Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.

  1. 1d ago

    „Słyszę: jak ty wyglądasz, stara to już byłaś”. Odeta Moro o tym, że od lat ma 26 lat | „Ukryte piękno” odc. 32

    „Dziś coraz więcej kobiet ma nie wiadomo jaki wiek, ja nie jestem w stanie określić, czy tam jest 26 czy 46 lat”– mówi Odeta Moro w podcaście „Ukryte piękno". Choć metryka nie podlega negocjacjom, sposób, w jaki przeżywamy kolejne etapy życia, już tak. Dlaczego kobiety zaczynają bać się starzenia, zanim jeszcze naprawdę się zestarzeją? Kto mówi nam, kiedy przestać być widocznymi, odważnymi i ciekawymi świata? W rozmowie z Beatą Biały dziennikarka i prezenterka telewizyjna rozprawia się z mitami o wieku i pokazuje, że największym zagrożeniem nie są zmarszczki, lecz moment, w którym same zaczynamy się wycofywać. Sponsorem odcinka jest IANA, producent suplementów diety wspierających zdrowie stawów. Jak pokazuje „Raport Obserwatorium 2026. Starzenie się pod presją – mit czy rzeczywistość?”, przygotowany w ramach inicjatywy Obserwatorium Wiek i Społeczeństwo przez Laboratoires Expanscience na podstawie badania Ipsos BVA, 63 proc. Polaków obawia się starości. Co szczególnie ważne – ten lęk pojawia się bardzo wcześnie, najczęściej między 35. a 45. rokiem życia. Wiele osób zaczyna więc bać się utraty atrakcyjności, pozycji czy społecznej widzialności długo przed tym, zanim rzeczywiście odczuje ograniczenia związane z wiekiem. O tym, skąd bierze się presja związana ze starzeniem i jak odzyskać wolność od cudzych oczekiwań, Beata Biały rozmawia z Odetą Moro w podcaście „Ukryte piękno”. Starość zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy sobie pozwalać „Słyszę: jak ty wyglądasz, stara to już byłaś” – mówi Odeta Moro, opowiadając o komentarzach, które wiele kobiet słyszy, gdy przekraczają kolejne granice wieku. Za takim zdaniem kryje się nie tylko ocena wyglądu, ale cały zestaw społecznych oczekiwań: jak kobieta powinna się ubierać, zachowywać, pracować i czy wciąż ma prawo być odważna. Według raportu „Starzenie się pod presją – mit czy rzeczywistość?” za początek starości Polacy uznają 54. rok życia. Dla Odety Moro ta granica jest zdecydowanie zbyt wczesna. „Wg mnie to za wcześnie, ja mam jeszcze sześć lat. Poza tym starzenie się zmienia, pamiętasz »Czterdziestolatka«?” – mówi, zwracając uwagę, że współczesne kobiety żyją zupełnie inaczej niż poprzednie pokolenia. Kobiety nie znikają z życia po czterdziestce Dlaczego zaczynamy bać się starzenia tak wcześnie? Odeta Moro przyznaje, że wiele kobiet przez lata patrzy na siebie zbyt surowo. „My się zamartwiamy tym naszym wyglądem, mamy kompleksy, a po 20 latach patrzymy na swoje zdjęcie z młodości i mówimy: o co mi chodziło?” – zauważa. Z czasem uczymy się jednak patrzeć na siebie inaczej. Dziennikarka wspomina moment, gdy mając 40 lat, urodziła syna. W szpitalu usłyszała, że jest „taką starą” mamą. Dziś wspomina ten czas jako jeden z najbardziej odmładzających momentów swojego życia. „Rodząc po raz drugi dziecko w tym wieku oszukałam starość i ta ciąża, a potem macierzyństwo mnie fantastycznie odmłodziły” – mówi. Scenariusz życia piszemy same Raport „Starzenie się pod presją – mit czy rzeczywistość?” pokazuje również, że wiele osób czuje presję dotyczącą tego, jak powinny się starzeć. 61 proc. Polaków uważa, że narzuca im się sposób przeżywania wieku, a 68 proc. usłyszało od innych uwagi dotyczące tego, jak powinni zachowywać się w swoim wieku. Odeta Moro uważa, że czas odzyskać własny głos. „W pewnym wieku kobieta może powiedzieć wszystko” – mówi. Sama wielokrotnie musiała mierzyć się z cudzymi przekonaniami. Kiedy podjęła decyzję o rozwodzie, mając około 35 lat, usłyszała od ojca: „W tym wieku? Znikasz z rynku matrymonialnego, co z tobą będzie?”. Dziś wie, że życie nie kończy się wtedy, gdy ktoś próbuje wyznaczyć nam jego granice. „Pierwsze co, to polecam inwestowanie w siebie, reszta jakoś się ułoży” – radzi. Bo najważniejsza zmiana zaczyna się wtedy, gdy przestajemy pytać, czy w naszym wieku jeszcze wypada. „Ja codziennie piszę scenariusz swojego życia, nie pozwalam pisać go innym” – mówi Odeta Moro. Sponsorem odcinka jest IANA, producent suplementów diety wspierających zdrowie stawów.

    „Słyszę: jak ty wyglądasz, stara to już byłaś”. Odeta Moro o tym, że od lat ma 26 lat | „Ukryte piękno” odc. 32
  2. 2d ago

    „Jeśli masz tendencję do zgadzania się, mała pauza zrobi dużą różnicę”. Halina Piasecka o tym, że pik emocji trwa tylko 90 sekund, reszta nam „się wydaje” | „Ukryte piękno” odc. 33

    „Emocje są informacjami” – przekonuje psycholożka Halina Piasecka. Złość może chronić nasze granice, lęk nie zawsze zapowiada katastrofę, a smutek nie jest oznaką słabości. W podcaście „Ukryte piękno” Magdalena Kuszewska rozmawia z autorką książki „Czuję, więc jestem” o tym, dlaczego tak często zamiatamy uczucia pod dywan, jak nauczyć się odczytywać sygnały płynące z ciała i dlaczego odpoczynek bywa dziś większym wyzwaniem niż praca. Wielu z nas żyje w przekonaniu, że nieprzyjemne emocje najlepiej schować głęboko i przeczekać. Psycholożka rozprawia się z tym mitem bez wahania. Zakopane uczucia nie znikają. Wracają zwykle wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy, często z dużo większą intensywnością. Magdalena Kuszewska przywołuje własne doświadczenie. Przez lata ukrywała trudne emocje w pracy, starając się zachować profesjonalizm. Wieczorem wracały jednak do niej w domu, odbierając spokój i sen. Odpowiedź Haliny Piaseckiej jest jednoznaczna: skoro wypierane emocje wracały ze zdwojoną siłą, organizm wyraźnie pokazywał, że taka strategia nie działa. Emocje trwają krócej, niż nam się wydajeJedna z najbardziej zaskakujących informacji dotyczy czasu trwania emocji. Według Haliny Piaseckiej fizjologiczny szczyt emocji trwa około 90 sekund. Później najczęściej nie cierpimy już z powodu samego uczucia, ale z powodu historii, które wokół niego budujemy. Rozmyślamy, analizujemy, wracamy do sytuacji po raz setny, przewidujemy katastrofalne scenariusze albo prowadzimy w głowie niekończące się dialogi. Właśnie dlatego nieprzyjemne emocje wydają się ciągnąć godzinami lub dniami. W rzeczywistości ogromne znaczenie ma sposób, w jaki o nich myślimy. Zamiast oceniać siebie za złość, zazdrość czy lęk, warto zatrzymać się i sprawdzić, o czym próbują nas poinformować. Halina Piasecka zwraca uwagę, że nawet zazdrość może być cennym drogowskazem. Być może pokazuje kierunek rozwoju, za którym tęsknimy, albo ujawnia potrzebę, której dotąd nie dostrzegaliśmy. Ciało mówi prawdę W gabinetach psychologicznych często pojawia się ten sam schemat. Pytanie o emocje spotyka się z odpowiedzią dotyczącą myśli. Klient opisuje natrętne scenariusze, analizuje wydarzenia i tłumaczy swoje zachowanie, ale nie mówi nic o tym, co działo się w jego ciele. Psycholożka zachęca do prostego ćwiczenia. W chwili silnej emocji warto zatrzymać się choć na minutę i zapytać siebie: co czuję oraz gdzie odczuwam tę emocję w swoim ciele? Dopiero później przychodzi czas na refleksję, co chcemy z tą informacją zrobić. Tak buduje się prawdziwa samoświadomość. Gdzie zaczynają się granice Coraz częściej mówi się o stawianiu granic, ale niewiele osób zastanawia się, skąd właściwie te granice się biorą. Zdaniem Haliny Piaseckiej najpierw trzeba wiedzieć, gdzie one przebiegają i jakie wartości stoją za naszymi decyzjami. Asertywność nie ogranicza się do mówienia „nie”. Oznacza również umiejętność świadomego mówienia „tak”. Szczególnie pomocna bywa rada skierowana do osób, które automatycznie zgadzają się na kolejne prośby. Zamiast odpowiadać odruchowo, warto powiedzieć: „muszę się zastanowić”. Kilka sekund pauzy potrafi całkowicie zmienić jakość podejmowanych decyzji. Rozmowa w podcaście „Ukryte piękno” rozwija wiele tematów poruszanych przez Halinę Piasecką w książce „Czuję, więc jestem”, wydanej przez Zwierciadło. Publikacja stanowi przewodnik po świecie emocji, ale daleko jej do poradnikowych recept i gotowych rozwiązań. Autorka zachęca przede wszystkim do zatrzymania się, obserwowania siebie i budowania relacji z własnym wnętrzem. W książce znajdziemy przypomnienie, że zmiany prowadzące do lepszego życia warto wprowadzać małymi krokami. Samoświadomość nie pojawia się z dnia na dzień. Powstaje dzięki regularnemu zadawaniu sobie pytań o własne potrzeby, przekonania i emocje.

    „Jeśli masz tendencję do zgadzania się, mała pauza zrobi dużą różnicę”. Halina Piasecka o tym, że pik emocji trwa tylko 90 sekund, reszta nam „się wydaje” | „Ukryte piękno” odc. 33
  3. 3d ago

    „Żeby umieć się cieszyć, musisz też umieć się smucić”. Kasia Miller o urzekającym pojęciu „jedność przeciwieństw” | „Przerwa na kawę z Kasią Miller o miłości” odc. 4

    – „Mam w sobie zachwyt nad cudem świata, tą zmiennością życia” – mówi Kasia Miller i trudno o lepsze zaproszenie do rozmowy o miłości, która nie dotyczy drugiego człowieka, lecz samego istnienia. Skąd bierze się zachwyt nad życiem mimo bólu, rozczarowań i niepewności? Dlaczego umiejętność przeżywania smutku okazuje się równie ważna jak zdolność do odczuwania radości? O tym Joanna Olekszyk, redaktorka naczelna „Zwierciadła”, rozmawia z psycholożką i psychoterapeutką Kasią Miller w szóstym odcinku podcastu „Przerwa na kawę o miłości”. Sponsorem odcinka jest marka Pandora. Właśnie z takich doświadczeń rodzi się postawa, która później pozwala przetrwać znacznie trudniejsze momenty. Psycholożka przyznaje, że do dziś nosi w sobie zachwyt nad cudem świata i nieustanną zmiennością życia. Zachwyt nie oznacza jednak naiwności ani ucieczki od rzeczywistości. Przeciwnie – pozwala widzieć ją pełniej. Świat jest piękny. I bywa różny Rozmowa szybko schodzi z poziomu idealistycznych wyobrażeń na grunt codzienności. Joanna Olekszyk pyta wprost, czy obok kolorów istnieje również szarość. Odpowiedź nie pozostawia złudzeń. Świat jest miejscem nieustannego ścierania się dobra i zła, ale sposób patrzenia na tę walkę zależy od nas. Kasia Miller przywołuje zdanie, które od lat jej towarzyszy. Można wierzyć, że „dobro zawsze mija, a zło zawsze wraca”, można jednak wybrać odwrotną perspektywę – że „zło zawsze mija, a dobro zawsze wraca”. Już jako dziewczynka zdecydowała, że druga wersja bardziej jej się opłaca. Nie dlatego, że jest łatwiejsza, lecz dlatego, że daje siłę do życia. Bliska jest jej również idea „jedności przeciwieństw”. Świat może być jednocześnie cudowny i straszny, życie potrafi być dobre i trudne zarazem. Największą sztuką okazuje się czerpanie radości z tego, co dobre, przy jednoczesnym uczeniu się wytrzymywania tego, co bolesne. Paradoksalnie właśnie taka postawa, jak mówi psycholożka, sprawia, że dobrych doświadczeń pojawia się więcej. Piękno jako codzienna praktyka Miłość do życia często zaczyna się od wrażliwości na piękno. Kasia Miller opowiada, że już jako dziecko pisała krótkie wiersze. Jeden z pierwszych pamięta do dziś: „wierzby rysunek na niebie cieniutkim pędzlem nakreślasz i zapach wody dalekiej chłodniejszą farbą kładziesz”. Nie jest to przypadkowe wspomnienie. Pokazuje, jak wcześnie nauczyła się patrzeć na świat z uważnością. Smutek nie jest wrogiem W kulturze sukcesu chętnie opowiadamy o szczęściu, znacznie rzadziej o smutku. Tymczasem psycholożka przekonuje, że uciekanie od trudnych emocji odbiera nam możliwość prawdziwego przeżywania życia. Kiedy dopada ją smutek, nie próbuje go zagłuszać. Mówi do siebie: „smutek jest dla każdego, posiedź sobie w nim, przepuść go przez siebie”. W podobnym duchu tłumaczy, że umiejętność cieszenia się wymaga równoczesnej zgody na smucenie się. Dopiero przepuszczanie przez siebie całego wachlarza emocji sprawia, że życie staje się autentyczne, a nie jedynie poprawne. Miłość zaczyna się od sposobu, w jaki żyjemy Rozmowa Joanny Olekszyk i Kasi Miller pokazuje, że miłość nie jest wyłącznie uczuciem skierowanym do drugiego człowieka. Przejawia się również w zachwycie nad światem, trosce o własne emocje, uważności wobec innych i codziennych gestach, które budują relacje. Właśnie z takiego myślenia wyrasta kampania BE LOVE marki Pandora. Przypomina, że miłość jest przede wszystkim postawą – czymś, co wyrażamy każdego dnia wobec bliskich, ale także wobec samych siebie. Nie musi być spektakularna ani idealna. Czasem oznacza zgodę na własną wrażliwość, innym razem odwagę, by dostrzec dobro mimo trudniejszych doświadczeń. Bo miłość, o której mówi Kasia Miller, nie kończy się na romantycznych relacjach. Staje się sposobem patrzenia na życie – z większą czułością, uważnością i wdzięcznością za wszystko, co nas spotyka. Taki właśnie wymiar celebruje kampania BE LOVE, zachęcając, by nie tylko mówić o miłości, ale przede wszystkim nią żyć.

    „Żeby umieć się cieszyć, musisz też umieć się smucić”. Kasia Miller o urzekającym pojęciu „jedność przeciwieństw” | „Przerwa na kawę z Kasią Miller o miłości” odc. 4
  4. Jul 17

    „Rodzice boją się, że ich dziecko będzie ofiarą, nie myślą, że będzie oprawcą”. Natasza Socha o tym, co „karmi” hejtera i jak powstrzymać przemoc | „Dylematy mamy i taty”, odc. 7

    „Wszystkie hejterskie historie zaczynają się tak samo: od drobnego uderzenia, żeby sprawdzić, jak ta osoba zareaguje” – mówi Natasza Socha w podcaście „Dylematy mamy i taty”. Rozmawiając z Aliną Gutek, zastępczynią redaktorki naczelnej „Zwierciadła”, autorka wydanej przez Zwierciadło powieści „Hejterka” pokazuje, że przemoc rówieśnicza nie rodzi się nagle ani wyłącznie w internecie. Wyrasta z potrzeby dominacji, braku empatii i wzorców wynoszonych z domu. Najbardziej niepokojące okazuje się jednak coś innego – wielu dorosłych wciąż wierzy, że hejt dotyczy wyłącznie cudzych dzieci. Każdy hejt ma swojego lidera Dlaczego inni tak łatwo przyłączają się do przemocy? Alina Gutek pyta podczas rozmowy, co sprawcy mają w sobie, że potrafią przeciągać ludzi na swoją stronę. Socha zwraca uwagę, że niemal zawsze pojawia się lider – osoba głośna, pewna siebie, sprawiająca wrażenie nieustraszonej. Właśnie tacy ludzie bywają najbardziej niebezpieczni, ponieważ potrafią stworzyć wokół siebie grupę, która przestaje samodzielnie oceniać sytuację. Obok lidera niemal automatycznie pojawia się również wyznaczona ofiara. Pozorna siła często okazuje się jednak maską. Autorka „Hejterki” zauważa, że wielu szkolnych liderów buduje swoją pozycję wyłącznie na pokaz, próbując przykryć własne frustracje i porażki. Wybór słabszej osoby pozwala im przez chwilę zapomnieć o własnych kompleksach. Inność nadal bywa najłatwiejszym celem Rodzice często zastanawiają się, dlaczego właśnie ich dziecko zostało zaatakowane. Odpowiedź okazuje się bolesna, bo bardzo często wystarczy jedna cecha – odmienność. Podczas rozmowy Natasza Socha przypomina, że nie lubimy tego, co nieznane, a u nastolatków nakłada się na to niezwykle silna potrzeba przynależności do grupy. Dziecko, które wyróżnia się wyglądem, zainteresowaniami, wrażliwością czy sposobem bycia, bardzo łatwo zostaje uznane za „inne”. Jak podkreśla pisarka, osoba, która nie ukrywa swojej odmienności, staje się wręcz idealnym celem hejtu. Paradoks polega na tym, że właśnie cechy, które później budują dojrzałą osobowość i odwagę bycia sobą, w szkolnej rzeczywistości bywają traktowane jak zaproszenie do wykluczenia. Dlaczego dzieci milczą? Rodzice często zakładają, że gdy wydarzy się coś złego, dziecko natychmiast poprosi o pomoc. Praktyka pokazuje coś zupełnie odwrotnego. Jak tłumaczy Socha, młodzi ludzie bardzo rzadko od razu mówią o hejcie. Nie chcą dokładać rodzicom zmartwień, wstydzą się odrzucenia przez grupę i często nawet nie rozumieją, dlaczego zostali wykluczeni. Dochodzi jeszcze lęk przed łatką donosiciela. Przyznanie się do krzywdy oznacza dla wielu nastolatków wypowiedzenie na głos zdania: „jestem beznadziejny”, a właśnie przed takim doświadczeniem próbują się chronić. Milczenie staje się więc nie dowodem, że wszystko jest w porządku, lecz jednym z najważniejszych sygnałów alarmowych. Dom pełen pogardy Rozmowa uświadamia, że przemoc rówieśnicza nie bierze się znikąd. Natasza Socha przekonuje, że bardzo często stanowi odbicie atmosfery panującej w domu. Dziecko, które wraca ze szkoły po konflikcie z nauczycielem i słyszy od rodzica: „nie przejmuj się, idiota został nauczycielem, bo niczego nie osiągnął”, otrzymuje jasny komunikat – pogarda wobec innych jest akceptowalnym sposobem rozwiązywania problemów. Szkoła również nie zawsze zdaje egzamin. Zamiast zdecydowanych działań często pojawia się chęć przeczekania kryzysu, bo placówki obawiają się rozgłosu. Efektem bywają kolejne pogadanki, które niewiele zmieniają, ponieważ nie dotykają emocji ani odpowiedzialności.

    „Rodzice boją się, że ich dziecko będzie ofiarą, nie myślą, że będzie oprawcą”. Natasza Socha o tym, co „karmi” hejtera i jak powstrzymać przemoc | „Dylematy mamy i taty”, odc. 7
  5. Jul 17

    „Pogubiło mi się wiele rzeczy “. Dlaczego Grzegorz Damięcki nie wierzy w doświadczenie życiowe i z czym poszedł na terapię? | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 19

    „Mam 59 lat i wiem, że nic nie wiem” – mówi Grzegorz Damięcki w podcaście Beaty Biały „Mężczyzna jest człowiekiem”. Aktor opowiada o dorastaniu w rodzinie, której nazwisko od pokoleń budzi skojarzenia z polskim teatrem, o rozwodzie rodziców, samotności, terapii, sukcesie i porażce. Powstaje opowieść daleka od celebryckich wyznań. Bardziej przypomina intymny esej o męskości, odpowiedzialności i nieustannym poszukiwaniu siebie. Nazwisko Damięcki od dekad funkcjonuje w polskiej kulturze niemal jak instytucja. Wiele osób mogłoby uznać, że otwiera drzwi, daje przewagę i poczucie bezpieczeństwa. Grzegorz Damięcki nie ma jednak wątpliwości, że przede wszystkim stawia wymagania. Pytany przez Beatę Biały, czy rodzinne nazwisko bywa przekleństwem, odpowiada, że jest przede wszystkim wyzwaniem. „Po rozwodzie rodziców zostałem z ojcem” Historia Damięckich mogłaby stać się scenariuszem wielopokoleniowej sagi. Aktor wraca pamięcią do domu, który nieustannie się zmieniał – także dosłownie, bo dzieciństwo upłynęło pod znakiem kolejnych przeprowadzek. Z czułością wspomina swoje babcie, które były sobie tak bliskie, że – jak opowiada – zmarły tego samego dnia i tego samego roku. Zaraz potem pojawia się jednak doświadczenie rozpadu rodziny. Po rozwodzie rodziców zamieszkał z ojcem, co w tamtych czasach należało do rzadkości. Miał zaledwie piętnaście lat, gdy na jego barki spadło znacznie więcej codziennych obowiązków, niż zwykle dźwigają nastolatkowie. Paradoksalnie właśnie z domu rodzinnego nie wyniósł gotowych recept na życie. Przyznaje otwarcie, że nie otrzymał wzorów postępowania, do których mógłby dziś się odwoływać. Dlatego z pokorą mówi: „Mam 59 lat i wiem, że nic nie wiem”. Zaraz dodaje jeszcze jedno zdanie, które wybrzmiewa niemal prowokacyjnie – nie wierzy w coś takiego jak doświadczenie. Każdy etap życia wymaga bowiem nowych odpowiedzi, a dawne pewniki szybko tracą swoją wartość. „Od sukcesu ludzie głupieją”Kariera aktorska często kojarzy się z popularnością, uznaniem i spełnieniem. Damięcki pokazuje jednak zupełnie inną perspektywę. Pytany o sukces i porażkę przyznaje, że oba doświadczenia bywają równie trudne. Porażki zmuszają do refleksji, natomiast sukces – jak mówi – potrafi onieśmielać, a nawet odbierać trzeźwy ogląd rzeczywistości. Nie bez powodu zauważa, że właśnie od sukcesu ludzie najczęściej głupieją. Takie spojrzenie dobrze współgra z jego wyznaniem, że bezczynność natychmiast uruchamia lęk. Praca okazuje się nie tylko zawodem, ale również sposobem porządkowania własnego świata. Kiedy zatrzymuje się na dłużej, pojawia się niepokój i poczucie zagubienia. Sam przyznaje zresztą, że w pewnym momencie życia „pogubiło mu się wiele rzeczy”. Często boimy się najbliższych Jednym z najbardziej poruszających fragmentów rozmowy jest opowieść o terapii. Aktor nie przedstawia jej jako spektakularnej przemiany ani cudownego lekarstwa na wszystkie problemy. Mówi o znacznie bardziej przyziemnym celu – poszedł na terapię po to, by nauczyć się stawiać światu granice. Brzmi prosto, ale właśnie w tej prostocie kryje się sedno. Wielu mężczyzn wychowywano w przekonaniu, że powinni wszystko wytrzymać, wszystko znieść i nikogo nie obciążać własnymi emocjami. Damięcki odwraca tę logikę. Zauważa również, że bardzo często najbardziej boimy się nie obcych ludzi, lecz właśnie tych najbliższych. Relacje rodzinne i partnerskie bywają przecież przestrzenią największej bezbronności.

    „Pogubiło mi się wiele rzeczy “. Dlaczego Grzegorz Damięcki nie wierzy w doświadczenie życiowe i z czym poszedł na terapię? | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 19
  6. Jul 15

    „Kobiety mówią: tyję z powietrza i jest w tym ziarno prawdy”. Prof. Karolina Kędzierska-Kapuza i Adrianna Sobol o tym, że otyłość to choroba, która może przytrafić się każdemu | „Jak zdrowie”, odc. 21

    „Otyłość to podstępna choroba, która zaczyna się powoli, choć u każdego inaczej się rozwija. Chorzy stopniowo wycofują się z życia z powodu stygmatyzacji i wstydu” – mówi Adrianna Sobol w podcaście „Jak zdrowie”. Choć medycyna od dawna uznaje otyłość za chorobę przewlekłą, społeczne przekonania nie nadążają za wiedzą. Choć medycyna od dawna uznaje otyłość za chorobę przewlekłą, społeczne przekonania nie nadążają za wiedzą. – To jedna z niewielu chorób przewlekłych, które niesiemy ze sobą na czole – mówi obesitolożka, prof. Kędzierska-Kapuza. „Na otyłość choruje już 9 milionów Polaków, a mimo wszystko pacjenci nadal słyszą: »zrób coś ze sobą«” – mówi Magdalena Kuszewska, otwierając rozmowę z prof. Karoliną Kędzierską-Kapuzą oraz Adrianną Sobol w podcaście „Jak zdrowie”. Otyłość nie jest wyborem Przez lata wokół otyłości narosło wiele uproszczeń. Najbardziej szkodliwe sprowadza się do przekonania, że wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać. Brzmi rozsądnie, jednak współczesna medycyna pokazuje znacznie bardziej złożony obraz. Jak wyjaśnia prof. Karolina Kędzierska-Kapuza, pacjenci najczęściej słyszą właśnie komunikat: „jedz mniej i ruszaj się więcej”, podczas gdy otyłość pozostaje chorobą biologiczną, często uwarunkowaną genetycznie i występującą w różnych fenotypach. Jedni zmagają się z kompulsywnym jedzeniem, inni z zaburzeniami regulacji głodu, dlatego skuteczne leczenie musi być dopasowane do konkretnego pacjenta. Tymczasem zaledwie 1–-2 proc. chorych otrzymuje leczenie farmakologiczne. Codzienność, której nie widać Liczby pokazują skalę problemu, ale nie oddają życia z chorobą. Adrianna Sobol przypomina, że otyłość rozwija się podstępnie i u każdego przebiega inaczej. Chorzy bardzo często stopniowo wycofują się z życia społecznego, ponieważ wstyd i stygmatyzacja odbierają im poczucie bezpieczeństwa. Kobieta „gruba”, mężczyzna „postawny”Społeczne oczekiwania wobec wyglądu nie dotyczą wszystkich w równym stopniu. Kobiety znacznie częściej słyszą krzywdzące komentarze i są oceniane przez pryzmat sylwetki. Jak zauważa Adrianna Sobol, mężczyzna bywa określany jako „postawny”, podczas gdy kobieta z podobną masą ciała otrzymuje łatkę „grubej”. Choroba otyłościowa nie wybiera jednak ani płci, ani wieku i może pojawić się na każdym etapie życia. Równie niebezpieczne pozostaje bagatelizowanie pierwszych sygnałów. W wielu rodzinach funkcjonują powiedzenia: „my tak mamy”, „grube kości”, „wyrośnie z tego”. Takie przekonania skutecznie opóźniają diagnozę i rozpoczęcie leczenia. Dlaczego organizm ciągle domaga się jedzenia?Coraz więcej badań pokazuje, że apetyt nie jest wyłącznie kwestią silnej woli. W niektórych fenotypach choroby organizm produkuje zbyt mało hormonów odpowiedzialnych za hamowanie łaknienia, między innymi GLP-1. Pacjent praktycznie nie otrzymuje sygnału sytości. Prof. Karolina Kędzierska-Kapuza opowiada, że osoby rozpoczynające odpowiednie leczenie często ze wzruszeniem mówią o czymś, co dla większości ludzi wydaje się oczywiste – pierwszy raz w życiu mogą odstawić talerz, ponieważ naprawdę czują się najedzone. Jednocześnie jedzenie pełni funkcję regulatora emocji. Adrianna Sobol zwraca uwagę, że bardzo często sięgamy po nie zarówno wtedy, gdy przeżywamy smutek, jak i wtedy, gdy chcemy świętować sukces. Łatwo dostępna przyjemność pomaga na chwilę poradzić sobie z napięciem, ale nie rozwiąże problemu. Menopauza, hormony i „tycie z powietrza” W gabinetach lekarskich często pada zdanie: „tyję z powietrza”. Choć brzmi jak przesada, medycyna znajduje dla niego częściowe wyjaśnienie. Prof. Kędzierska-Kapuza podkreśla, że w okresie menopauzy zmiany hormonalne wysyłają tkance tłuszczowej sygnał do gromadzenia zapasów przede wszystkim w okolicy brzucha i bioder. Oznacza to, że organizm funkcjonuje inaczej niż wcześniej, dlatego strategie leczenia również wymagają indywidualnego podejścia. Sponsorem odcinka jest Novo Nordisk – organizator kampanii „Odzyskaj lekkość życia”, więcej infomacji na: www.ootylosci.pl/specjalisci

    „Kobiety mówią: tyję z powietrza i jest w tym ziarno prawdy”. Prof. Karolina Kędzierska-Kapuza i Adrianna Sobol o tym, że otyłość to choroba, która może przytrafić się każdemu | „Jak zdrowie”, odc. 21
  7. Jul 15

    „Moja najmłodsza pacjentka miała 26 lat”. Sekrety hollywoodzkiego liftingu zdradza chirurg plastyczny dr Piotr Osuch | „Pod skórą”, odc. 2

    Lifting twarzy nie jest w chirurgii plastycznej nową procedurą – ale zyskał nową technikę i… nową klientelę. Kiedyś uchodził za zabieg dla kobiet dojrzałych, dziś pod nóż coraz częściej idą 20- i 30-latki. Tylko po co – skoro ich skóra nadal jest jędrna, a owal twarzy napięty i wyraźny? Bo lifting nie służy już tylko odmładzaniu – przekonuje dr Piotr Osuch, chirurg plastyczny twarzy specjalizujący się w nowatorskiej metodzie deep plane. Za co ten rodzaj liftingu pokochały największe gwiazdy Hollywood, a w ślad za nimi – zwyczajne kobiety i mężczyźni, którzy ustawiają się w kolejce po piękniejszą twarz? „Niewidoczny” i „naturalny”. Jak działa lifting deep plane? Technika deep plane, w której specjalizuje się dr Osuch, nieprzypadkowo ma wiele fanek (i fanów) wśród znanych osób. Pozwala bowiem precyzyjnie odświeżyć rysy – a nie całkowicie je zmodyfikować. W efekcie, choć twarz pacjenta zostaje „przerobiona”, w ogóle nie wygląda na „zrobioną”. – Ta metoda ma tę dobrą cechę, że zachowuje naturalne rysy twarzy – tłumaczy specjalista. – W odróżnieniu od tych starszych liftingów, tutaj działamy tylko na głębokich strukturach, tak że nie ma konieczności rozdzielania warstw tkanek (…), tylko podnosimy całą grubość tkanek, sięgamy do tego miejsca, gdzie są rozluźnione więzadła, gdzie jest przyczyna tego, że twarz się zmieniła w związku z upływem czasu. To największa różnica, która odróżnia metodę deep plane od starszych technik liftingu. – Nie ma stygmatów typowego liftingu, czyli nie ma takiego napięcia nadmiernego, nie ma efektu maski, nie ma takiego „windblow”, czyli efektu podmuchu wiatru – mówi w podcaście ekspert. Po deep plane wygląda się świeżo, jakby było się bardziej wypoczętym. Procedury tej nie widać na pierwszy rzut oka, co przyciąga do niej zarówno gwiazdy, jak i wszystkie osoby, które chciałyby dokonać naturalnej korekty swoich rysów. Dlaczego na deep plane decydują się coraz młodsze osoby? Jak podkreśla dr Osuch, lifting deep plane to nie jest zabieg, który koryguje skórę – lecz rysy twarzy. Dziś stanowi więc narzędzie nie tylko do odmładzania, ale i modyfikacji tych obszarów, które nie spełniają oczekiwań pacjentów. Najmłodsza pacjentka lekarza miała 26 lat i zdecydowała się na lifting, aby poprawić rysy twarzy po tym, jak opadły na skutek dużej utraty wagi. – To jest zabieg, który koryguje linię żuchwy, który koryguje napięcie tkanek głębokich, który przywraca albo koryguje kształt, jeśli chodzi o położenie brwi i o różne struktury, które są w obrębie twarzy – objaśnia ekspert. Mitem jest więc przekonanie, że lifting dedykowany jest tylko osobom, u których procesy starzenia są już zaawansowane i wymagają one ujędrnienia skóry. Jej jakość i napięcie mogą poprawić zabiegi z zakresu medycyny estetycznej – natomiast sama chirurgia tego nie zrobi. Pułapki medycyny estetycznej okiem chirurga plastycznego Ale i z mniej inwazyjnymi zabiegami lepiej uważać. Doktor Osuch nie jest ich bezkrytycznym zwolennikiem i zaleca ostrożność, zanim zdecydujemy się na założenie nici liftingujących, wstrzyknięcie kwasu hialuronowego albo stymulatorów w twarz. Efekty zbyt pochopnych decyzji swoich pacjentów widzi na własne oczy, gdy podczas operacji zagląda – dosłownie – pod ich skórę. Podcast „Pod skórą” analizuje viralowe trendy w urodzie i medycynie estetycznej napędzane przez internetowe algorytmy. Prowadząca Aleksandra Urbaniak wraz z ekspertami omawia źródła najnowszych trendów, obala szkodliwe mity i ujawnia przemilczane fakty na temat zabiegów zyskujących popularność. To rozmowy dające zdrową perspektywę na obowiązujące standardy piękna wyznaczane przez social-media, które coraz częściej dyktują nam, jak wyglądać i co robić ze swoimi ciałami.

    „Moja najmłodsza pacjentka miała 26 lat”. Sekrety hollywoodzkiego liftingu zdradza chirurg plastyczny dr Piotr Osuch | „Pod skórą”, odc. 2
  8. Jul 10

    Andrzej Bargiel o swojej wyprawie na Nanga Parbat, zaufaniu i robieniu po swojemu. „Chciałem sprawdzić, czy to fizycznie możliwe” | „Bliski kadr”, odc. 13

    „Nie mam potrzeby, żeby cokolwiek udowadniać” - mówi Andrzej Bargiel w podcaście „Bliski kadr" tuż po swoim historycznym zjeździe na nartach z Nanga Parbat czyli jednego z najwyższych szczytów świata i jednej z najbardziej niebezpiecznych gór na Ziemi. Andrzej dokonał czegoś, co przez lata wydawało się poza zasięgiem nawet najwybitniejszych himalaistów i skialpinistów. Tymczasem opowiada o tym z charakterystycznym dla siebie spokojem. Trochę jakby po prostu właśnie zgrabnie zeskoczył z trzepaka... W podcaście „Bliski kadr" rozmawiamy nie tylko o samym zjeździe, ale też o wszystkim, co wydarzyło się wcześniej. O budowaniu zespołu, analizowaniu góry, obserwowaniu lawin, czekaniu na właściwy moment i podejmowaniu decyzji, od których zależy życie. Andrzej Bargiel tłumaczy, dlaczego w górach najwyższych odwaga nie polega na podejmowaniu ryzyka, lecz na konsekwentnym odrzucaniu sytuacji, których nie da się bezpiecznie kontrolować. To rozmowa, która rozprawia się z romantycznym obrazem himalaizmu jako sportu opartego wyłącznie na brawurze. Zamiast tego słyszymy o prognozach meteorologicznych, technologii, dronach wykorzystywanych podczas wypraw, komunikacji radiowej, logistyce i wieloletnim zdobywaniu doświadczenia. Bargiel pokazuje, że największym sprzymierzeńcem ekstremalnych osiągnięć jest cierpliwość. Zjazd z Nanga Parbat jest częścią projektu Andrzeja i jego teamu pod łacińską nazwą „Hic Sunt Leones” (Tu są lwy), dzięki któremu jako pierwszy człowiek zjechał na nartach ze wszystkich pięciu ośmiotysięczników Pakistanu. Opowiada, jak zrodził się ten pomysł, dlaczego musiał nauczyć się budowania partnerstw biznesowych, organizowania wypraw i tworzenia zespołu, który od kilkunastu lat pracuje razem w najwyższych górach świata. W rozmowie nie brakuje tematów, o których mówi się znacznie rzadziej. Pakistan widziany oczami alpinisty okazuje się miejscem pełnym kontrastów - zachwycającym, ale jednocześnie naznaczonym biedą, wykluczeniem i historiami ludzi, którym czasem wystarczy niewielka pomoc, by uratować zdrowie lub życie. To także rozmowa o zaufaniu. Do partnerów, do własnego doświadczenia i do intuicji. O tym, dlaczego dobiera ludzi nie według sportowych rankingów, ale charakteru. O tym, jak zachować spokój, gdy cała ekipa przez radio przekonuje, żeby zawrócić, a ty wiesz, że właśnie teraz jest właściwy moment na zjazd.   Jak zmienił się współczesny himalaizm? Czy nowoczesny sprzęt i lżejsze butle tlenowe ułatwiają zdobywanie ośmiotysięczników? Czy media społecznościowe stały się dziś równie ważnym elementem wypraw jak przygotowanie sportowe? Jak finansuje się projekty kosztujące setki tysięcy złotych i dlaczego sam Bargiel przez lata musiał stworzyć własny model funkcjonowania poza systemem? Zapraszamy do wysłuchania najnowszego odcinka podcastu Zwierciadła z Andrzejem Bargielem.

    Andrzej Bargiel o swojej wyprawie na Nanga Parbat, zaufaniu i robieniu po swojemu. „Chciałem sprawdzić, czy to fizycznie możliwe” | „Bliski kadr”, odc. 13

Ratings & Reviews

4
out of 5
4 Ratings

About

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.

You Might Also Like