Mentoring - warto! Na każdym etapie kariery. Kluczem jest znalezienie odpowiedniego mentora, który być osiągnął to co Ty masz zamiar i nie zapomniał swojej prawdziwej drogi. Tylko wtedy udzieli Ci dobrych wskazówek uwzględniając Twoją aktualną pozycję. Tomek - potwierdzam - znajduję tonę przydatnych informacji i wskazówek i gotowych recept. Dzięki! Okazało się, że dla kogoś sam mogę być mentorem. Faktyczna pomoc, widok zastosowanych i działających wskazówek, szczere "dzięki", okazja do odpowiadania na pytania to wartość dodana.
Gonienie króliczka nie musi dotyczyć tylko aktualnego hype. Może dotyczyć obszaru, którym się zajmujemy. W czasach chmurowych nowe 'ficzery' w usługach wychodzą cały czas. Śledzenie zmian w samej usłudze i aktywności community w tym obszarze jest kluczem do bycia dobrym w tym czym się aktualnie zajmuję - obowiązek konsultanta. Warto też śledzić obecne rekomendowane praktyki i wzorce dla tego czym się zajmujemy, zobaczyć jak ktoś rozwiązał problem, który my też mamy. To wystarczy, żeby być docenionym pracownikiem. Trzeba też uważać, żeby nie wypaść. Zastanowić się czy technologia, w której się specjalizujemy nie rozwiązuje bohatersko problemów, które są już dawno rozwiązane przez gotowe produkty, do których nie potrzeba kilku ludzi, zęby je utrzymać. Ale tak na prawdę, to nawet jeżeli obudzisz się jako programista który nie potrafi GITa i nie słyszał o CI/CD, to nic straconego i wszystko da się nadrobić.
Pogoń za statusem - zgadzam się. Ale... tak jak wcześniej mogę budować status dobrze rozwiązując problemu muszę dobrze znać domenę, w której się poruszam. Być na bieżąco. Dobrze jest też mieć szerszy background, nawet płytki.
Do "to zawsze była moja pasja" dodałbym "zawsze miałem taki plan". Często pomijany jest ogrom totalnie nieplanowanych, przypadkowych i chaotyczny prób, błądzenia, kręcenia się w kółko i zabrnięcia w ślepe uliczki. Nie był to zmarnowany czas, skoro ktoś wyciągnął wnioski. Słysząc takie coś na konferencji ja odnosiłem mylne wrażenie, że inni z łatwością realizują założenia planu, który zbudowali mając 15 lat doszli do czegoś. Ja czuję wtedy wyrzuty sumienia, ale każdy ma swoją drogę ... i tyle. Zasada jest taka: jeżeli coś Cię zainteresowało, polubiłeś to i zdecydujesz się w tym rozwijać, to na pewno będziesz się wyróżniać za jakiś czas. To doda siły na kolejne kroki, na które będziesz mógł (jeżeli będziesz chciał) się zdecydować i poszerzy możliwości. To zaprocentuje dobrym słowem/ awansem/ ... .
Ale... zwłaszcza - odkrycie tego co Cię interesuje może być totalnym przypadkiem. Do porady "jak nie masz pasji, to jest ok" warto dodać "jak nie wiesz co chcesz robić to szukaj i próbuj". Mie studiowałem informatyki, zrobiłem jakiś podstawowy kurs C# i zgłosiłem się do programu stażowego IT z założeniem zostania programistą. Trafiłem do zespołu zajmującego się zarządzaniem Windowsami w skali enterprise. Po pierwszym dniu wyobrażałem sobie jak przez cały czas instaluję Windowsa z płytki. Ostatecznie poznałem świetnych ludzi, odczarowałem w swojej głowie "pracę w korporacji", nauczyłem się dosłownie od zera ogromu rzeczy. Przypadkiem poznałem czym jest infra i dalej chcę się nią zajmować, a zacięcie programistyczne wykorzystałem do automatyzacji i skryptów. Niektóre z narzędzi, których się tam nauczyłem do dzisiaj pozwalają mi pomagać klientom w projektach. Dalej nie nazwałbym tego co robię pasją, lubię to i chcę coś w tym osiągnąć. Zrozumiałem, że czas nauczyć się występować publicznie. Zaczynam próbować.
Delikatniejszy i bardziej adekwatny moim zdaniem zwrot niż "wychodzenie ze strefy komfortu", to "powiększanie strefy komfortu". Można się sprzeczać, czy jest to to samo czy nie - ja myślę, że nie. Przez naukę i nawet niewielkie próby, odbywające się w brzegowym fragmencie strefy komfortu można ją rozciągać. Teraz chcę próbować w ten sposób, bo poznałem cenę zbyt skrajnego podejścia.
Wszystko co opisałem wyżej to jedynie moja opinia ;)