Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.

  1. 1d ago

    „Weźmy Kopciuszka, wszystko ma, a rezygnuje z imprezy w najlepszym momencie”. A ciebie, która bajka więzi? | „Słowo do słowa: Kalejdoskopy” odc. 1

    „Opowiedzmy sobie tę bajkę jeszcze raz” – proponuje Joanna Brodzik. Bo czy macocha naprawdę musi być zła, Kopciuszek zawsze niewinny, a Czerwony Kapturek sam sobie winien, skoro założył czerwoną sukienkę i poszedł do lasu? W podcaście „Słowo do słowa: Kalejdoskopy” aktorka rozmawia z dziennikarką Mariką Krajniewską o postaciach, które znamy od dzieciństwa, ale których historie być może nigdy nie zostały nam opowiedziane z właściwej perspektywy. To zaproszenie do przewrotnej, pełnej humoru i empatii rozmowy o stereotypach, kobiecych rolach i opowieściach, które wciąż wpływają na nasze życie. Joanna Brodzik proponuje empatyczne ćwiczenie. Wyobraźmy sobie kobietę, która musi wyjść za mąż, bo nie ma pieniędzy. Wchodzi w nowy związek razem ze swoimi dziećmi, a w domu czeka już na nią dziecko męża. Dziecko, które wszyscy uwielbiają, które wydaje się zdolniejsze, piękniejsze, bardziej lubiane. Jak odnaleźć się w takiej sytuacji? Jak zbudować relację, kiedy od początku funkcjonuje się w cieniu kogoś, kto ma uprzywilejowaną pozycję? Nie oznacza to oczywiście usprawiedliwiania przemocy czy okrucieństwa. Chodzi raczej o przywrócenie bohaterce prawa do bycia kimś więcej niż jednowymiarową postacią. Macocha też może mieć swoją historię, lęki, rozczarowania i niespełnione potrzeby. Może nie jest potworem, lecz kobietą uwikłaną w okoliczności, których nikt nie chce dostrzec. Czerwony Kapturek, czyli dlaczego zawsze obwiniamy dziewczynę?W rozmowie nie mogło zabraknąć innych dobrze znanych postaci. Joanna Brodzik zachęca, by zastanowić się, z jakiej bajki sami pochodzimy i jakie historie wciąż nas ograniczają. Co nas więzi? Jakie emocje budzi w nas Kopciuszek? A może Czerwony Kapturek, który przecież sam wybrał się do lasu w czerwonym ubraniu? Aktorka z przekorą pyta, dlaczego dziewczynka nie mogła ubrać się na szaro. Czy naprawdę musiała zakładać czerwoną, krótką sukienkę? W tej przewrotnej uwadze kryje się coś więcej niż żart. To dobrze znany mechanizm obwiniania kobiet za to, co je spotyka. Za wygląd, ubranie, zachowanie, decyzje. Zamiast pytać o sprawcę, zastanawiamy się, czy ofiara nie sprowokowała nieszczęścia. Kopciuszek i fetysz stóp Szczególnie ciekawie robi się przy Kopciuszku. W tradycyjnej wersji tej historii dziewczyna otrzymuje niemal wszystko: pojawia się wróżka, piękna suknia, karoca i zaproszenie na bal. Sprzyja jej szczęście, a los wreszcie otwiera przed nią drzwi do lepszego świata. Mimo to opuszcza imprezę w najciekawszym momencie, pozostawiając po sobie pantofelek, który stanie się narzędziem poszukiwań przyszłej żony księcia. Joanna Brodzik nie zamierza jednak bezkrytycznie przyjmować tej wersji wydarzeń. Zauważa z humorem, że Kopciuszek rezygnuje z zabawy w najlepszym momencie, jakby jej przyszłość miała zależeć od tego, czy odnajdzie ją książę z wyjątkowym zainteresowaniem kobiecymi stopami. A przecież można tę opowieść poprowadzić zupełnie inaczej. Co by się stało, gdyby bohaterka została na balu? Gdyby wybiła północ, zniknęły czary, piękna suknia i wszystkie zewnętrzne atrybuty, a ona po prostu pozostała sobą? Marika Krajniewska proponuje właśnie taki scenariusz. Kopciuszek nie ucieka, nie podporządkowuje całego życia poszukiwaniom księcia. Zostaje na przyjęciu i sprawdza, co wydarzy się dalej. Może okazałoby się, że jest tam znacznie ciekawsza niż w bajkowej wersji, w której jej najważniejszym zadaniem jest zostać rozpoznaną przez mężczyznę? Joanna dorzuca do tej wizji jeszcze jeden szczegół: Kopciuszek byłby jedyną dziewczyną na przyjęciu w swetrze. Przywołuje przy tym słowa Audrey Hepburn, która miała mawiać, że lepiej być jedyną kobietą na imprezie w swetrze niż w sytuacji odwrotnej. Aktorka nie ukrywa, że uwielbia tę myśl. Pozostaje tylko pytanie Mariki: jak książę zareagowałby na dziewczynę w swetrze? I czy nadal byłby nią zainteresowany, gdyby nie miała na sobie spektakularnej sukni, szklanych pantofelków i całej magicznej oprawy?

    „Weźmy Kopciuszka, wszystko ma, a rezygnuje z imprezy w najlepszym momencie”. A ciebie, która bajka więzi? | „Słowo do słowa: Kalejdoskopy” odc. 1
  2. 2d ago

    „Mam 39 lat i cieszę się ze starzenia”. Julia Kamińska o uwolnieniu od presji chudości i rytuałach „longevity” | „Ukryte piękno”. odc. 37

    „Chciałabym, żeby kiedyś nic nie musiało mnie już obchodzić. Żebym była wolna od oczekiwań, ocen i presji”. Julia Kamińska nie traktuje upływu czasu jak przeciwnika, którego trzeba za wszelką cenę pokonać. Przeciwnie, coraz bardziej docenia to, co przynosi dojrzałość: świadomość siebie, zgodę na niedoskonałość i umiejętność wybierania własnych potrzeb. W rozmowie z Magdaleną Kuszewską w podcaście „Ukryte piękno” opowiada o starzeniu się bez lęku, pielęgnacyjnych rytuałach, doświadczeniu zaburzeń odżywiania i o tym, dlaczego prawdziwe dbanie o siebie zaczyna się znacznie głębiej niż na powierzchni skóry. Starzenie się? Coraz bardziej mi się podoba To spojrzenie dobrze oddaje sens longevity, który coraz częściej pojawia się w rozmowach o zdrowiu, urodzie i stylu życia. Nie chodzi wyłącznie o wydłużanie życia ani o kolejne sposoby na zatrzymanie młodości. Ważniejsze staje się pytanie, jak przeżywać kolejne lata w dobrej kondycji, z energią i poczuciem, że nie trzeba nieustannie walczyć z własnym ciałem. Dla aktorki istotna jest przede wszystkim zmiana perspektywy: zamiast koncentrować się na tym, co należałoby poprawić, coraz częściej dostrzega to, co już ma i czego nie chce stracić. Mniej poprawiania, więcej troski o siebie Zmienia się również codzienna pielęgnacja Julii Kamińskiej. Kiedyś pełny makijaż był dla niej warunkiem dobrego samopoczucia. Dziś wystarcza jej znacznie mniej. Aktorka opowiada, że coraz chętniej stawia na naturalny efekt, a kosmetyk, po który sięga, ma przede wszystkim wyrównywać koloryt skóry, chronić ją i subtelnie rozświetlać. Nie chodzi o stworzenie nowej twarzy, lecz o podkreślenie tej, którą już ma. Właśnie z takiego podejścia wyrasta jej współpraca z marką Orientana, z którą współtworzy linię kosmetyków LONGEVITY CODE. Jak podkreśla, znała wcześniej produkty marki, używała ich i bliskie są jej wartości, na których opiera się ta filozofia pielęgnacji. Wspólnym mianownikiem jest myślenie o skórze w dłuższej perspektywie, a nie wyłącznie przez pryzmat natychmiastowego efektu. Pielęgnacja staje się więc czymś więcej niż nakładaniem kolejnych preparatów. To moment, w którym można zwolnić, wrócić do siebie i przypomnieć sobie, że ciało nie jest projektem wymagającym nieustannego nadzoru. Siedzenie w domu jest cudowne Przebodźcowanie to jeden z tematów, które szczególnie mocno wybrzmiewają w rozmowie. Żyjemy w rzeczywistości, w której niemal każda wolna chwila może zostać wypełniona kolejną porcją treści. Powiadomienia, wiadomości, krótkie filmy, informacje i obrazy konkurują o naszą uwagę. Dla Julii Kamińskiej świadome odłączanie się od platform społecznościowych staje się zatem ważnym elementem dbania o dobrostan. Wyciszenie nie jest dla niej luksusem, na który można sobie pozwolić dopiero po wykonaniu wszystkich obowiązków. To świadomy wybór i sposób na odzyskanie przestrzeni dla siebie. Ważny szczególnie teraz, kiedy aktorka jest w intensywnym momencie zawodowym. Pracuje nad swoim debiutem filmowym w podwójnej roli scenarzystki i reżyserki. Ciało to nie projekt do odchudzania Najbardziej osobisty fragment rozmowy dotyczy jednak doświadczenia zaburzeń odżywiania. Kamińska opowiada o trudnym okresie swojego życia, w którym bardzo schudła. Nie sprowadza tego doświadczenia do kwestii wyglądu ani chwilowej potrzeby zmiany sylwetki. Jak wyjaśnia, za jej problemami stały trudne przeżycia i głębokie nieszczęście. Jedzenie przestało jej smakować, a ciało zaczęło odzwierciedlać stan, w którym się znajdowała. Longevity zaczyna się od zgody na siebie W rozmowie z Magdaleną Kuszewską Julia Kamińska pokazuje, że długowieczność rozumiana jako świadome dbanie o przyszłość nie musi oznaczać życia według restrykcyjnego planu. Nie wymaga nieustannego monitorowania każdego parametru, kontrolowania każdego posiłku ani traktowania twarzy jak powierzchni, którą trzeba regularnie naprawiać. Czasem oznacza masaż, krem z filtrem, wieczór w domu, wyjście do kina albo odłożenie telefonu.

    „Mam 39 lat i cieszę się ze starzenia”. Julia Kamińska o uwolnieniu od presji chudości i rytuałach „longevity” | „Ukryte piękno”. odc. 37
  3. 3d ago

    „W tańcu przez chwilę jestem hetero”. Michał Kassin o coming oucie przed mamą i autorskim sposobie na kompleksy | „Soft power” odc. 4

    „Długo nie mogłem zaakceptować swojej orientacji seksualnej” – mówi Michał Kassin, tancerz i choreograf, który przez lata uczył się funkcjonować w świecie pełnym oczekiwań, ocen i stereotypów. Zaczynał w niewielkich Pszczółkach, zafascynowany telewizyjnym „Tańcem z gwiazdami”. Dziś wie, że talent to dopiero początek, a droga do zawodowego sukcesu wymaga nie tylko ciężkiej pracy, ale też odporności psychicznej, odwagi i zaakceptowania samego siebie. W rozmowie z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską w podcaście „Soft power” opowiada o presji wyglądu, kompleksach, pochodzeniu, seksualności i szczęściu, które czasem przychodzi w najmniej spodziewanym momencie. W rozmowie z Sylwią Sitkowską i Magdaleną Kuszewską Kassin wraca do początków swojej drogi, pokazując, jak wielkie znaczenie ma pierwszy impuls i spotkanie z kimś, kto potrafi dostrzec w młodym człowieku potencjał. Bo marzenia, nawet te najbardziej odległe, potrzebują czasem tylko jednego konkretnego doświadczenia, żeby przestały być fantazją. Taniec to nie tylko talent Zawodowy taniec kojarzy się z elegancją, pięknymi kostiumami, perfekcyjnymi ruchami i spektakularnymi występami. Za kulisami kryje się jednak branża wymagająca nie tylko fizycznej sprawności, ale też wyjątkowej odporności psychicznej. Kassin nie ukrywa, że wielu jego znajomych ostatecznie zdecydowało się na zmianę zawodu. Powód? Taniec jest sztuką niezwykle subiektywną, w której ocena umiejętności często splata się z oceną wyglądu. Ciało tancerza staje się narzędziem pracy, ale też przedmiotem nieustannej obserwacji. Liczą się proporcje, sylwetka, prezencja, sposób poruszania się. Łatwo w takich warunkach zacząć traktować własny wygląd jak projekt, który zawsze wymaga kolejnej poprawki. Nawet osoby wysportowane, sprawne i podziwiane przez publiczność mogą zmagać się z poczuciem, że coś jest z nimi nie tak. Michał opowiada o kompleksie uszu, który przez długi czas zajmował w jego głowie zaskakująco dużo miejsca. W pewnym momencie postanowił, że zrobi operację plastyczną. Nie była to jednak jedyna część ciała, z którą musiał się oswoić. Miał również trudność z zaakceptowaniem własnej nagości, choć dziś, patrząc na swoje dawne zdjęcia, widzi piękne, wysportowane i smukłe ciało. Jak przestać walczyć z własnym ciałem? Jedna z najbardziej poruszających historii, którymi dzieli się Kassin, dotyczy sesji fotograficznej. Zamiast bez końca analizować swoje niedoskonałości, zdecydował się na doświadczenie, które pozwoliło mu spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Zamówił sesję u fotografa specjalizującego się w aktach. Efekt okazał się piękny, ale ważniejsze od samych zdjęć było to, co wydarzyło się w jego głowie. „Czy ja nie jestem za biedny na ten sport?”W karierze Michała Kassina nie zabrakło chwil zwątpienia. Co ciekawe, nie dotyczyły one samego tańca ani przekonania, że powinien robić coś innego. Pojawiały się wtedy, gdy zaczynał porównywać swoje możliwości z możliwościami osób pochodzących z bardziej uprzywilejowanych środowisk. „W tańcu przez chwilę jestem hetero” W rozmowie pojawia się również temat, który dla wielu osób wciąż pozostaje trudny: akceptacja własnej orientacji seksualnej w środowisku zawodowym i społecznym. Kassin przyznaje, że długo nie potrafił pogodzić się ze swoją seksualnością. Zaczęło się od coming outu przed mamą, który okazał się bardzo wzruszającą chwilą, ale poprzedziły go dwa „podejścia”. Taniec, paradoksalnie, bywał przestrzenią, w której mógł na moment wejść w rolę zgodną z heteronormatywnym wyobrażeniem relacji. Praca z partnerkami, bliskość fizyczna, romantyczna choreografia – wszystko to jest częścią scenicznego języka. Jednak poza parkietem pojawiały się pytania, które potrafiły być znacznie bardziej kłopotliwe. Skoro tańczy z pięknymi kobietami, dlaczego wciąż nie ma dziewczyny? Za pozornie niewinną ciekawością kryje się założenie, że wygląd partnerki i bliskość na scenie powinny coś mówić o prywatnym życiu tancerza.

    „W tańcu przez chwilę jestem hetero”. Michał Kassin o coming oucie przed mamą i autorskim sposobie na kompleksy | „Soft power” odc. 4
  4. 4d ago

    Sztuczna inteligencja zaprojektuje ci uśmiech, a robotyczne ramię wstawi nowy ząb. O nowoczesnej stomatologii rozmawiamy z drem Maciejem Cićkiewiczem

    Rewolucja AI nie omija takich dziedzin medycyny jak stomatologia. Dziś nowy uśmiech można zaprojektować od początku do końca cyfrowo za pomocą inteligentnych skanerów i algorytmów. Jak wygląda nowoczesne podejście do leczenia i upiększania zębów? Opowiada o tym dr Maciej Cićkiewicz, specjalista ortodoncji, który był gościem 4. odcinka podcastu „Pod skórą”. Piękne zęby dzięki AI Nowoczesne placówki stomatologiczne w niczym nie przypominają już siermiężnych gabinetów dentystycznych, które pamiętamy sprzed dwudziestu lat. Wyglądają jak kliniki przyszłości, w których każdy pacjent może mieć zęby „uszyte na miarę”. Są naszpikowane technologią i urządzeniami znacznie skracającymi proces uzyskiwania nowego uśmiechu. – Od wielu lat mamy skaner wewnątrzustny – mówimy tu zarówno o skanowaniu zębów, jaki dziąseł – mówi dr Maciej Cićkiewicz. – W poprzednich latach używaliśmy wycisków, które wymagały włożenia całej masy i łyżki wyciskowej do buzi i to był duży dyskomfort. Dzisiaj, w momencie kiedy mamy skaner, wkładamy to urządzenie i nie dotykamy w ogóle do zębów. Przesuwając je nad zębami, skanujemy w kilka sekund całe środowisko jamy ustnej. Zamienia się [ono] w obraz cyfrowy trójwymiarowy, który możemy przesłać w dowolne miejsce. Po zrobieniu skanów do akcji wkracza sztuczna inteligencja. Specjalne algorytmy pomagają w projektowaniu nowego uzębienia i szybszym opracowaniu planu leczenia. Jak podkreśla jednak dr Cićkiewicz, nie zastąpią one lekarza stomatologa – mimo że są dobrym punktem wyjścia, projekt powstały dzięki AI często wymaga niezbędnych poprawek i udoskonaleń. Są też zadania, w których stomatologów zaczynają wyręczać… roboty. A konkretnie robotyczne ramię, które może na przykład precyzyjnie umieścić w dziąśle implant. Trzeba przy tym zaznaczyć, że technologia ta stanowi nowinkę, a sam dr Cićkiewicz przyznaje, że jest jeszcze za wcześnie, by sam zdecydował się na zabieg z użyciem wyłącznie robotycznego ramienia. Na pytanie, czy w przyszłości czeka nas „bezobsługowa” stomatologia, w której maszyny odgrywają wiodącą rolę, odpowiada jednak twierdząco. Obejrzyj cały odcinek podcastu „Pod skórą”, w którym dr Maciej Cićkiewicz odpowiada na pytania dotyczące bondingu, ortodoncji czy modnych ostatnio jednodniowych metamorfoz uśmiechu.

    Sztuczna inteligencja zaprojektuje ci uśmiech, a robotyczne ramię wstawi nowy ząb. O nowoczesnej stomatologii rozmawiamy z drem Maciejem Cićkiewiczem
  5. 5d ago

    „Jak dajemy sobie KPI w domu, to już przestaje być rodzicielstwo”. Jak wspierać nastolatka, nie zarządzając jego życiem? | „Ukryte piękno”. odc. 36

    „Jak dajemy sobie KPI w domu, to już przestaje być rodzicielstwo, a zaczyna być biznes domowy” – mówi Małgorzata Górska, psycholożka i szefowa HR w VeloBanku. W świecie, w którym od dzieci oczekuje się dobrych ocen, przemyślanych decyzji i sukcesów, łatwo pomylić troskę z kontrolą. Jak wspierać nastolatka przed maturą, pomóc mu odnaleźć własną drogę i nie zamienić rodzinnego domu w kolejną instytucję rozliczającą z wyników? O tym w podcaście „Ukryte piękno” rozmawiają dziennikarka Anna Augustyn-Protas, aktorka Magdalena Różczka oraz psycholożki Katarzyna Miller i Małgorzata Górska. Sponsorem odcinka jest VeloBank. Rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. Żeby miały dobre wykształcenie, ciekawe możliwości, satysfakcjonującą pracę i poczucie bezpieczeństwa. Problem zaczyna się wtedy, gdy troska o przyszłość młodego człowieka przeradza się w szczegółowy plan, którego realizację dorośli chcą nadzorować na każdym etapie. Oceny, korepetycje, dodatkowe zajęcia, wybór szkoły, studiów, a potem pierwszej pracy. W pewnym momencie życie nastolatka może zacząć przypominać przedsięwzięcie, którego powodzenie zależy od regularnego raportowania postępów. Dziecko to nie projekt do zrealizowania Małgorzata Górska zwraca uwagę na pułapkę przenoszenia do rodziny języka zarządzania. Kiedy rodzice wyznaczają dzieciom kolejne cele i mierzą ich realizację, łatwo zapomnieć, że relacja z nimi nie powinna opierać się na efektywności. Jak zauważa psycholożka, domowe KPI, czyli wskaźniki realizacji założonych celów, mogą sprawić, że rodzicielstwo zaczyna przypominać prowadzenie firmy. W pracy cele, terminy i ocena wyników pomagają organizować działania. W rodzinie podobny mechanizm może jednak przynieść odwrotny skutek. Zamiast budować zaufanie, tworzy atmosferę nieustannej kontroli. Zamiast zachęcać do samodzielności, uczy dziecko, że jego wartość zależy od tego, czy spełnia oczekiwania innych. Przecież dobry wynik na egzaminie nie mówi wszystkiego o młodym człowieku. Nie pokazuje jego wrażliwości, odwagi, zdolności do budowania relacji ani tego, jak poradzi sobie z porażką. A właśnie te umiejętności będą mu potrzebne, kiedy skończy się szkoła i zacznie samodzielnie podejmować decyzje. „Mam trzy córki i każda z nich jest zupełnie różna” Nie ma jednej instrukcji obsługi nastolatka. To, co pomaga jednemu dziecku, drugiemu może przynieść frustrację. Jedno potrzebuje rozmowy i wspólnego szukania rozwiązań, inne najpierw musi pobyć samo. Są nastolatki, które dobrze reagują na konkretne wskazówki, i takie, które odbierają je jako próbę przejęcia kontroli nad ich życiem. Magdalena Różczka przyznaje, że zaskakuje ją samo myślenie o wychowaniu w kategoriach menedżerowania. Aktorka, która jest mamą trzech córek, podkreśla, że każda z nich jest inna. Nie sposób więc traktować ich według jednego schematu i oczekiwać, że te same metody przyniosą identyczne rezultaty. To ważna perspektywa dla rodziców, którzy niekiedy szukają uniwersalnych odpowiedzi na pytania o motywację, naukę i przyszłość. Porównywanie dzieci między sobą, nawet jeśli wydaje się niewinne, może prowadzić do poczucia, że trzeba dorównać rodzeństwu albo sprostać rodzinnym wyobrażeniom o sukcesie. Tymczasem różnice nie są problemem do rozwiązania. Stanowią punkt wyjścia do poznania drugiego człowieka. Wspieranie nastolatka wymaga zatem ciekawości. Co go interesuje? Czego się boi? W jakich sytuacjach czuje się pewnie, a kiedy traci wiarę we własne możliwości? Czasem odpowiedzi nie będą zgodne z oczekiwaniami rodziców. I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwe wyzwanie: zaakceptować, że dziecko może mieć inny temperament, inne ambicje i odmienny pomysł na przyszłość. Wielki lęk przed porażką Szczególnie trudno zachować spokój, kiedy zbliżają się egzaminy. Matura często urasta do rangi wydarzenia, które ma zadecydować o całym dalszym życiu. Rodzice martwią się, czy dziecko dostanie się na wymarzone studia, czy wybierze dobry kierunek i czy nie zamknie sobie drogi do przyszłej kariery.

    „Jak dajemy sobie KPI w domu, to już przestaje być rodzicielstwo”. Jak wspierać nastolatka, nie zarządzając jego życiem? | „Ukryte piękno”. odc. 36
  6. Oct 29

    „Nasz system nerwowy jest napięty jak guma w za małych majtkach”. Joanna Jurga o tym, co uciszamy, jak się zagłuszamy | „Słowo do słowa”. odc. 16

    „Nie umiemy być w ciszy, zagłuszamy się” – zauważa Joanna Jurga, projektantka przestrzeni, która w podcaście „Słowo do słowa", Joanny Brodzik przygląda się temu, jak współczesny styl życia wpływa na nasze samopoczucie. Smartfony, nieustanny hałas, nadmiar bodźców i przymus bycia dostępnym sprawiają, że coraz trudniej nam usłyszeć własne potrzeby. Czy dom może stać się miejscem, w którym odzyskujemy siebie? I dlaczego, zanim zaczniemy urządzać przestrzeń wokół nas, warto przyjrzeć się temu, co dzieje się w naszej głowie? Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy. Miało być łatwiej, szybciej i wygodniej. Tymczasem zamiast zyskiwać czas, coraz częściej tracimy go na przeskakiwanie między powiadomieniami, wiadomościami i kolejnymi treściami, które domagają się naszej uwagi. Sięgamy po telefon niemal odruchowo, nawet wtedy, gdy nie mamy konkretnego powodu. Wystarczy chwila nudy, ciszy albo niepokoju, żeby ekran stał się najprostszym sposobem na zajęcie głowy. Smartfon pożera naszą uwagę Joanna Jurga zwraca uwagę, że współczesne technologie wyprzedzają nasze możliwości adaptacyjne. Smartfon dysponuje ogromną pamięcią, a mimo to to nie on, lecz my pozostajemy w nieustannej gotowości do odbierania kolejnych sygnałów. Jak zauważa gościni podcastu, problem polega również na przekonaniu, że kiedy odwrócimy wzrok od ekranu, coś ważnego może nas ominąć. W efekcie nawet odpoczynek zaczynamy traktować jak przerwę, którą trzeba czymś wypełnić. Odłączenie się od sieci nie musi oznaczać radykalnej rezygnacji z technologii. Jurga przyznaje, że niewiele zna domów, w których w niedzielę wszyscy odkładają telefony do koszyczka i świadomie wybierają bycie offline. Nie chodzi jednak o to, by z dnia na dzień porzucić internet, lecz by odzyskać wpływ na to, kiedy i w jaki sposób z niego korzystamy. Pierwszym krokiem może być prosta zmiana: kawa wypita bez sprawdzania wiadomości, posiłek bez ekranu albo wieczór, podczas którego nie musimy natychmiast odpowiadać na każdą wiadomość. To drobne gesty, ale pozwalają sprawdzić, jak bardzo przyzwyczailiśmy się do nieustannej stymulacji. I czy potrafimy jeszcze być ze sobą bez dodatkowych bodźców. Przebodźcowanie. Kiedy układ nerwowy nie ma już chwili wytchnienia Żyjemy w kulturze, która premiuje szybkość, efektywność i dostępność. Odpowiadamy na maile po godzinach, słuchamy podcastów podczas spaceru, oglądamy seriale, jednocześnie przeglądając media społecznościowe. Nawet chwile, które mogłyby służyć regeneracji, zamieniamy w kolejne okazje do przyswajania informacji. Joanna Jurga opisuje ten stan obrazowo: „Nasz system nerwowy jest napięty jak guma w za małych majtkach”. W tym porównaniu jest i humor, i trafna diagnoza codzienności, w której napięcie staje się niemal niezauważalnym tłem. Przyzwyczajamy się do pośpiechu tak bardzo, że spokój może wydawać się nam czymś nienaturalnym. Kiedy pojawia się lęk, niepokój czy trudna emocja, często próbujemy natychmiast je zagłuszyć. Włączamy telewizor, odruchowo sięgamy po telefon, zajmujemy się kolejnym zadaniem. Nie zawsze dlatego, że naprawdę tego potrzebujemy. Czasem po prostu nie wiemy, co zrobić z chwilą, w której nic się nie dzieje. Jurga zwraca uwagę, że również praca nad uważnością może początkowo przynieść zaskakujące doświadczenia. Kiedy zaczynamy medytować i przestajemy dostarczać sobie kolejnych rozpraszaczy, w głowie niekoniecznie pojawia się upragniona cisza. Często odkrywamy raczej chaos myśli, emocji i skojarzeń. Jak mówi gościni, przez pierwsze lata medytowania można mieć w środku „sałatkę jarzynową”. Dom, który pozwala odetchnąć Dom powinien być miejscem odpoczynku, ale w praktyce często staje się przedłużeniem świata, od którego chcielibyśmy odpocząć. Sponsorem odcinka jest NIVONA, producent automatycznych ekspresów do kawy.

    „Nasz system nerwowy jest napięty jak guma w za małych majtkach”. Joanna Jurga o tym, co uciszamy, jak się zagłuszamy | „Słowo do słowa”. odc. 16
  7. Oct 28

    „Pamiętam taką piękną niedzielę, wyczułam zmianę i zrobiło mi się niedobrze”. Jakie mity nt. raka piersi usypiają naszą czujność? | „Jak zdrowie” odc. 23

    „Najczęściej zmiany wykrywają nie kobiety, a ich partnerzy” – mówi Magda Kardynał, prezeska Fundacji OmeaLife – Rak Piersi Nie Ogranicza. Dlaczego tak wiele z nas odkłada profilaktykę, choć wie, jak ważna jest dla zdrowia? W rozmowie z Anną Augustyn-Protas w podcaście „Jak zdrowie” opowiada o własnym doświadczeniu choroby, trudnych decyzjach dotyczących leczenia i wsparciu, którego naprawdę potrzebują kobiety z diagnozą raka piersi. Sponsorem odcinka jest firma odzieżowa, Taranko. Odkładamy badania, bo zawsze jest coś ważniejszego Na liście codziennych obowiązków badanie piersi często przegrywa z pracą, opieką nad dziećmi i sprawami, które nie mogą czekać. Paradoksalnie dotyczy to również kobiet dobrze wykształconych, świadomych i mających dostęp do opieki medycznej. Wiedzą, że profilaktyka jest ważna, ale własne zdrowie przesuwają na koniec listy. A potem na kolejny dzień, tydzień i miesiąc. W podcaście „Jak zdrowie” Anna Augustyn-Protas pyta Magdę Kardynał, dlaczego tylko jedna trzecia kobiet chce badać się w kierunku raka piersi. Prezeska Fundacji OmeaLife zwraca uwagę, że problem nie sprowadza się do braku wiedzy. Wśród kobiet, z którymi spotyka się w swojej działalności, są również osoby zajmujące wysokie stanowiska, dysponujące środkami finansowymi i świadome znaczenia profilaktyki. Mimo to nie znajdują czasu dla siebie. Jak zauważa, o własnych potrzebach myślą dopiero wtedy, gdy uporają się z pracą, rodziną i obowiązkami. To jeden z mechanizmów, które sprawiają, że troska o zdrowie przegrywa z codziennością. Kobiety przywykły do bycia odpowiedzialnymi za innych, ale nie zawsze potrafią przyznać sobie podobne prawo do opieki. Łatwiej zorganizować wizytę lekarską dziecku, zadbać o potrzeby partnera czy pomóc rodzicom niż zatrzymać się i sprawdzić, co dzieje się z własnym ciałem. Nie zawsze chodzi jednak o brak czasu. Czasem przeszkodą jest lęk przed tym, co można usłyszeć w gabinecie. Niektóre kobiety wolą nie wiedzieć, bo wyobrażają sobie, że dopóki nie ma diagnozy, nie ma również choroby. Badanie staje się wówczas nie tyle elementem profilaktyki, ile konfrontacją z najgorszym scenariuszem. Tyle że unikanie odpowiedzi nie usuwa ryzyka. Odbiera natomiast możliwość odpowiednio wczesnego rozpoznania problemu i podjęcia dalszych działań. „Jesteś za młoda na raka”. Mity, które usypiają czujność Wokół raka piersi wciąż funkcjonują przekonania, które mogą dawać złudne poczucie bezpieczeństwa. Jednym z nich jest przeświadczenie, że choroba dotyczy przede wszystkim starszych kobiet. Innym – że karmienie piersią chroni przed nowotworem w takim stopniu, że można przestać zwracać uwagę na profilaktykę. Magda Kardynał zwraca uwagę, że kobiety słyszą, iż są za młode na raka albo że karmienie piersią je przed nim uchroni. Takie zapewnienia mogą skutecznie uśpić czujność. Tymczasem żaden z tych argumentów nie daje gwarancji, że choroba się nie rozwinie. Dlatego tak ważne jest, by nie traktować wieku ani macierzyństwa jako powodów do rezygnacji z troski o piersi. Profilaktyka powinna uwzględniać wiek, indywidualną sytuację i zalecenia medyczne. Niepokojące zmiany wymagają konsultacji lekarskiej, niezależnie od tego, ile mamy lat. Warto też pamiętać, że samobadanie i obserwowanie własnego ciała nie zastępują badań obrazowych. Mogą pomóc zauważyć zmianę, ale nie wykluczają choroby. W zależności od wieku i indywidualnego ryzyka lekarz może zalecić odpowiednie badania, w tym USG lub mammografię. Przełamywanie tabu zaczyna się od rozmowy, która nie straszy, ale też nie bagatelizuje zagrożenia. Zamiast powtarzać, że rak na pewno nas nie dotyczy, lepiej stworzyć przestrzeń, w której można bez wstydu zapytać o badania, ryzyko i niepokojące objawy. Wiedza nie powinna być kolejnym źródłem lęku. Ma pomagać podejmować decyzje.

    „Pamiętam taką piękną niedzielę, wyczułam zmianę i zrobiło mi się niedobrze”. Jakie mity nt. raka piersi usypiają naszą czujność? | „Jak zdrowie” odc. 23
  8. Oct 23

    „Wcale mnie nie obchodzi, co robi mój były”. Jak język zdradza nasze prawdziwe intencje? | „Rozmowy z sensem” odc. 2

    „Ludzie często mówią do nas jak to idiotów np. nie żebym była złośliwa, ale... " – mówi psycholingwistka, dr Małgorzata Majewska w „Rozmowy z sensem”, Agnieszki Radomskiej. W codziennych rozmowach więcej niż chcemy powiedzieć zdradzają pozornie niewinne pytania, nadmiar wyjaśnień i deklaracje, że coś jest nam zupełnie obojętne. Jak rozpoznawać ukryte komunikaty, dlaczego nie zawsze słuchamy, by zrozumieć, i co nasz sposób mówienia mówi o relacjach? Jednym z częstszych problemów w komunikacji jest to, że pytamy, choć wcale nie zależy nam na odpowiedzi. Wypowiadamy zdanie o formie pytania, ale jego prawdziwym celem jest wyrażenie pretensji, rozczarowania albo złości. Dr Majewska nazywa to jedną z największych chorób komunikacyjnych: „My nie pytamy z ciekawości”. Agnieszka Radomska dopowiada, że często po prostu nie jesteśmy zainteresowani tym, co druga osoba ma do powiedzenia. Wystarczy przyjrzeć się codziennym rozmowom w domu. „Agnieszko, dlaczego zostawiłaś brudne buty w przedpokoju?” – takie zdanie może brzmieć jak prośba o wyjaśnienie. W praktyce nierzadko oznacza jednak: „Jestem zła, że znowu zostawiłaś bałagan”. Osoba pytająca niekoniecznie chce dowiedzieć się, dlaczego buty znalazły się w tym miejscu. Chce, żeby druga strona poczuła ciężar jej niezadowolenia. Czy da się z tego wyjść? Pierwszym krokiem jest rozpoznanie własnej intencji. Zanim zadamy pytanie, warto sprawdzić, czy naprawdę chcemy poznać odpowiedź. Jeśli nie, uczciwiej będzie nazwać emocję albo potrzebę. To nie gwarantuje, że rozmowa przebiegnie bez napięć, ale daje szansę na porozumienie, zamiast zmuszać drugą osobę do odgadywania ukrytego znaczenia. „Ja osobiście uważam” W codziennych rozmowach łatwo przeoczyć nadmiar słów. Niektóre zwroty wydają się tak naturalne, że używamy ich automatycznie. „Ja osobiście uważam”, „szczerze mówiąc”, „tak naprawdę” – każdy z nich może pełnić określoną funkcję, ale warto zwrócić uwagę, kiedy staje się niepotrzebnym dodatkiem do wypowiedzi. Dr Majewska odwołuje się do pojęcia ekonomii języka. W rozmowie liczy się nie tylko to, co mówimy, ale również to, ile słów potrzebujemy, żeby przekazać daną myśl. Jak zauważa psycholingwistka, nadmierne rozbudowywanie wypowiedzi może czasem oznaczać, że próbujemy zasłonić słowami swoje intencje albo podkreślić własną pozycję, ponieważ czujemy się niepewnie. Wstyd, który ukrywa się za pewnością siebie U podstaw wielu sposobów komunikowania się może leżeć emocja, o której niechętnie rozmawiamy: wstyd. Dr Majewska przywołuje definicję Brené Brown, badaczki zajmującej się między innymi wstydem i wrażliwością. W tym ujęciu chodzi o lęk przed odrzuceniem: obawę, że jeśli ktoś zobaczy, jacy naprawdę jesteśmy i czego się w sobie wstydzimy, wykluczy nas ze wspólnoty. Taki lęk może wpływać na sposób, w jaki mówimy, bronimy własnego zdania i reagujemy na krytykę. Kiedy boimy się oceny, próbujemy kontrolować wrażenie, jakie wywieramy na innych. Możemy przesadnie się tłumaczyć, ukrywać niepewność za stanowczymi deklaracjami albo atakować, zanim ktoś zdąży zakwestionować naszą pozycję. Język staje się wtedy rodzajem zbroi. „Najbardziej boję się ludzi, którzy się nie mają wahań” Pewność siebie bywa atrakcyjna. W świecie pełnym sprzecznych informacji i niejednoznacznych sytuacji łatwo ulec osobom, które mówią stanowczo, nie dopuszczają wątpliwości i sprawiają wrażenie, że wszystko mają pod kontrolą. Jednak w rozmowie nie zawsze jest to oznaka siły. „Najbardziej boję się ludzi, którzy się nie mają wahań, którzy wiedzą, jak jest” – mówi dr Majewska. Ta uwaga zwraca uwagę na znaczenie wątpliwości. Umiejętność powiedzenia „nie wiem”, „mogę się mylić” albo „muszę to przemyśleć” świadczy o gotowości do uznania, że rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana, niż chcielibyśmy wierzyć.

    „Wcale mnie nie obchodzi, co robi mój były”. Jak język zdradza nasze prawdziwe intencje? | „Rozmowy z sensem” odc. 2

Ratings & Reviews

4
out of 5
4 Ratings

About

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.

You Might Also Like