Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.

  1. „Czy kobiecie wypada być zabawną? Jak już to lekko, uroczo”. Ile ryzykowały Czubaszek, Grodzieńska i Samozwaniec? | „Kultura i inne przyjemności”

    2D AGO

    „Czy kobiecie wypada być zabawną? Jak już to lekko, uroczo”. Ile ryzykowały Czubaszek, Grodzieńska i Samozwaniec? | „Kultura i inne przyjemności”

    Przez wieki zastanawiano się, czy kobiecie w ogóle wypada być zabawną. Jeśli już – to raczej „uroczo”, „lekko”, bez przesady. Magdalena Samozwaniec, Stefania Grodzieńska i Maria Czubaszek miały na to własną odpowiedź: robiły humor na serio. Bez taryfy ulgowej, bez zgody na bylejakość. O nich – i o cenie, jaką płaci się za śmiech – opowiada książka Violetty Ozminkowski „Humorystki. Kobiety, które uczyły nas śmiechu”. Sponsorem odcinka podcastu „Kultura i inne przyjemności” jest Wydawnictwo Prószyński i S-ka – wydawca książki Violetty Ozminkowski „HUMORYSTKI. Kobiety, które uczyły nas śmiechu”.  Kobieta, która jest zabawna, zawsze ryzykuje więcej Samozwaniec, Grodzieńska i Czubaszek były nie tylko zabawne. One przekraczały granice, których nikt im formalnie nie wyznaczył, ale które wszyscy doskonale znali. Nie nazywały siebie feministkami, a jednak – jak podkreśla Ozminkowski – „to, co robiły z własnym życiem, tego dowodzi”. Każda z nich na swój sposób wyrywała sobie prawo do niezależności: ekonomicznej, emocjonalnej, językowej. Humor był ich narzędziem, ale i tarczą. Czasem – bronią obosieczną. Magdalena Samozwaniec: ironia zamiast nazwiska ojca Magdalena Samozwaniec nie chciała nazwiska ojca. Nie chciała też wpisywać się w legendę rodu Kossaków, choć z niej nieustannie ją rozliczano. „Mocno się maluję, bo chcę zużyć wszystkie farby po Kossakach” – żartowała, jednym zdaniem unieważniając patos rodzinnego dziedzictwa. Jej humor był błyskotliwy, ale relacje – znacznie trudniejsze. Gdy Zofia pyta Violettę Ozminkowski, jakie zachowania bohaterek były jej obce, odpowiedź pada bez wahania: „Myślę, że ta niemiłość Magdaleny Samozwaniec”. Za ironią kryła się emocjonalna surowość, może obrona, może cena autonomii. Bo Samozwaniec nie chciała nikomu niczego zawdzięczać – nawet czułości. Stefania Grodzieńska: bezczelnie miła strategia przetrwania Stefania Grodzieńska mówiła o sobie, że jest „emigranckim dzieckiem”. Ozminkowski prostuje: w istocie była osieroconym dzieckiem, zostawionym przez rodziców. I to doświadczenie ukształtowało jej życiową strategię. „Jak ktoś ją wkurzył, to ona była bezczelnie miła” – wspomina autorka. Ten rodzaj humoru – inteligentnego, podszytego chłodem, precyzyjnego jak skalpel – był odpowiedzią na świat, który wobec kobiet bywał bezlitosny. „Ile razy ktoś pozbawia mnie moich praw, a ja godzę się na to, słyszę: ‘Jesteś mądrą kobietą’. Zastanawiam się, czy nie powinnam trochę zgłupieć” – mówiła Grodzieńska. I w jednym zdaniu demaskowała mechanizm, który do dziś brzmi niepokojąco aktualnie. Maria Czubaszek: śmiech, który boli najbardziej Najbardziej poruszająca jest opowieść o Marii Czubaszek. O jej miłości, samotności i autodestrukcji, o której Ozminkowski mówi wprost. „Myślę, że Marysia Czubaszek zagłodziła się na śmierć z miłości. Nie chciała swoją chorobą obarczać Wojtka Karolaka, który nie był w stanie opiekować się drugim człowiekiem”. Czubaszek – mistrzyni ciętej pointy – potrafiła żartować z wszystkiego, także z siebie. „Mężczyzna jest potrzebny kobiecie do tego, żeby miała na kogo ponarzekać. We wszystkich innych sprawach da sobie radę” – mawiała. Ale za tym dowcipem kryła się krucha granica. „Jak Marysia sobie szkodziła: piła energetyki, paliła jednego za drugim, to błyszczały jej oczy. Ona chciała sobie zaszkodzić” – mówi Ozminkowski. Humor bywał tu ostatnią linią obrony. Śmiech nie chroni przed życiem „Humorystki” to nie laurka. To książka o kobietach, które potrafiły być złośliwe i ciepłe, pogodne i brutalnie szczere. O mistrzyniach humoru abstrakcyjnego, które miłość traktowały śmiertelnie poważnie. O intuicji, mądrości i wolności, której – jak pisze Ozminkowski – „nikt nie może nam dać”. Sponsorem odcinka podcastu „Kultura i inne przyjemności” jest Wydawnictwo Prószyński i S-ka – wydawca książki Violetty Ozminkowski „HUMORYSTKI. Kobiety, które uczyły nas śmiechu”.

    52 min
  2. „Męski facet dba o siebie i nie zmienia szybko zdania”. Tomasz Karolak o duchowości i osobach, które zapraszamy do życia | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 11

    5D AGO

    „Męski facet dba o siebie i nie zmienia szybko zdania”. Tomasz Karolak o duchowości i osobach, które zapraszamy do życia | „Mężczyzna jest człowiekiem”, odc. 11

    - Osoba, którą zapraszamy na serio do życia, nas fascynuje, ale ma też cechy rodzica, z którym mieliśmy problemy - mówi Tomasz Karolak w podcaście „Mężczyzna jest człowiekiem”. Czy męskość to upór, siła i niezmienność? A może odwaga, by się przyznać do wstydu, lęku i potrzeby czułości? Beata Biały rozmawia z aktorem o ojcu, który był „cieniem" i punktem odniesienia, o aktorstwie jako ucieczce i o momencie życia, w którym zamiast grać – zaczyna być. Nowy odcinek podcastu „Mężczyzna jest człowiekiem” to rozmowa o testosteronie, który rośnie od pochwał i o granicach, które wreszcie można postawić bez poczucia winy. Testosteron i pochwała „Chwalony mężczyzna wydziela więcej testosteronu” – rzuca Karolak i przytacza badania naukowe, które to potwierdzają. I zaraz dodaje, że coś w tym jest. Mężczyźni, choć wychowywani do twardości, są niezwykle wrażliwi na uznanie. Na sygnał: widzę cię, doceniam, jesteś wystarczający. W świecie, który wciąż powtarza chłopcom „nie mazgaj się” i „bądź twardy”, pochwała bywa towarem deficytowym. A przecież – jak mówi Karolak – to ona buduje sprawczość. Nie upokorzenie, nie ironia, nie porównywanie z lepszymi. Uznanie. Beata Biały dopytuje, czy mężczyźni naprawdę są tak prości w obsłudze. Karolak odpowiada bez owijania: „Kobiety mają taką cechę pt. ‘domyśl się’, a my się nie domyślamy”. I apeluje o komunikację wprost. Bez testów, bez gierek, bez cichego oczekiwania, że „jak kocha, to się domyśli”. Bo nie domyśli się. Za to może usłyszeć. I odpowiedzieć. Męski facet? Ten, który dba o siebie „Męski facet to taki, który dba o siebie i nie zmienia zdania” – mówi aktor. I znów: brzmi jak cytat z podręcznika patriarchatu. Ale kiedy rozwija myśl, okazuje się, że chodzi o coś zupełnie innego. Dbanie o siebie to nie siłownia i drogi zegarek. To terapia. To odpoczynek. To umiejętność powiedzenia: nie dam rady. A „niezmienianie zdania”? Nie w sensie uporu, lecz wierności sobie. Swoim wartościom. Swoim granicom. W tej rozmowie męskość nie jest pozycją wyjściową, tylko procesem. Czymś, co się redefiniuje. Karolak przyznaje, że przez lata grał rolę – nie tylko na scenie. Był dla wszystkich. Dla publiczności, dla partnerki, dla rodziny. „Teraz jestem dla siebie, a nie dla wszystkich” – mówi. Ojciec, którego się nie przepracowało Jednym z najmocniejszych momentów rozmowy jest wyznanie: „Moje aktorstwo było ucieczką od ojca”, które otwiera całą opowieść o męskiej tożsamości budowanej w cieniu. Karolak mówi o ojcu nie w tonie oskarżenia, ale w tonie zrozumienia. O trudnej relacji, o potrzebie uznania, o walce o uwagę. I o tym, że często wybieramy partnerów, którzy – choć nas fascynują – mają w sobie coś z rodzica, z którym mieliśmy nierozwiązane sprawy. „Osoba, którą zapraszamy na serio do życia, nas fascynuje, ale ma też cechy rodzica, z którym mieliśmy problemy” – przyznaje. Kochamy nie tylko człowieka, lecz także historię, którą z nim powtarzamy. Dopóki jej nie zobaczymy. Najcięższy z męskich bagaży „Jestem w takim momencie, że przestaję się wstydzić” – mówi artysta. Wstyd w męskim wydaniu bywa szczególnie dotkliwy. Wstyd za słabość. Za porażkę. Za emocje. Za to, że nie jest się wystarczająco silnym, skutecznym, męskim. Ta rozmowa pokazuje, jak wiele energii kosztuje udawanie. I jak wyzwalające jest przyznanie: nie muszę już nikogo przekonywać. Ani ojca. Ani świata. Karolak opowiada o terapii, o dojrzewaniu, o momencie, w którym przestaje się grać twardziela. I zaczyna się mówić prawdę – nawet jeśli jest niewygodna. Rozmowa Beaty Biały z Tomaszem Karolakiem to rozmowa o dojrzewaniu. O tym, że testosteron rośnie od pochwał, ale prawdziwa siła rośnie od świadomości. O tym, że nie trzeba się domyślać – można zapytać. I że największą odwagą bywa powiedzenie: już nie uciekam.

    51 min
  3. „Wygoda jest zdradliwa”. Kiedy w związku zaczyna się uzależnienie emocjonalne? | „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem”, odc. 1

    FEB 5

    „Wygoda jest zdradliwa”. Kiedy w związku zaczyna się uzależnienie emocjonalne? | „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem”, odc. 1

    - Potrzebne jest niedopowiedzenie, że coś nie jest zagwarantowane - mówi psycholog, Paweł Droździak. Gdzie kończy się zdrowa zależność, a zaczyna emocjonalne uzależnienie od partnera? Dlaczego jedni potrafią być w relacji, nie tracąc siebie, a inni – niemal stapiają się z drugą osobą, oddając jej poczucie wartości, sens i bezpieczeństwo? Premierowy odcinek podcastu Zwierciadła „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem”, prowadzonego przez Agnieszkę Radomską, dotyka jednego z najbardziej drażliwych tematów współczesnych związków: emocjonalnej zależności, która niepostrzeżenie zmienia się w uzależnienie. Cykl „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem” nie podważa sensu bycia w relacji, przeciwnie - pokazuje, że prawdziwa bliskość zaczyna się tam, gdy jesteśmy w niej świadomi swoich ograniczeń i potrzeb oraz faktu, że partner nie jest regulatorem emocji ani gwarantem wartości, lecz kimś, z kim chcemy być - mimo ryzyka. To nie jest podcast o „udanych relacjach” ani o tym, jak stać się lepszym partnerem w pięciu krokach. „Porozmawiajmy o miłości” to cykl rozmów, które rozbrajają mity – także te najbardziej oswojone. Agnieszka Radomska zaprasza do nich Pawła Droździaka, terapeutę, który zamiast uspokajać, często celowo wprowadza niepokój. Bo tylko on pozwala zobaczyć, dlaczego w imię miłości tak łatwo rezygnujemy z siebie. Pierwsze odcinek to rozmowa dla tych, którzy czują, że miłość nie musi oznaczać utraty siebie. I że autonomia w związku nie jest zagrożeniem, lecz warunkiem tego, by relacja naprawdę żyła. Cienka czerwona liniaKażda relacja opiera się na zależności. Potrzebujemy drugiego człowieka – jego obecności, wsparcia, czułości. Problem zaczyna się wtedy, gdy ta zależność przestaje być jednym z elementów życia, a staje się jego osią. Wtedy miłość coraz mniej przypomina wybór, a coraz bardziej – przymus. Droździak zwraca uwagę, że wiele osób wchodzi w związki, nie potrafiąc jasno nazwać, dlaczego akurat ta osoba stała się tak ważna. „Powód, dla którego jestem z drugą osobą, jest niewyrażalny w słowach. Ja nie wiem, dlaczego kogoś chcę” – mówi w podcaście. W tle rozmowy wyraźnie obecna jest teoria stylów przywiązania. Osoby z lękowym stylem przywiązania szczególnie łatwo uzależniają się od partnera – bliskość staje się dla nich gwarancją bezpieczeństwa, a każdy sygnał dystansu uruchamia silny lęk. Z kolei osoby unikowe, często emocjonalnie zdystansowane, paradoksalnie wzmacniają ten mechanizm. W takich relacjach napięcie nie znika – ono się cyklicznie odnawia. Droździak zauważa, że to właśnie niedopowiedzenie i brak gwarancji podtrzymują energię relacji. Gdy jednak niedopowiedzenie zamienia się w lęk przed opuszczeniem, związek zaczyna działać jak uzależnienie – chwilowa ulga przeplata się z narastającym napięciem. Bliskość, która zabija pożądanie Jednym z ważnych wątków rozmowy jest erotyka. Droździak podkreśla, że aby podtrzymać energię popędową, partnerzy nie mogą znać się „jak brat z siostrą”. Zbyt pełne stapianie się, charakterystyczne dla uzależnienia emocjonalnego, prowadzi do zaniku napięcia seksualnego. Gdy związek staje się jedynym źródłem bezpieczeństwa, pojawia się wstyd, kontrola i autocenzura – także w sferze intymnej. To dlatego, jak zauważa terapeuta, po formalizacji relacji pewne praktyki seksualne, wcześniej akceptowalne, nagle zaczynają krępować. Bliskość przestaje być przestrzenią wolności, a zaczyna pełnić funkcję stabilizującą – kosztem pożądania. „Chroń mnie przed tym, czego pragnę” Uzależnienie emocjonalne polega właśnie na tym paradoksie: pragniemy bliskości, ale boimy się jej konsekwencji. Chcemy wolności, ale nie umiemy znieść jej ceny. Dlatego – jak mówi terapeuta – wybiera się niepotrzebną, czyli taką relację, która daje iluzję bezpieczeństwa, nawet jeśli odbiera sprawczość. W relacjach uzależnieniowych ogromną rolę odgrywa wygoda. Przewidywalność, rutyna, brak ryzyka. Droździak nazywa ją wprost zdradliwą. Bo choć daje chwilowy spokój, długofalowo prowadzi do emocjonalnego zubożenia.

    53 min
  4. Tytuł „Moi sąsiedzi to moi przyjaciele i rodzina z wyboru “. Jak budować grono wsparcia w okolicy i czemu świetlice wracają do łask? | „Słowo do słowa”, odc. 10

    FEB 4

    Tytuł „Moi sąsiedzi to moi przyjaciele i rodzina z wyboru “. Jak budować grono wsparcia w okolicy i czemu świetlice wracają do łask? | „Słowo do słowa”, odc. 10

    Przez lata sąsiad był figurą podejrzaną. Kimś, kogo mijaliśmy w windzie bez kontaktu wzrokowego, kimś od hałasów zza ściany i niepodpisanych paczek pod drzwiami. Dziś ta figura się zmienia. Coraz częściej sąsiad staje się sojusznikiem, opieką awaryjną, a czasem – rodziną z wyboru. W podcaście „Słowo do słowa” Joanna Brodzik rozmawia z Agatą Stachowiak, ekspertką Otodom, o tym, dlaczego sąsiedztwo znów zaczyna mieć znaczenie i kto naprawdę buduje lokalne wspólnoty. Sponsorem odcinka podcastu jest Otodom — serwis nieruchomości i twórca projektu Szczęśliwy dom, który pokazuje, że szczęście zaczyna się od relacji.   Od paczki od kuriera do relacji  „Sąsiad może pełnić różne role – od odebrania paczki od kuriera” – mówi Agata Stachowiak i choć może to zabrzmieć niewinnie, niemal banalnie, to kryje się w nim opowieść o relacjach, które zaczynają się od drobiazgów. Od małego gestu, który nie wymaga deklaracji, a jednak uruchamia proces. Bo paczka to pretekst. Prawdziwa wymiana zaczyna się chwilę później: krótką rozmową, zapamiętaniem imienia, uśmiechem, który przestaje być grzecznościowy. Joanna Brodzik zwraca uwagę, że w świecie nadmiaru bodźców i samotności paradoksalnie to właśnie bliskość fizyczna – ta za ścianą – może stać się remedium. Sąsiedztwo nie wymaga wielkich planów ani wspólnych wartości zapisanych w manifestach. Wystarczy codzienność.  Cherry pie i rodzina z wyboru  „Moi sąsiedzi to moi przyjaciele i rodzina z wyboru. A zaczęło się od tego przysłowiowego cherry pie” – opowiada ekspertka. Ten obrazek, niemal filmowy, nie jest tylko anegdotą, a symbolem zmiany: od anonimowości do relacji, od zamkniętych drzwi do stołu, przy którym ktoś czeka. Współczesne sąsiedztwo coraz rzadziej przypomina obowiązek. Częściej jest decyzją. Relacją budowaną nie na wspólnym metrażu, ale na wspólnym rytmie życia. I tu pojawia się ważna obserwacja z raportu Otodom „Szczęśliwy Dom”: przestaje nas definiować wiek, a zaczynają style życia.  Wiek? Coraz mniej istotny  „Najbardziej aktywnymi sąsiadami są osoby po 50. roku życia” – mówi ekspertka Otodom, burząc stereotypy o bierności i wycofaniu. To właśnie ta grupa najczęściej inicjuje działania lokalne, pilnuje wspólnych spraw, organizuje spotkania. Ale jednocześnie, jak pokazują badania, świetnie dogadują się ludzie z najstarszych i najmłodszych grup wiekowych. Dlaczego? Bo łączy ich więcej, niż mogłoby się wydawać. Czas, ciekawość, potrzeba sensu. Młodsi wnoszą energię, starsi – doświadczenie. Środek, zapracowany i przeciążony, często zostaje gdzieś obok. Co ciekawe, jak wynika z raportu, osoby, które doświadczyły wykluczenia częściej stają się lokalnymi liderami. „Częściej angażują się w aktywizm lokalny, sąsiedzki, bo mają też ze względu na swoje doświadczenia grubszą skórę” – podkreśla Stachowiak. Sąsiedztwo staje się wtedy przestrzenią odzyskiwania sprawczości. Miejscem, w którym można coś zmienić, nawet jeśli skala jest niewielka. A małe zmiany – jak przypomina Joanna Brodzik – bywają najbardziej trwałe.  Powrót świetlic i powrót rozmowy  Jednym z najbardziej optymistycznych sygnałów jest powrót świetlic osiedlowych. Miejsc bez zadęcia, bez aplikacji, bez algorytmów. Przestrzeni spotkania. Tam, gdzie znów można usiąść razem, zamiast obok siebie. Podcast „Słowo do słowa” przypomina, że rozmowa – ta prawdziwa, nieprzyspieszona – wciąż ma moc. A sąsiedztwo może być jej pierwszym, najbliższym polem. Bo czasem wszystko zaczyna się od paczki. Albo od cherry pie.  Sponsorem odcinka podcastu jest Otodom — serwis nieruchomości i twórca projektu „Szczęśliwy dom", który pokazuje, że szczęście zaczyna się od relacji.

    45 min
  5. „CV to jest jakaś wymyślona pop-persona, tacy ludzie nie istnieją”. O rekrutacjach spray and pray i rynku już nie-pracownika a wyczekiwania | „zaTASKowani 2”, odc. 14

    JAN 20

    „CV to jest jakaś wymyślona pop-persona, tacy ludzie nie istnieją”. O rekrutacjach spray and pray i rynku już nie-pracownika a wyczekiwania | „zaTASKowani 2”, odc. 14

    - Jak pytają o wady, to mów: pracuję za dużo - tłumaczy komiczka, Karolina Norkiewicz w 14 odcinku podcastu „zaTASKowani 2”. - Trzeba mieć grubą skórę, takie czasy - dodaje biznesmen, Dominik Kaznowski. Kiedy rynek pracownika zmienił się w rynek oczekiwania, gdzie znalezienie pracy trwa już średnio pół roku i jakich firm zdecydowanie unikać? Pop-persona do wynajęcia „CV to jest jak rzeczywistość na LinkedInie – jakaś wyimaginowana pop-persona, której firma oczekuje. Pytanie, czy tacy ludzie w ogóle istnieją” – rzuca Dominik Kaznowski i demaskuje największą fikcję współczesnych rekrutacji. Dokument, który miał porządkować kompetencje, stał się narzędziem autopromocji, a rozmowa kwalifikacyjna – castingiem do roli idealnego pracownika. Kaznowski dorzuca deklarację, która w HR-owym świecie brzmi niemal jak herezja: „Nigdy nie napisałem CV”. I idzie dalej: „Dla nas się nie liczy CV, to jest kompletnie nieistotne”. Liczy się coś innego – osobowość relacyjna, kontekst, sieć kontaktów. „Bardziej niż to, co w CV, liczy się kogo ja znam” – przyznaje bez złudzeń. Znajomy HR-owiec, szybki coaching przed rozmową, gotowe formułki – system doskonale wie, jak sam siebie oszukiwać. Karolina Norkiewicz, samozwańcza HR-ówa w Klubie Komediowym i współscenarzystka w serialu „The Office PL” punktuje ten mechanizm obserwacją: „Zastanawiam się, ile ludzi chodzi na rozmowy rekrutacyjne dla sportu, żeby nie wypaść z wprawy”. Rozmowa kwalifikacyjna staje się więc nie narzędziem zmiany, lecz ćwiczeniem podtrzymującym pozory mobilności. - Jak pytają o wady, to mów: pracuję za dużo - dodaje. Rynek wyczekiwania Jeszcze niedawno – jak mówi Kaznowski – „zatrudniało się programistę, który oddychał”. Dziś ten etap mamy za sobą, ale w jego miejsce nie pojawiła się stabilność. „To już nie rynek pracownika, tylko rynek wyczekiwania” – konstatuje. Firmy publikują ogłoszenia, wysyłają zapytania metodą spray and pray (w wolnym tłumaczeniu: zebrać, jak najwięcej CV licząc, że kogoś się znajdzie), a decyzje odwlekają w nieskończoność. Rekrutacja staje się kosztownym procesem, którego nikt realnie nie rozlicza. „Zrekrutowanie jednego pracownika to są dwa tygodnie pracy i nikt nie liczy tego jako pracy. A kiedy pracownik odchodzi, to wina menedżera” – mówi Kaznowski, obnażając systemowy paradoks: odpowiedzialność jest, ale czasu i zasobów na jej realizację już nie. Jednym z efektów ubocznych takiego podejścia jest świat, w którym relacja z firmą staje się tymczasowa z definicji. - Są platformy, na których mogę leasingować pracowników – zauważa Kaznowski. Ciche wypalenieStagnacja ma swoją cenę – i nie jest ona metaforyczna. Dane Instytutu Gallupa pokazują, że w 2024 roku globalny poziom zaangażowania pracowników spadł do 21 proc. (z 23 proc. w 2022 roku). W Europie wskaźnik ten wynosi zaledwie 13 proc., a Polska wypada jeszcze gorzej – tylko 8 proc. pracowników deklaruje realne zaangażowanie. Reszta wykonuje minimum albo – co gorsza – staje się aktywnymi krytykami organizacji. Gallup szacuje, że koszt spadku zaangażowania to około 438 miliardów dolarów rocznie, czyli niemal 9 proc. globalnego PKB. To nie jest problem „miękki”. To twardy rachunek za kulturę pracy opartą na strachu przed zmianą. Jak mówi Dominik: „Trzeba mieć grubą skórę, takie są czasy”. Ale ta odporność coraz częściej oznacza nie rozwój, lecz przetrwanie. W świecie, który nieustannie każe być „lepszym”, „bardziej zmotywowanym” i „elastycznym”, Karolina rzuca zdanie, które brzmi jak kontrmanifest: „Zapominamy często, że enough jest ok”. Czyli wystarczająco dobrze. I dodaje zabawną anegdotę o różnicach pokoleniowych w pracy, bo nie mówi się już w pracy „przypał”, ale „lekka kraksa”.

    1h 2m
  6. „Zamartwianie się wchodzi w nawyk i powoduje lęk uogólniony”. Sylwia Sitkowska o tym, gdzie w ciele jest presja | „Ukryte piękno”, odc. 18

    JAN 15

    „Zamartwianie się wchodzi w nawyk i powoduje lęk uogólniony”. Sylwia Sitkowska o tym, gdzie w ciele jest presja | „Ukryte piękno”, odc. 18

    - Z tą presją to jest tak, że ona może mieć różne motywacje. Są to motywacje z braku, z domu rodzinnego, z bycia niewystarczająco dobrą - mówi psycholożka, Sylwia Sitkowska w 18. odcinku podcastu „Ukryte piękno” z Magdaleną Kuszewską. Bo presja nie zawsze krzyczy. Często mówi szeptem: „musisz”, „jeszcze trochę”, „inni dają radę”. Skąd bierze się presja, gdzie mieszka w ciele i dlaczego dziś miarą sukcesu staje się coś zupełnie innego niż awans czy perfekcyjnie wypełniony kalendarz. To rozmowa o lęku, nawykach martwienia się, macierzyństwie, relacjach i o tym, że rozwój nie jest obowiązkiem wpisanym w regulamin dorosłości. Presja nie zawsze rodzi się w pracy, korporacji czy na Instagramie. Często przychodzi z dużo wcześniejszego miejsca – z dzieciństwa, z relacji, w których miłość trzeba było zasłużyć, a pochwała była reglamentowana. Dorosłość tylko daje jej nowe narzędzia: KPI, cele, porównania. Gdzie w ciele jest presja? To jedno z kluczowych pytań rozmowy. Bo presja rzadko bywa abstrakcyjna. Ona się lokuje. W szczęce zaciśniętej tak, że bolą zęby. W barkach, które nigdy nie opadają. W brzuchu, który nie pamięta, czym jest rozluźnienie. – Ciało wie – powtarza Sitkowska. Wie szybciej niż głowa, zanim pojawi się narracja: „ja tak mam”, „taki charakter”, „wszyscy są zmęczeni”. Ciało wysyła sygnały, ale my nauczyliśmy się je zagłuszać produktywnością. „Teraz miarą sukcesu jest…” No właśnie – co? Kolejny projekt? Kolejna kompetencja? A może coś, co brzmi niemal prowokacyjnie: decydowanie o swoim czasie. – Decydowanie o swoim czasie to luksusowa waluta – słyszymy w odcinku. W świecie, w którym kalendarz jest dowodem wartości, a brak zajętości podejrzany, odzyskanie wpływu na własny rytm staje się aktem odwagi. I sprzeciwu wobec kultury ciągłego „więcej”. Martwienie się jako nawyk Wiele osób mówi: „ale ja tak mam”. Jakby lęk był cechą osobowości, a nie wyuczonym mechanizmem. Tymczasem – jak pada w rozmowie – martwienie się wchodzi w nawyk i może prowadzić do lęku uogólnionego. Umysł trenuje się w przewidywaniu katastrof, a ciało żyje w stanie permanentnej gotowości. To nie jest neutralne tło. To koszt. Rozwój to nie religia – To nie jest tak, że musimy się cały czas rozwijać – mówi Sitkowska, zdejmując z „rozwoju osobistego” aureolę świętości. Są momenty wzrostu, ale są też etapy regeneracji, integracji, a czasem zwykłego bycia. Presja, by każdą pauzę zamienić w projekt naprawczy, odbiera sens odpoczynkowi. „Urlopy”, które urlopami nie są W rozmowie wybrzmiewa też ważny wątek macierzyństwa. – Urlopy macierzyńskie, wychowawcze to nie są urlopy. To praca emocjonalna i fizyczna, często niewidzialna, pozbawiona uznania, za to obciążona społecznymi oczekiwaniami. Presja wraca innymi drzwiami: jak być „dobrą matką” i jednocześnie nie wypaść z obiegu. Relacje pod lupą presji Jednym z najbardziej gorzkich, a zarazem ironicznych momentów jest historia z gabinetu: kobiety pytające, co zrobić ze związkiem, bo „koleżanki singielki źle wpływają”. Presja normy wkracza nawet w przyjaźnie. Jakby bliskość trzeba było filtrować przez status i życiowe wybory. Odcinek 18 „Ukrytego piękna” nie oferuje prostych recept. Zamiast tego proponuje uważność – na ciało, na swoje „muszę”, na źródła presji, które wcale nie są oczywiste. To rozmowa, która zostaje pod skórą. Bo jeśli ciało wie, to może warto wreszcie zacząć go słuchać.

    45 min
  7. „Stan zapalny zaczyna się w tarczycy”. Dr Tadeusz Oleszczuk o tym, jak czytać onkopakiet | „Jak zdrowie”, odc. 12

    JAN 14

    „Stan zapalny zaczyna się w tarczycy”. Dr Tadeusz Oleszczuk o tym, jak czytać onkopakiet | „Jak zdrowie”, odc. 12

    - Co czwarta osoba w Polsce zachoruje na nowotwór, a co ósma na cukrzycę - ostrzega dr Tadeusz Oleszczuk w 12. odcinku podcastu „Jak zdrowie”. Anna Augustyn-Protas rozmawia z ginekologiem i lekarzem holistycznym - o tym, gdzie naprawdę zaczyna się choroba, dlaczego tarczyca jest organem strategicznym i czemu mamy w sobie „kartę kredytową plastiku”. Stan zapalny zaczyna się wcześniej, niż myślimy – Tarczyca ma ogromny wpływ na zdrowie i często to w niej zaczyna się stan zapalny – mówi dr Tadeusz Oleszczuk. Chora tarczyca to nie jest tylko problem hormonów, to problem całego organizmu, bo działa jak biologiczny dyrygent. Jeśli coś idzie nie tak – tempo życia przyspiesza albo zwalnia, metabolizm się rozjeżdża, pojawia się zmęczenie, mgła mózgowa, problemy z wagą i nastrojem. A my? Najczęściej leczymy objawy, zamiast zapytać: dlaczego organizm jest w stanie zapalnym? W rozmowie pojawia się temat, który wciąż brzmi dla wielu egzotycznie, choć dotyczy niemal każdego: pierwiastki śladowe i metale ciężkie. Niedobór tych pierwszych Nadmiar tych pierwszych, a niedobór potrafi rozwalić zdrowie systemowo. Co zrobić, gdy badań nie da się zignorować? Gdy arsenu, selenu czy ołowiu jest za dużo? Ekspert nie ma wątpliwości: trzeba szukać źródła. Wody, ryżu, ryb, opakowań, a czasem… stylu życia. – Mamy w sobie kartę kredytową plastiku. Jesteśmy nim wypełnieni po kokardę – mówi. – A w plastiku bardzo często jest ołów. Plastik to już nie tylko problem ekologii, ale biologii. Mikro- i nanocząsteczki trafiają do organizmu wraz z jedzeniem, wodą, powietrzem. I kumulują się latami. Onkopakiet i nie tylko Standardowa diagnostyka to za mało. W rozmowie wyraźnie wybrzmiewa też wątek diagnostyki opartej na dorobku prof. Jana Lubińskiego, jednego z najważniejszych polskich genetyków onkologicznych. – Warto zrobić onkopakiet, jeśli naprawdę chcemy zrozumieć, co dzieje się w organizmie – podkreśla dr Tadeusz Oleszczuk. Badania prof. Lubińskiego pokazują, że kluczowe znaczenie ma oznaczanie poziomu wybranych pierwiastków i markerów metabolicznych oraz identyfikacja mutacji genetycznych, które zwiększają ryzyko nowotworów i chorób przewlekłych. To diagnostyka, która nie skupia się wyłącznie na wykrywaniu choroby, ale na identyfikowaniu ryzyka, zanim pojawi się guz, wynik histopatologii czy telefon z laboratorium z laboratorium. Bo nowoczesna medycyna nie polega dziś na gaszeniu pożarów, tylko na czytaniu sygnałów ostrzegawczych. – Poza onkopakietem, warto też zrobić testy na mutacje genetyczne i insulinooporność. Zróbmy te trzy rzeczy, żeby mieć szerszy obraz zdrowia i podejść do niego naprawdę holistycznie - podaje dr Oleszczuk. Surówka lepsza niż myślimy Anna Augustyn-Protas zwraca uwagę na coś, co brzmi jak banał, a nim nie jest: – W mądrości narodowej olśnieniem jest dla mnie to, że do obiadu zawsze była surówka. - Witamina C oczyszcza organizm - wyjaśnia dr Oleszczuk. Ale czy gotowa surówka ze sklepu też jest zdrowa? Nowotwory z talerza Najczęstsze nowotwory w Polsce? – Te od żywności przetworzonej: piersi, jelita grubego i prostaty. Dieta jest pozbawiona błonnika, za to ma nadmiar cukru - mówi ekspert i podaje biologiczne konsekwencje tego, co jemy latami. Co zrobić, gdy mamy niedobory ważnych pierwiastków i witamin? - Wolę dietą uzupełniać braki, bo suplementami bardzo łatwo przeholować - podkreśla dr Oleszczuk. Strategiczny spokójW 12. odcinku „Jak zdrowie” nie ma cudownych recept. Jest za to coś cenniejszego: świadomość, że organizm mówi do nas cały czas. Trzeba tylko nauczyć się go słuchać i pamiętać dewizę dr. Oleszczuka: „Nie przejmujemy się tym, na co nie mamy wpływu”. Bo zdrowie to nie obsesja kontroli, tylko umiejętność wybierania tego, co naprawdę ma znaczenie – i odpuszczania reszty.

    49 min
  8. „Życie to paradoks: masz połączyć jasne z ciemnym”. Katarzyna Miller o zgodzie na radość, która nie jest słodka | „Szczęście dla początkujących” odc. 1

    JAN 8

    „Życie to paradoks: masz połączyć jasne z ciemnym”. Katarzyna Miller o zgodzie na radość, która nie jest słodka | „Szczęście dla początkujących” odc. 1

    - Pesymiści mówią: dobre zawsze mija, złe zawsze wraca, a ja mówię: złe zawsze mija, dobre zawsze wraca - mówi Katarzyna Miller w premierowym odcinku nowego cyklu Zwierciadła „Szczęście dla początkujących", który prowadzi Beata Biały. Bo szczęście nie spada z nieba, nie jest nagrodą za cierpienie ani stanem permanentnym. Psycholożka nie obiecuje cudów, tylko rozbraja nasze fałszywe wyobrażenia o radości. To rozmowa o wewnętrznej zgodzie, dzieciństwie zapisanym w głosie i o momentach „aha”, które bywają ciche, ale zmieniają wszystko. „Jest to, co jest. I to wcale nie jest banał” – mówi Katarzyna Miller i zdanie to brzmi jak truizm, dopóki nie spróbujemy naprawdę go przyjąć. Nie jako kapitulację, lecz jako punkt wyjścia. W podcaście „Szczęście dla początkujących" wybrzmiewa myśl, że bez wewnętrznej zgody na szczęście nic się nie wydarzy. Bo zgoda oznacza także przyjęcie tego, co nieidealne, chwilami ciemne. Szczęście nie rodzi się w zaprzeczeniu. Rodzi się w realności. I właśnie tu pojawia się pierwszy paradoks: życie nie dzieli się na jasne i ciemne. Ono je łączy. „Życie jest paradoksem: masz połączysz jasne z ciemnym” – słyszymy. Nie da się wybrać tylko światła. Próba życia w trybie „tylko pozytywnie” kończy się duchową anemią. A czasem – wypaleniem. Dzieciństwo mówi do nas do dziś. Czasem cicho „Nigdy dosyć podkreślania wagi dzieciństwa” – podkreśla słynna psycholożka i zdanie to wraca jak refren. Bo to, co mamy wdrukowane na początku, pracuje w nas długo po tym, jak przestajemy być dziećmi. Nie tylko słowa. „Ton głosu jest przekazem. Brak głosu jest przekazem” – mówi Miller.. Beata Biały pyta: co robi z nami przekaz „nie ciesz się na zapas”? Wielu z nas nosi t zdanie w sobie jak wewnętrzny regulator emocji. Nie wychylaj się. Nie raduj za bardzo. Bo los lubi karać. Tyle że taka ostrożność nie chroni przed bólem – ona chroni przed radością. I uczy, że szczęście jest podejrzane. Smutek jest prosty. Radość wymaga wysiłku W podcaście mocno wybrzmiewa sprzeciw wobec romantyzowania bólu. - Cierpienie nie uszlachetnia. Cierpienie wyniszcza - mówi Miller. - Nie czyni nas lepszymi ludźmi – czyni nas zmęczonymi. Nie można być zawsze słodkim” - dodaje. - Smutek jest prosty, a o radość trzeba się postarać? – pyta prowadząca i tłumaczy, że smutek często przychodzi sam, a radość wymaga uważności, pracy, czasem odwagi i dojrzałości. - Bo poczucie szczęścia zmienia się z wiekiem. To, co kiedyś było euforią, dziś bywa spokojem. To, co dawniej ekscytowało, dziś męczy - wyjaśnia psycholożka. Moment „aha”. Mały błysk, duża zmiana Czym jest moment „aha”, zwany też wglądem czy insightem? To nie fajerwerk. Raczej cichy klik, po którym już nie da się wrócić do poprzedniego myślenia. Chwila, w której coś się układa – niekoniecznie przyjemnie, ale prawdziwie. I właśnie te momenty są – paradoksalnie – najbliżej szczęścia. Bo są zgodne z nami. - Pesymiści mówią: dobre zawsze mija, złe zawsze wraca. A ja mówię: złe zawsze mija, dobre zawsze wraca - mówi Miller i zachęca, by nie oddawać przyszłości w ręce lęku. Szczęście nie jest nagrodą. Jest relacją z życiem Pierwszy odcinek podcastu „Szczęście dla początkujących” zaprasza do uczciwego spojrzenia na siebie. Bez przymusu radości. Z pytaniem: czy naprawdę pozwalam sobie być szczęśliwa, szczęśliwy – na własnych warunkach? Bo szczęście nie jest stanem permanentnym. Jest ruchem. A czasem – chwilą „aha”, która wystarczy, by zacząć od nowa.

    1h 1m

Ratings & Reviews

4
out of 5
4 Ratings

About

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.

You Might Also Like