyć rządy demokratów

    14 września 2026 r. Sąd Najwyższy stanął po stronie konstytucji i praw stanowych i nie pozwolił Trumpowi federalizować wyborów. Im mniej zamieszania wokół wyborów – tym większe szanse na to, że wyborcy ruszą do urn tłumnie. A jeśli tłumnie, to - jeśli wierzyć sondażom – zwiększa to szanse na to, że zagłosują na demokratów i w styczniu przyszłego roku odbędzie się zmiana warty w Kongresie. Jak jednak będą wyglądać rządy nowego kongresu i co będzie dla niego największym wyzwaniem? O tym w najnowszym odcinku podcastu Bieguny Ameryki Eliza Sarnacka-Mahoney rozmawia z Rafałem Michalskim. Rafał Michalski jest ekspertem w zakresie polityki USA, historii amerykańskiego Sądu Najwyższego i konstytucji. Analityk medialny, związany jest m.in. z magazynem i serwisem internetowym „Układ Sił”, który zajmuje się zagadnieniami z zakresu geopolityki, dyplomacji oraz polityki bezpieczeństwa. Dlaczego wspomniane orzeczenie Sądu Najwyższego jest takie ważne? Bo Donald Trump, który nie ustaje w wysiłkach, by przekonać Amerykanów, że wybory nie są bezpieczne i że będą na jesieni sfałszowane, chciał je ograniczyć angażując w to pocztę. Na mocy jego rozporządzenia poczta miała nie doręczać kart wyborczych do głosowania korespondencyjnego, jeśli nie spełnione byłyby konkretne warunki, takie same dla wszystkich stanów. W tym: data stempla pocztowego oraz zgodność podpisu i innych danych osobowych na karcie wyborczej z tym, co znajdowałoby się na tzw. federalnej liście wyborczej, którą z kolei rząd federalny miałby utworzyć przejmując kontrolę nad stanowymi rejestrami wyborców. Gdzie problem? Po pierwsze ochrona danych osobowych, która w USA leży w gestii poszczególnych stanów. Nie ma tu ma czegoś takiego, jak instytucja zbierania danych przez rząd federalny, co jednocześnie tłumaczy, dlaczego po dziś dzień nie ma w USA ujednoliconego systemu dowodów identyfikacyjnych na podobieństwo polskiego dowodu osobistego. Za ordynację wyborczą, zgodnie z konstytucją, odpowiedzialne są poszczególne stany i to one decydują o takich sprawach jak choćby data stempla pocztowego. W niektórych stanach karta jest ważna tylko wtedy, gdy dotrze do komisji przed dniem wyborów. W innych – można ją wysłać w dniu wyborów, co znaczy, że i tak będzie ważna, choć do komisji dotrze już po dacie wyborów. To jednak, że Ameryka odetchnęła w związku z zachowaniem dotychczasowych norm głosowania korespondencyjnego nie znaczy, że Trump i republikanie nie będą podejmować innych prób ingerencji w wybory. Rafał Michalski przypomina, że Trump jest mistrzem w używaniu przestarzałych praw, które pomagają mu realizować jego pomysły. Jednym z takich praw jest regulacja obecności służb mundurowych przy komisjach wyborczych. Prawo zabrania wysyłania pod lokale wyborcze funkcjonariuszy uzbrojonych – i ma to uwarunkowania historyczne. Ale nieuzbrojonych? Oto szara strefa, którą Trump może wykorzystać. Wiemy skądinąd, że jego agresywna polityka imigracyjna, której ofiarami padają przecież nie tylko imigranci nielegalni ale także ludzie o ciemnej karnacji i „wyglądzie” imigranta wyostrzyła ludzką czujność. Widząc pod lokalem wyborczym policję ICE czy służby FBI osoby kolorowe i wyborcy mniejszościowi, choć uprawnieni do głosowania, mogą z niego zrezygnować w obawie przed nieprzyjemnymi konfrontacjami. Bardzo realny wydaje się też scenariusz, że w razie przegranej, zwłaszcza jeśli demokraci odbiliby obie izby kongresu, Trump poprowadzi na barykady kolejny ruch StopTheSteal. Chaosu i bałaganu związanego z wyborami możemy więc, mimo wszystko, nie uniknąć.

  6. 12 Sept

    Z czego bierze się słabość Amerykanów pchająca ich ku MAGA?

    Człowiek opętany: w języku potocznym ktoś, kto zachowuje się jak w amoku, zaangażowany w coś bez pamięci lub ogarnięty silną, obsesyjną pasją bądź szaleństwem – Wielki Słownik Języka Polskiego. Opętanie i trans (trans w znaczeniu stan świadomości): dysocjacyjne zaburzenie świadomości. Krytyczną rolę w rozpoznaniu i ewentualnym leczeniu odgrywa tu tło kulturowe i środowiskowe, w którym osoba się wychowywała i teraz żyje – tak wynika z klasyfikacji Swiatowej Organizacji Zdrowia i ujęcia doktor Jacka Dębca w pracy pt. „Opętanie. Próba psychopatologicznego ujęcia problemu”. Doktor Jacek Dębiec, psychiatra, neurobiolog i psychoterapeuta z kliniki Great Lakes Psychiatry and Psychotherapy w Ann Arbor (Michigan) jest gościem Elizy Sarnackiej-Mahoney w najnowszym odcinku podcastu w rozmowie o opętaniu właśnie. O opętaniu Donald Trumpa, jego sztuce pętania tłumów i co to wszystko znaczy dla naszej przyszłości jako wyborców. Doktor Dębiec zgadza się z postulatem, że Trump cierpi na manię wielkości i obsesyjną potrzebę monopolizowania uwagi, co można postrzegać jako swoiste opętanie. O tym, że Trump ma problemy z budowaniem normalnych społecznych relacji, a wynika to z chorej potrzeby nieustannego budowania, ale oklaskującej go publiczności wyjaśniała już nie raz sama siostrzenica Trumpa, psycholog Mary Trump. Mary zna Donalda od dziecka i to ona pierwsza obszerniej opowiedziała nam o dzieciństwie obecnego prezydenta. O tym, że wzrastał pod okiem surowego ojca, dla którego nigdy nie był „wystarczający”, i że Trump po dziś dzień „leczy” ten kompleks za pomocą odrzucania krytyki pod swoim adresem. Nieakceptowany za dziecka, nie dojrzał i nie dorósł – pozostał Piotrusiem Panem, cecha wielu osób borykających się z taką traumą – i z uporem szukał akceptacji, dostrzeżenia, pozytywnego feedbacku, a najchętniej podziwu wszędzie indziej. Jeśli gdzieś ich nie znajdował, nauczył się ten fakt negować i wypierać. Z kolei kariera medialna stała się dla niego świetnym treningiem w manipulowaniu ludzkim emocjami, a nawet potrzebami. Coś - co niewątpliwie bardzo pomogło mu jako politykowi. Zbierając wszystko razem: dostajemy niezgorszą odpowiedź na pytanie dlaczego spadające słupki poparcia odpowiadają wzrostowi aktywności Trumpa w mediach społecznościowych i na oficjalnej stronie Białego Domu, charakteryzującą się jego rosnącym „odklejeniem” od rzeczywistości, które trudno nazwać inaczej niż groteską. Pytanie, na jakie nie mamy odpowiedzi, a które groteską nie jest brzmi: czy opętanie potrzebą „bycia najlepszym” pospołu ze słabnącymi zdolnościami kognitywnymi 47. prezydenta USA sprawiają, że szczerze wierzy, iż samo zaklinanie rzeczywistości wystarczy, by ją zmienić podług własnego życzenia? Jeśli tak, to niebywale zła nowina dla całego świata.   Nie jest groteską również pytanie o to, czy „opętani” są również wyborcy MAGA trwający przy swoim liderze w sposób, który przeczy w tej chwili już wszystkim logicznym wyjaśnieniom. Jacek Dębiec wskazuje na prosty fakt politycznego, a raczej emocjonalnego wyrachowania Trumpa.  Od początku politycznej kariery Trump prowadzi ze swymi wyborcami specjalną grę, której głównym zadaniem jest ich od siebie uzależnić. Służy temu taktyka „nieprzerwanej kampanii wyborczej”. Z jednej strony daje ona elektoratowi satysfakcjonujące poczucie, iż jest on dla swego przywódcy ważny, z drugiej – angażuje jego umysł, uwagę a zwłaszcza emocje tak, że brakuje siły i czasu i przestrzeni, by rozglądać się na boki. Trump jest tutaj niekwestionowanym światowym liderem, na którym już wzorują się inni, bo taktyka okazuje się niebywale skuteczna. Doktor Dębiec podkreśla jednak, że amerykańskich wyborców cechuje w dzisiejszych czasach coś jeszcze. Są ludźmi doświadczającymi rosnącej korporatyzacji swego życia prywatnego - mechanizmy myślenia i działania cechujące pracę w korporacji mniej lub bardziej świadomie rozciągają na sfery życia poza pracą.

  7. 5 Sept

    LUDZIE W DETENCJI UMIERAJĄ Z GŁODU, ZYSKI ROSNĄ, BOGACI SIĘ SAM TRUMP

    W najnowszym odcinku podcastu Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak podejmują temat detencji i deportacji, który nieco się w ostatnim czasie w mediach przykurzył. Przykurzył nie znaczy jednak wcale, że znikł. Wręcz przeciwnie. ICE wciąż terroryzuje amerykańskie ulice, zaś raporty o zarobkach amerykańskich koncernów więzienniczych odpowiedzialnych za obsługę i rozwój także branży detencji, pokazują, że „złota era” zapowiadana Ameryce przez Trumpa, do niej zawitała na pewno. Tylko jakim kosztem: dla podatnika, a zwłaszcza samych imigrantów? Dwie największe, prywatne spółki na rynku więzienniczymw USA, Core Civic oraz Geo Group odnotowały w ub. roku odpowiednio 69 procentowy i 700 procentowy skok przychodów, czyli 2,2 i 2,63 miliarda dolarów. W tym roku obie też dostały od ICE kontrakty opiewające na ponad miliard dolarów każda. Informacja z lipca tego roku, która w szykującej się do wyborów połówkowych Ameryce przemknęła poza radarem wielu, może nawet większości jej obywateli, to doniesienie, iż w lipcu mieliśmy do czynienia z największą ilości „pojmanych” nielegalnych imigrantów, bo aż 30 tysiącami osób. Podniosło to tym samym średnią liczbę osób przebywających w ośrodkach do 70 tys. osób, najwięcej w historii. Wiemy jednocześnie z komunikatów samego Białego Domu, że celem Trumpa jest osiągnięcie pułapu 100 tys. przetrzymywanych dziennie w tych placówkach.   Od stycznia 2025 roku z USA ubyło szacunkowe 2.5-3 miliona imigrantów, 600 tys. na skutek deportacji, reszta poprzez tzw. autodeportację. Amerykańskie społeczeństwo, nie tylko wyborcy MAGA, poczytują to za sukces Trumpa, używając argumentów Białego Domu, że Trumpowi udało się skutecznie zamknąć granice, a także „oczyścić” amerykańskie ulice z kryminalistów. Jak jednak donoszą ośrodki monitorujące los imigrantów lądujących w detencji, od samego początku tylko 30 procent z nich to osoby, które mają na koncie popełnienie przestępstwa. Są wśród nich dzieci i niemowlęta. Informacje, które nie docierają do statystycznego Amerykanina – i świata – to fakt, że prywatne koncerny stojące za obsługą miejsc detencji, traktują je przede wszystkim jako biznes, która ma przynosić dochody. Za gigantycznymi zyskami, jakie wypracowały sobie w ub. roku stanął realny dramat ludzi, którym w imię cięcia kosztów nie zapewnia się godnych warunków bytowych, a także zmusza, pod groźbą odbierania im posiłków i dostępu do opieki medycznej, do niewolniczej pracy. Dochodzi tu więc nie tylko do łamania praw człowieka, ale i samej konstytucji. Wiemy też, że w ostatnich kilkunastu miesiącach w tych miejscach zmarło już 50 osób, choć niezwykle trudno jest prowadzić tu dochodzenie, bo rząd blokuje audyty i pracę adwokatów zasłaniając w związku z kwestiami bezpieczeństwa narodowego. Niewygodne dla rządu informacji przedostają się jednak do publicznej świadomości, choćby dzięki takim osobom jak Lauren Berlin z Teksasu, która stworzyła stronę internetową z informacjami o tym, jakie dokładnie firmy i w jakim wymiarze wspierają działania ICE oraz współpracują z Core Civic oraz GEo Group. Choć korzystała z publicznie dostępnych danych, rząd zaklasyfikował jej stronę jako „zagrożenie”  a ją samą jaką „wewnętrzną terrorystkę”. Jej działanie odniosło jednak zamierzony skutek. Wzmogło świadomość za co dokładnie płacą amerykańscy podatnicy i doprowadziło m.in. do obywatelskiego bojkotu banków obsługujących ICE. Ale najbardziej szokująca ze wszystkich jest być może informacja, że wśród udziałowców dorabiających się na obecnej bonanzie koncernów więzienniczych znajduje się … sam Donald Trump. Tuż za nim zaś, jego była prokuratorka generalna Pam Bondi, która przed pracą w Białym Domu występowała na Kapitolu w roli lobbystki na rzecz branży więzienniczej. I wreszcie Tom Homan, naczelny „strażnik graniczny” USA. Lista innych prominentnych osobowości z kręgów obecnej administracji Donalda Trumpa czerpiących profity finansowe z rozwoju amerykańskiego więziennictwa i detencji jest prawdopodobniej dużo dłuższa.

  8. 29 Aug

    Jaki jest prawdziwy cel wojny Trumpa z Kanadą?

    A jeśli w wojnie celnej z Kanadą wcale nie chodzi tylko o cła? Jeśli Trump wyzwał Kanadę na pojedynek nie dlatego, że szczerze wierzy, iż Kanada bezczelnie i bezkarnie wykorzystuje USA, ale … bo sam rozpaczliwie szuka pomysłu na własną przyszłość? Dokładnie –  na zawartość biografii, jaką zaoferuje mu historia? Na te pytania odpowiadają w najnowszym odcinku podcastu Eliza Sarnacka-Mahoney i Robert Walenciak prezentując perspektywy z obu stron oceanu. Historia amerykańskiej prezydentury to kalejdoskop osobowości i charakterów, które potrafią różnić się od siebie wszystkim. Ale prezydentów sprawujących urząd przez dwie kadencje łączy jedno: to, że pod koniec swojej politycznej kariery stają się „kulawymi kaczkami” – ang. lame duck - gdyż w drugich wyborach połówkowych ich partia zazwyczaj traci wpływy w Kongresie, a oni, naturalną koleją rzeczy, możliwość dalszej realizacji swoich planów i reform. Im mniej udało im się osiągnąć w czasie gdy mieli ku temu korzystne warunki, tym większe w okresie "lamie-duckingu" staje się parcie na to, by realizować się w obszarach, gdzie coś jeszcze mają do ugrania. Odkąd USA wyrosło na światowego hegemona, oznacza to zwykle mocne przekierowanie prezydenckiej uwagi na scenę międzynarodową.  Kanada to, oprócz Chin, jedyne państwo, które nigdy nie ugięło przed Trumpem kolan i nie całowało cesarskiego pierścienia zabiegając o zmniejszenie ceł wprowadzonych przez Trumpa w „Dniu Wyzwolenia” już w roku 2025. Kanadyjski premier Mark Carney to jednocześnie jeden z najbardziej nieustępliwych i bezlitosnych krytyków Trumpa, do tego nawołujący świat do samodzielności i odwagi. Postuluje, by w obliczu amerykańskiej nieprzewidywalności i afrontów, jakimi Trump rzuca na wszystkie strony, państwa stawiały na nowe sojusze i partnerstwo polityczne i handlowe z pominięciem USA. Warunki przedstawione przez USA Kanadzie podczas ostatniej rundy negocjacji były szokujące i w wielu aspektach nie można ich było nazwać inaczej, niż zamachem na kanadyjską suwerenność, a także przejawem karygodnej ignorancji w kwestiach kanadyjskiej kultury, jej tradycji i wartości. Mając to na względzie trudno uwierzyć, że nie było to działanie zamierzone i obliczone przede wszystkim na to, by Kanadę upokorzyć. Gdyby mimo wszystko Kanada te warunki przyjęła, byłby to przecież dla Trumpa sukces na wielu frontach: wizerunkowym, ekonomicznym i oczywiście wyborczym. Sondaże pokazują rosnące niezadowlenie Amerykanów z jego drugiej prezydentury. Dwa miesiące przed wyborami połówkowymi wyborcy większościowo oprotestowują i wojnę w Iranie, i rosnące koszty życia, zwłaszcza cen paliwa, które krytycznie drenują domowe budżety. Winią za to Trumpa i Partię Republikańską. Obcesowy pokaz siły, jakim byłoby upokorzenie Kanady bez wątpienia podniosły konserwatystom przedwyborcze notowania.

About

Witaj na oficjalnym kanale podcastu „Bieguny Ameryki” – miejsca, gdzie ścierają się idee, a różne spojrzenia na rzeczywistość kształtują pełniejszy obraz wydarzeń za oceanem! 🌎 📌 O czym rozmawiamy? Analizujemy najważniejsze wydarzenia ze świata amerykańskiej polityki i życia społecznego – od gorących debat w Kongresie, przez wybory i kampanie, po codzienne sprawy, które kształtują życie Amerykanów. 🎙 Kto prowadzi podcast? 🔹 Eliza Sarnacka-Mahoney – pisarka i dziennikarka, autorka książek o USA. 🔹 Jan Białostocki – dziennikarz radiowy. ✦ Różne bieguny. Jeden podcast. ✦

You Might Also Like