Zwierciadło Podcasty

Zwierciadło

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.

  1. 9h ago

    „Rodzynkę możemy jeść na wiele sposobów”. Dr Iza Jąderek ma sposób dla par, które już nie patrzą sobie w oczy | „Ukryte piękno”. odc. 33

    „Każdy z nas potrzebuje być zauważonym” – mówi dr Iza Jąderek, psycholożka i autorka książki „Bliżej siebie”. W rozmowie z Magdaleną Kuszewską w podcaście „Ukryte piękno” przygląda się temu, co dzieje się z bliskością, kiedy codzienność przejmuje stery. Mówi o pożądaniu, które nie pojawia się w próżni, o uważności, granicach i o tym, dlaczego czasem drogą do lepszego seksu może być… rodzynka. Codzienność ma swoją zdradliwą właściwość: im lepiej coś znamy, tym mniej to zauważamy. Droga do pracy, kubek kawy wypijany rano, dotyk partnera, znajomy zapach jego skóry, pocałunek na powitanie – rzeczy, które kiedyś przyciągały uwagę, po pewnym czasie stają się elementem tła. Nie dlatego, że przestały być ważne. Po prostu mózg nauczył się je pomijać. Zanim pojawi się seks Dr Iza Jąderek zwraca uwagę, że funkcjonowanie na autopilocie jest naturalną częścią naszego życia i ma swoje praktyczne uzasadnienie. Nie możemy przecież każdego dnia przeżywać wszystkiego z intensywnością pierwszego doświadczenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy autopilot obejmuje również obszary, które potrzebują naszej obecności. „Nasz świat jest tak skonstruowany, że działamy na autopilocie i to też jest nam potrzebne” – mówi psycholożka. Jak dodaje, warto jednak czasem zatrzymać się i zobaczyć, co naprawdę dzieje się w naszym doświadczeniu. Bo właśnie tam może być przyjemność, radość, spokój czy ekscytacja, ale także złość, smutek, napięcie i inne nieprzyjemne emocje. Uważność nie polega więc na tym, żeby za wszelką cenę czuć się dobrze. Chodzi raczej o skierowanie uwagi na siebie, bez natychmiastowej oceny. „Warto skupić się na wszystkich [tych doświadczeniach] i puścić snop światła na siebie” – tłumaczy dr Jąderek. To podejście dotyczy również seksualności. Zamiast traktować seks jako osobny punkt programu, który trzeba „zrobić”, można zacząć dostrzegać, że seksualność jest częścią nas. I że zaczyna się znacznie wcześniej niż w sypialni. Co wspólnego z seksem ma rodzynka? Na pierwszy rzut oka niewiele. A jednak właśnie rodzynka może być dobrym ćwiczeniem z odzyskiwania kontaktu z własnymi zmysłami. Magdalena Kuszewska pyta dr Jąderek, co jedzenie rodzynki ma wspólnego z seksem. Odpowiedź prowadzi w stronę pozornie banalnych czynności, które możemy przeżywać zupełnie inaczej, jeśli przestaniemy wykonywać je automatycznie. „Chodzi o to, żeby spojrzeć na zwykłe, codzienne czynności jako źródło zmysłowej przyjemności. Rodzynkę możemy jeść na wiele sposobów” – mówi psycholożka. Nie chodzi więc o samą rodzynkę, lecz o zmianę sposobu doświadczania. O zauważenie smaku, faktury, zapachu, temperatury, tego, co dzieje się w ciele. Taka perspektywa może przenieść się również na bliskość z drugą osobą. Dotyk przestaje być jedynie środkiem prowadzącym do określonego celu, a zaczyna być doświadczeniem samym w sobie. W seksualności podobna uważność może oznaczać powrót do ciekawości. Zamiast zakładać, że po kilku czy kilkunastu latach wiemy już o partnerze wszystko, można spróbować spojrzeć na niego inaczej. Dr Jąderek proponuje wręcz, by „traktować seks z osobą, z którą jesteśmy w związku, jakby to miał być pierwszy raz”. Nie jako udawanie nieznajomości, ale jako odzyskanie zainteresowania drugim człowiekiem. Kiedy przestajemy na siebie patrzeć Początek związku często jest czasem intensywnej obserwacji. Patrzymy na siebie, szukamy kontaktu wzrokowego, chcemy być blisko, wychwytujemy drobne gesty. Z czasem wspólne życie przynosi rachunki, obowiązki, dzieci, pracę, zakupy i listy rzeczy do zrobienia. Romantyczne spojrzenie łatwo przegrywa z pytaniem: „Kto odbierze paczkę?”. A przecież potrzeba bycia zauważonym nie znika wraz z upływem lat. Dr Jąderek zwraca uwagę, że smutnym elementem wielu długoletnich relacji jest utrata właśnie tego rodzaju kontaktu. „To smutne, że pary po latach nie patrzą już sobie w oczy i nie całują się. Na początku wpatrujemy się w siebie non stop, a potem ten wzrok zaczyna uciekać na boki: tylko »zrób to, zrób tamto«” – mówi.

    „Rodzynkę możemy jeść na wiele sposobów”. Dr Iza Jąderek ma sposób dla par, które już nie patrzą sobie w oczy | „Ukryte piękno”. odc. 33
  2. Sep 22

    „Czterdziestolatki dziś wyglądają młodziej niż kiedyś dwudziestolatki”. 5 zasad stylu Joli Czai | „Słowo do słowa”, odc. 12

    „Dojrzałość nie oznacza, że mamy się ubierać jak nasze matki” - mówi stylistka, Jola Czaja w podcaście „Słowo do słowa", Joanny Brodzik. Czy kobieta po czterdziestce powinna jeszcze zastanawiać się, czy „wypada” jej założyć krótką spódnicę, mocny kolor albo sukienkę odsłaniającą ramiona? A może największą zmianą, jaka przychodzi z wiekiem, jest właśnie możliwość przestania przejmowania się takimi pytaniami? Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą. Moda bardzo długo była jednym z narzędzi, za pomocą których społeczeństwo przypominało kobietom, gdzie jest ich miejsce. Wiek miał być widoczny. A wraz z nim – odpowiedni fason, długość spódnicy, fryzura, makijaż i cały zestaw rzeczy, które miały komunikować: jestem już „poważną kobietą”. W rozmowie z Joanną Brodzik Jola Czaja wraca do obrazu kobiet, który pamięta z własnego dzieciństwa. Jak mówi, „byłyśmy dojrzałe i stare z młodu”, a kobiety po pięćdziesiątce często miały charakterystyczne akcesoria podkreślające ich status i wiek. Fryzury były natapirowane, stroje bardziej zachowawcze lub przeciwnie – przesadne, bo wiele kobiet próbowało poprzez wygląd pokazać swój dorobek i pozycję. Ten obraz zmienił się niemal nie do poznania. Czterdziestolatki i pięćdziesięciolatki noszą sneakersy, jeansy, krótkie sukienki, skórzane kurtki, mocną biżuterię. Farbują włosy albo zostawiają siwe. Eksperymentują z trendami i coraz częściej nie pytają już, czy dany fason jest „dla ich wieku”. Paradoks polega na tym, że wraz z większą wolnością pojawiła się nowa presja: skoro możemy wyglądać młodziej, powinnyśmy to robić. „My nie chcemy wyglądać młodziej. My wyglądamy” To jedno z ciekawszych przesunięć, jakie dokonały się w ostatnich dekadach. Kobieta po 40. nie musi już wizualnie deklarować swojego wieku, ale jednocześnie dostaje mnóstwo komunikatów, że najlepiej, jeśli będzie wyglądała tak, jakby wieku nie miała. W reklamach, mediach społecznościowych i świecie mody młodość wciąż bywa traktowana jak synonim atrakcyjności. Jola Czaja odwraca jednak tę perspektywę. „My nie chcemy, my wyglądamy” – mówi, zwracając uwagę na fakt, że współczesne kobiety po prostu funkcjonują inaczej niż poprzednie pokolenia. Mają inne ubrania, fryzury, kosmetyki, dostęp do informacji i znacznie większą świadomość tego, jak chcą się prezentować. Jak dodaje, kiedyś wiele rzeczy po prostu „nie wypadało”. Dziś granice są znacznie dalej. Problem zaczyna się wtedy, kiedy „dbanie o siebie” przestaje być wyborem, a staje się kolejnym obowiązkiem. Wtedy krem, fryzjer, ruch, dieta, ubrania czy makijaż nie służą już temu, żeby dobrze się ze sobą czuć, ale mają przede wszystkim zatrzymać czas. I nagle nawet atrakcyjność zaczyna przypominać zadanie do odhaczenia. Zamiast „wysmukla i odmładza” – po prostu: dobrze mi w tym Wystarczy przejrzeć opisy ubrań kierowanych do dojrzałych kobiet, żeby zobaczyć, jak mocno wciąż funkcjonuje język ukrywania. Fason ma wysmuklać. Materiał ma maskować. Dekolt ma odwracać uwagę. Rękaw ma zasłaniać ramiona. Spodnie powinny „wydłużać nogi”, a sukienka – najlepiej „odejmować lat”. Tyle że ciało nie jest projektem do naprawienia. Zmienia się. I szczególnie po czterdziestce wiele kobiet zaczyna doświadczać tego bardzo konkretnie. Zmieniają się proporcje sylwetki, skóra, sposób odkładania tkanki tłuszczowej, komfort termiczny, a w okresie menopauzy także samopoczucie i relacja z własnym ciałem. To nie oznacza, że trzeba zacząć ubierać się „stosownie do wieku”. Oznacza raczej, że warto nauczyć się swojego ciała na nowo. Jola Czaja proponuje zmianę języka, ale też zmianę wewnętrznego nastawienia. „Przez lata nauczono nas być krytyczną wobec własnego ciała i wymagać od niego więcej, niż na danym etapie życia potrzebuje” – mówi. Sponsorem odcinka jest Promensil Forte – suplement diety dla kobiet, które również w czasie menopauzy chcą żyć w zgodzie ze swoją naturą.

    „Czterdziestolatki dziś wyglądają młodziej niż kiedyś dwudziestolatki”. 5 zasad stylu Joli Czai | „Słowo do słowa”, odc. 12
  3. Sep 16

    „Najgorsze, co możesz zrobić, to uciekać przed lękiem”. Sebastian Karpiel-Bułecka o wychodzeniu z trudnych emocji | „Kultura i inne przyjemności”

    „Lęk potrafi być naprawdę przytłaczający” – mówi Sebastian Karpiel-Bułecka w rozmowie z Zofią Fabjanowską, szefową działu Kultura „Zwierciadła”. Lider Zakopower opowiada o tym, czego nauczyli go ojciec i dziadek, o niezwykłym pożegnaniu z tatą, emocjonalnym koszcie koncertów, stanach lękowych i o tym, dlaczego dziś łatwiej jest mu oswoić własne słabości. Dla muzyka scena może być źródłem ogromnej energii. Jest publiczność, światła, rytm, wspólne granie i szczególny rodzaj porozumienia, którego nie da się do końca przełożyć na język. Karpiel-Bułecka opisuje je wręcz jako „język duchowy” – coś, co powstaje pomiędzy członkami zespołu podczas koncertu. Problem zaczynał się po zejściu ze sceny. Przez lata emocjonalny kontrast między koncertowym pobudzeniem a zwyczajnością po występie potrafił być dla niego bardzo trudny. Ten „skok dopaminowy” po koncercie, jak sam go określa, zostawiał pustkę, szczególnie kiedy nie miał jeszcze rodziny. Po intensywnym doświadczeniu nagle nie było do czego wracać. Artysta przyznaje, że było to trudne doświadczenie bliskie momentami depresji. Dziś ten mechanizm wygląda inaczej. Żona, dzieci, dom i codzienność sprawiły, że po zejściu ze sceny istnieje coś więcej niż tylko cisza. „Od kiedy mam żonę, dzieci, tych skoków emocjonalnych nie czuję” – mówi. Rodzina stała się więc nie tylko przestrzenią prywatności, ale też swoistą przeciwwagą dla życia opartego na ciągłej intensywności. Kiedy wchodzi lęk Jednym z ważniejszych tematów rozmowy jest lęk. Karpiel-Bułecka zdecydował się mówić o swoich stanach lękowych publicznie, choć mógłby przecież pozostawić je w sferze prywatnej. Powód był prosty: skoro sam doświadczył trudności, chciał, żeby jego historia mogła pomóc komuś, kto właśnie przeżywa coś podobnego. Wciąż funkcjonujemy w rzeczywistości, w której problemy psychiczne bywają traktowane inaczej niż choroby ciała. O osobie cierpiącej z powodu lęku czy depresji łatwo powiedzieć, że „przesadza”, „wymyśla” albo powinna po prostu wziąć się w garść. Muzyk sprzeciwia się takiemu myśleniu. „Nerwica lękowa czy depresja to takie same choroby jak na przykład grypa” – podkreśla. Jego zdaniem takie podejście może być ważne zarówno dla osoby, która mierzy się z problemem, jak i dla jej najbliższych. Bo lęk potrafi być absurdalny, a jednocześnie całkowicie realny w odczuciu osoby, która go doświadcza. Muzyk wspomina sytuacje, w których bał się wyjść na scenę, ponieważ był przekonany, że upadnie i umrze. Z zewnątrz trudno znaleźć w takim scenariuszu logikę. Dla człowieka znajdującego się w środku ataku lęku ta irracjonalność nie sprawia jednak, że strach staje się mniej dotkliwy. Odzyskiwanie wpływu Czy można powiedzieć, że Karpiel-Bułecka ma już ten etap za sobą? Odpowiedź jest daleka od efektownej historii o całkowitym zwycięstwie nad własnymi słabościami. „Nie” – przyznaje. Różnica polega na czymś innym: dziś potrafi wcześniej rozpoznać sygnały ostrzegawcze i odpowiednio zareagować. Zamiast czekać, aż lęk urośnie do rozmiarów, z którymi trudno sobie poradzić, stara się wyciszyć, nie brać wszystkiego tak bardzo do siebie i działać profilaktycznie. To podejście jest mniej spektakularne niż opowieść o pokonaniu własnych demonów, ale właśnie dlatego brzmi wiarygodnie. Nie chodzi o to, żeby już nigdy się nie bać. Chodzi o to, by wiedzieć, co zrobić, kiedy strach znowu się pojawi. Karpiel-Bułecka mówi zresztą bardzo stanowczo o tym, czego – jego zdaniem – nie należy robić. Zamknięcie się w domu, pozostanie na kanapie i unikanie sytuacji wywołujących lęk może dawać chwilową ulgę, ale w dłuższej perspektywie tylko wzmacnia problem. „Najgorsze, co możesz zrobić, to ucieczka przed lękiem” – przekonuje. W jego doświadczeniu skuteczniejsza okazuje się droga małych kroków: wychodzenie naprzeciw temu, czego się boimy, nawet jeśli wymaga to sporego wysiłku. Nie jest to recepta na życie bez lęku. Raczej sposób na odzyskiwanie wpływu na własne życie.

    „Najgorsze, co możesz zrobić, to uciekać przed lękiem”. Sebastian Karpiel-Bułecka o wychodzeniu z trudnych emocji | „Kultura i inne przyjemności”
  4. Sep 15

    Piotr Polak: „Najbardziej wzrusza mnie kino o młodych ludziach, którzy próbują wyrwać się z jakiegoś konwenansu” | „Filmy mojego życia”, odc. 1

    Widzowie znają go przede wszystkim jako Michała Holca z serialu „The Office PL”, jednak mało kto wie, że aktor jest prawdziwym kinomanem i wytrwanym znawcą popkultury, dla którego oglądanie filmów i chodzenie do kina jest w zasadzie chlebem powszednim. W nowym podcaście „Zwierciadła” aktor z rozbrajającą szczerością i poczuciem humoru opowiedział nam o filmach i serialach, które miały największy wpływ na jego życie: pierwszych seansach kinowych, hitach swojego dzieciństwa i dorastania oraz współczesnych wyborach, a nawet guilty pleasures. Rozmowę zaczynamy bardzo sentymentalnie – od pierwszych seansów, jakie Piotr Polak pamięta ze swojego rodzinnego domu. Jak sam wspomina, były to głównie filmy z telewizyjnego cyklu „W starym kinie” oraz przegrywane na kasety VHS przez jego tatę. „Mieliśmy ich ze 200. Po dwa tytuły na każdej, a czasem nawet trzy” – dodaje aktor i przyznaje, że była to jego pierwsza styczność z kinem takich mistrzów jak Francis Ford Coppola czy Robert Altman. „Oglądaliśmy dużo filmów z lat 60. i 70., ale wychowałem się tak naprawdę na kiczowatym kinie lat. 80. Było w nim coś naprawdę wyjątkowego”. „Gwiezdne wojny” w Kinie Tatry Kino Tatry w Nowym Targu – to tu Piotr Polak obejrzał swój pierwszy film na dużym ekranie. Była produkcja z jego ukochanego filmowego cyklu, a mianowicie „Gwiezdne wojny: część VI – Powrót Jedi” z 1983 r. Z racji na swój bardzo młody wiek, z wizyty w kinie najbardziej zapamiętał jednak nie to, co działo się na ekranie, a moment tuż przed wejściem na salę kinową, o czym opowiedział nam z typowym dla siebie poczuciem humoru. „Oszalałem na punkcie Spielberga. »E.T.« sprawił, że zapragnąłem zostać aktorem” Piotr Polak, jak sam przyznaje, oglądał w dzieciństwie mnóstwo filmów. Jeden z nich zrobił jednak na nim tak piorunujące wrażenie. „Strasznie się go bałem, ale oszalałem na jego punkcie” – dodaje. Mowa oczywiście o kultowej przygodówce familijnej „E.T.” z 1982 r., która sprawiła, że zapragnął, tak jak wcielający się w główną rolę Henry Thomas, zostać aktorem. Gwiazda „The Office PL” dodaje jednak, że tak naprawdę najbardziej zainspirował go materiał zza kulis powstania filmu pokazywany przez amerykańskie HBO. „Jak to zobaczyłem, zwariowałem totalnie. Pomyślałem sobie, że to najlepsza praca, a właściwie nie praca, a największa przyjemność na świecie”. „Brat pokazywał mi filmy w nocy” Wiele filmów, jakie Piotr Polak oglądał w młodości, pokazał mu jego starszy brat. „Budził mnie w środku nocy i mówił: »Chodź na dół, bo musisz to obejrzeć«. Wśród nich były m.in. takie tytuły jak ikoniczny „Blade Runner” w reżyserii Ridleya Scotta czy muzyczny „Pink Floyd: The Wall” (oba z 1982 r.). Wrażenie na aktorze zrobiły również inne produkcje pokazywane wówczas w telewizyjnej ramówce, takie jak „Noce Cabirii” Federico Felliniego z 1957 r. czy „Ghandi” z 1982 r. z Benem Kingsleyem w roli głównej. „Wtedy też odkryłem, że nie mam problemu z filmami na przykład klasy G i zrozumiałem, że takie produkcje też nie są złe. Na jednym z nich świetnie się bawiłem”. Piotr Polak o filmach które go bawią i wzruszają Chociaż kreacja Piotra Polaka w komediowym „The Office PL” bawi widzów do łez, sam aktor przyznaje, że nie jest wielkim fanem tego gatunku. Owszem, uwielbia odcinki „Przyjaciół” i „Latający cyrk Monthy Pythona”, jednak z trudem przychodzi mu wymienienie konkretnych tytułów, które doprowadzają go do wybuchów śmiechu. „Lubię wyłapywać śmieszne rzeczy w filmach, które nie są komediami”. Jakie filmy powodują u niego natomiast wzruszenie? Tu już aktor odpowiada już bez wahania, wskazując pewien brytyjsko-francuski dramat z 2000 r. „Filmy mojego życia” to nowy podcast „Zwierciadła”, w którym postacie ze świata kultury opowiadają o filmach, które miały największy wpływ na ich życie – od pierwszych seansów kinowych, przez kino dzieciństwa i dorastania, aż po współczesne wybory i guilty pleasures. Rozmowy mają charakter osobisty, oparty na opowieściach i wspomnieniach.

    Piotr Polak: „Najbardziej wzrusza mnie kino o młodych ludziach, którzy próbują wyrwać się z jakiegoś konwenansu” | „Filmy mojego życia”, odc. 1
  5. Sep 14

    „Brylant wcale nie jest obowiązkowy”. Agata Wojtczak i Jagoda Maruda obalają mity o pierścionkach zaręczynowych | „Guzik prawda”, odc. 1" Artykuł nieopublikowany - link do podglądu

    Wokół pierścionka zaręczynowego narosło tyle mitów, że trudno oddzielić fakty od sloganów. Ile powinien kosztować, czy koniecznie musi błyszczeć brylantem i jaki metal jest najlepszy? Na te i inne pytania odpowiadają Agata Wojtczak, projektantka i współzałożycielka marki biżuterii MAAR, oraz Jagoda Maruda, międzynarodowa ekspertka diamentów HRD i założycielka marki JAGG. Obie były gościniami pierwszego odcinka „Guzik prawda” – nowego podcastu „Zwierciadła” prowadzonego przez Karolinę Liczbińską, w którym sprawdzamy, ile prawdy kryje się w modowych przekonaniach powtarzanych bez zastanowienia. Jubilerki opowiedziały w nim, skąd wzięły się najpopularniejsze mity o pierścionkach zaręczynowych i które z nich to czysty marketing. W pierwszym odcinku podcastu „Guzik prawda” Karolina Liczbińska bierze pod lupę pierścionek zaręczynowy – biżuterię, wokół której narosło chyba najwięcej mitów w całej historii jubilerstwa. Mity te na co dzień obalają Agata Wojtczak, współzałożycielka i projektantka biżuterii MAAR, oraz Jagoda Maruda – międzynarodowa ekspertka diamentów HRD, która poza autorskimi kolekcjami JAGG kuruje też unikatową biżuterię vintage sprzed przeszło stu lat. Ile powinien kosztować pierścionek zaręczynowy? Pierwszy mit dotyczy budżetu. Zasada trzech pensji, czyli powszechne zwłaszcza w krajach anglosaskich przekonanie, że na pierścionek trzeba odłożyć równowartość trzymiesięcznej wypłaty, wydaje się Karolinie Liczbińskiej tyleż utrwalona, co kuriozalna. Jak tłumaczy Jagoda Maruda, kiedyś pierścionek pełnił funkcję zabezpieczenia finansowego kobiety – w razie zerwania zaręczyn to ona mogła go zatrzymać. Skąd więc wzięła się konkretna kwota? Zdaniem Agaty Wojtczak odpowiedzi trzeba szukać w kampaniach marki jubilerskiej, która przez dekady budowała na tym haśle pozycję monopolisty na rynku diamentów. Czy ta reguła ma dziś jakiekolwiek przełożenie na polskich klientów? Tego dowiecie się z pełnego odcinka. Czy diament to faktycznie najlepszy kamień do pierścionka zaręczynowego? Najgłębiej zakorzeniony mit dotyczy samego kamienia. Jagoda Maruda cofa się aż do XV wieku, kiedy Maksymilian Habsburg podarował Marii Burgundzkiej pierwszy udokumentowany pierścionek z diamentami. Przez kolejne stulecia to wcale nie brylant królował jednak w zaręczynowej modzie – Napoleon obdarował Józefinę pierścionkiem Toi et Moi z szafirem i diamentem, a królowa Wiktoria nosiła wężowy pierścionek ze szmaragdem. Dopiero XX-wieczna kampania reklamowa monopolisty diamentowego De Beers – z hasłem o brylantach, które są wieczne – ugruntowała to skojarzenie. Czy współczesne pary wciąż się nim kierują, czy jubilerki obserwują odwrót w stronę szafirów i kolorowych turmalinów? I co obie ekspertki sądzą o pierścionku, który towarzyszył zaręczynom Taylor Swift? Odpowiedzi szukajcie w odcinku. W pełnej rozmowie Agata Wojtczak i Jagoda Maruda poruszają też temat diamentów laboratoryjnych, wyboru metalu oraz codziennej pielęgnacji biżuterii, która ma towarzyszyć nam do końca życia. Podcast „Guzik prawda” w każdym odcinku bierze na warsztat modowe mity i sprawdza, skąd się właściwie wzięły – oraz czy jest w nich ziarno prawdy. Karolina Liczbińska rozmawia w nim z ekspertkami i ekspertami z branży, żeby oddzielić fakty od popkulturowych legend.

    „Brylant wcale nie jest obowiązkowy”. Agata Wojtczak i Jagoda Maruda obalają mity o pierścionkach zaręczynowych | „Guzik prawda”, odc. 1" Artykuł nieopublikowany - link do podglądu
  6. Sep 10

    „Cały nasz styl życia idzie w wątrobę”. Prof. Bożena Muszyńska o terapeutycznej leśnej triadzie, która odmładza i działa przeciwzapalnie | „Jak zdrowie”, odc. 22

    „Grzyb kamforowy został nazwany złotem Tajwanu” – mówi prof. Bożena Muszyńska, mykolożka, która w 22. odcinku podcastu „Jak zdrowie” opowiada, dlaczego ten niezwykły gatunek od lat fascynuje badaczy. Antrodia camphorata rośnie naturalnie tylko na Tajwanie, na endemicznym cynamonowcu, a dziś jego wyhodowana grzybnia trafia także do preparatów dostępnych w Polsce. Co sprawia, że zainteresowano się nim właśnie w kontekście wątroby? I czy grzyby, które znamy z lasu i kuchni, rzeczywiście mogą mieć więcej prozdrowotnych właściwości, niż dotąd sądziliśmy? Sponsorem odcinka jest Qpharma producent suplementu diety LivIntro. Jeden z najbardziej zakorzenionych stereotypów mówi, że grzyby są ciężkostrawne i kaloryczne. Prof. Muszyńska proponuje spojrzeć na ten temat inaczej. Jej zdaniem uczucie sytości po zjedzeniu nawet niewielkiej porcji może mieć związek z obecnością składników odżywczych, które oddziałują na jelita i układ regulujący apetyt. Właśnie dlatego grzyby są dziś przedmiotem zainteresowania naukowców zajmujących się m.in. otyłością i metabolizmem. Ekspertka zwraca uwagę na ich wpływ na środowisko jelitowe oraz na procesy związane z produkcją neuroprzekaźników, w tym GLP-1, który uczestniczy w regulacji apetytu i sytości. Nie należy jednak wyciągać z tego wniosku, że zjedzenie porcji pieczarek działa jak lek z grupy analogów GLP-1. Mechanizmy biologiczne są znacznie bardziej złożone. Pieczarka? Zwykła tylko z pozoru Jeśli ktoś uważa, że po wartościowe grzyby trzeba koniecznie jechać do lasu, czeka go niespodzianka. Jednym z bohaterów rozmowy jest bowiem pieczarka – grzyb tak powszechny, że łatwo przestać go zauważać. Polska przez lata była jednym z liderów uprawy pieczarek, choć – jak mówi prof. Muszyńska – w ostatnim czasie spadliśmy pod tym względem na czwarte miejsce. Problem w tym, że produkt łatwo dostępny i niedrogi rzadko budzi skojarzenia z czymś szczególnie cennym. A szkoda. Wśród grzybów jadalnych jest zresztą znacznie więcej interesujących gatunków. Boczniaki należą do tych najlepiej przebadanych pod kątem układu krążenia i zdrowia kości. Lakownica jest kojarzona m.in. z działaniem wspierającym układ sercowo-naczyniowy, a także z wyciszeniem. Soplówka jeżowata z kolei od lat przyciąga uwagę badaczy ze względu na potencjalne oddziaływanie na układ nerwowy. „Złoto Tajwanu” dla wątroby Najbardziej fascynującym bohaterem rozmowy jest Antrodia camphorata – grzyb kamforowy występujący naturalnie na Tajwanie, związany z tamtejszym endemicznym drzewem cynamonowym. Prof. Muszyńska opowiada o historii zainteresowania tym gatunkiem określanym mianem „złota Tajwanu”. Dlaczego właśnie on wzbudza zainteresowanie w kontekście wątroby? Jak tłumaczy ekspertka, zainteresowanie jego właściwościami zaczęło się od obserwacji osób, które spożywały grzyb i jednocześnie nadużywały alkoholu. To jednak punkt wyjścia do badań, a nie dowód na to, że Antrodia camphorata może neutralizować skutki picia alkoholu czy zapobiegać chorobom wątroby. Właśnie z tego gatunku korzysta suplement diety LivAntro, sponsor ósmego odcinka podcastu „Jak zdrowie”. Produkt łączy liofilizowaną grzybnię Antrodia camphorata w formie ProAntro® z Vitacholine®, czyli formą choliny. Jedna kapsułka zawiera 300 mg ProAntro® oraz 200 mg Vitacholine®, w tym 85,5 mg choliny. Według informacji produktowej cholina przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania wątroby i utrzymania prawidłowego metabolizmu tłuszczów. LivAntro jest suplementem diety przeznaczonym dla dorosłych i nie powinien być traktowany jako zamiennik leczenia ani zróżnicowanej diety. W rozmowie prof. Muszyńska zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: jeśli chcemy mówić o działaniu profilaktycznym żywności czy składników grzybów, znaczenie ma regularność. Nie chodzi więc o jednorazowy „detoks” po ciężkim weekendzie. Wątroba nie potrzebuje cudownej kuracji raz na jakiś czas, lecz przede wszystkim rozsądnego stylu życia. A jak zauważa ekspertka, „cały nasz styl życia idzie w wątrobę”.

    „Cały nasz styl życia idzie w wątrobę”. Prof. Bożena Muszyńska o terapeutycznej leśnej triadzie, która odmładza i działa przeciwzapalnie | „Jak zdrowie”, odc. 22
  7. Sep 9

    „Kryzys często odbywa się w ciszy”. Co naprawdę pomaga w wychodzeniu z życiowego dołka? | „Kryzys wieku każdego” odc. 1

    „Kryzys nie zawsze przychodzi wtedy, kiedy wszystko się wali” - mówią w premierowym odcinku nowego podcastu Zwierciadła „Kryzys wieku każdego” prof. Robert Kowalczyk, seksuolog i prof. Katarzyna Waszyńska, psycholożka. Czy rzeczywiście każdy impas musi oznaczać, że coś w naszym życiu poszło nie tak? A może właśnie wtedy, gdy dotychczasowe sposoby radzenia sobie przestają działać, pojawia się szansa na zbudowanie siebie na nowo? O tym, czym naprawdę jest kryzys, jak odróżnić go od zwykłych trudności i dlaczego lęk tak często udaje intuicję rozmawia Ewa Podsiadły-Natorska. W potocznym języku kryzys brzmi jak alarm. Kojarzy się z czymś, co trzeba jak najszybciej naprawić, przetrwać albo z czegoś się wydostać. Tymczasem psychologiczne rozumienie kryzysu jest znacznie szersze. Może pojawić się w odpowiedzi na wydarzenie zewnętrzne – chorobę, utratę pracy, rozpad związku – ale równie dobrze może być efektem przemiany, która dokonuje się w nas. Jak zauważa terapeuta i seksuolog kliniczny, prof. Robert Kowalczyk, kryzys pojawia się w momencie, gdy dotychczasowe sposoby radzenia sobie z rzeczywistością przestają wystarczać. Nie musi więc oznaczać katastrofy. Czasem jest sygnałem, że znaleźliśmy się w nowym miejscu, ale jeszcze nie mamy odpowiednich narzędzi, żeby się w nim odnaleźć. Z podobnej perspektywy patrzy na kryzys prof. Katarzyna Waszyńska. Przypomina, że przełomowe wydarzenia są tylko jedną z jego odsłon. Kryzys może pojawić się także w okresach przejścia – między jednym etapem życia a drugim. Przykładem jest dojrzewanie, ale takich momentów mamy znacznie więcej: wejście w dorosłość, rodzicielstwo, zmiana pracy, rozstanie, menopauza czy późniejsza refleksja nad tym, co właściwie chcemy zrobić z kolejnymi dekadami życia. „Mam wszystko, ale nie wiem, po co mi to” Kryzys nie zawsze łatwo rozpoznać, bo człowiek może długo funkcjonować pozornie bez zarzutu. Pracować, wychowywać dzieci, rozwijać karierę, mieć udany związek i stabilność finansową. A jednak pewnego dnia pojawia się pytanie, którego wcześniej nie było: czy ja właściwie jestem szczęśliwy? W gabinetach specjalistów pojawiają się też osoby przeżywające kryzys tożsamości, wątpliwości dotyczące własnej seksualności czy poczucie utknięcia w pracy, która nie daje satysfakcji. Kryzys może dotyczyć również związku. Co ciekawe, coraz częściej pary nie czekają, aż sytuacja stanie się naprawdę trudna. Zgłaszają się po pomoc wcześniej, z intencją poprawienia jakości relacji. To ważna zmiana w myśleniu o terapii. Nie trzeba doprowadzić związku do ściany, żeby zacząć nad nim pracować. Nie każda trudność jest kryzysem W epoce, w której psychologia stała się częścią codziennego języka, łatwo nadać trudnym doświadczeniom konkretną etykietę. Mówimy o wypaleniu, traumie, kryzysie, lęku. Nazwanie problemu może przynieść ulgę, ale nie zawsze pomaga. Prof. Katarzyna Waszyńska zwraca uwagę, że nie każda sytuacja problemowa jest sytuacją kryzysową. Prof. Robert Kowalczyk dodaje, że dla osoby szukającej pomocy sama diagnoza nie zawsze jest najważniejsza. W jego ocenie ma ona służyć przede wszystkim terapeucie, który dzięki niej może dobrać odpowiednie narzędzia. Kiedy lęk udaje intuicję Jednym z najbardziej podstępnych elementów kryzysu jest lęk. Potrafi być tak przekonujący, że zaczynamy traktować go jak wiedzę o przyszłości. „Czuję, że coś złego się wydarzy” – ile razy taka myśl została uznana za przeczucie, choć w rzeczywistości była efektem napięcia? Prof. Katarzyna Waszyńska zauważa, że wiele osób myli lęk z przewidywaniem przyszłości. Na jego podstawie tworzymy czarne scenariusze, które najczęściej się nie sprawdzają. Prof. Robert Kowalczyk spotyka osoby przekonane, że mają szczególną „intuicję do niedobrych wydarzeń”. Za takim przekonaniem często stoi jednak emocja – właśnie lęk.

    „Kryzys często odbywa się w ciszy”. Co naprawdę pomaga w wychodzeniu z życiowego dołka? | „Kryzys wieku każdego” odc. 1
  8. Sep 8

    Jak być zadbaną na wielu poziomach, a nie „zrobioną”? Katarzyna Nozderko o tym, co naprawdę przyspiesza starzenie | „Ukryte piękno” odc. 34

    „Stres i przestymulowanie na wielu poziomach, także duchowym, powoduje, że się starzejemy” – mówi Katarzyna Nozderko, kosmetolożka i założycielka marki estGen. Dziś coraz częściej okazuje się, że o tym, jak wyglądamy, decyduje nie tylko metryka i geny. Sen, stres, dieta, ruch, kondycja jelit, a nawet sposób, w jaki funkcjonujemy na co dzień, mogą przyspieszać albo spowalniać procesy starzenia. Czy zatem najlepsze strategie anti-aging zaczynają się nie w gabinecie medycyny estetycznej, lecz… w naszym stylu życia? Sponsorem podcastu jest polska marka kosmetyczna estGen. Jednym z największych przeciwników zdrowej skóry okazuje się coś, czego nie da się zamknąć w słoiczku: przewlekłe napięcie. Stres nie jest wyłącznie stanem psychicznym. Długotrwałe funkcjonowanie w trybie mobilizacji wpływa na cały organizm, a skóra – jako jego największy organ – również reaguje na przeciążenie. Gorsza regeneracja, zaburzona bariera hydrolipidowa, większa reaktywność czy ziemisty, zmęczony wygląd mogą być częścią tej historii. Zdaniem Nozderko największym problemem współczesności jest stres i przestymulowanie na wielu poziomach. Nie chodzi przy tym wyłącznie o tempo życia. Przebodźcowanie może dotyczyć również samej pielęgnacji i medycyny estetycznej. W świecie, w którym łatwo wpaść w spiralę poprawiania kolejnych elementów twarzy, granica między dbaniem o siebie a nieustannym poszukiwaniem defektów staje się coraz mniej wyraźna. Kiedy pielęgnacja zaczyna szkodzić? Jeszcze kilka lat temu im bardziej rozbudowana była rutyna pielęgnacyjna, tym większe wrażenie robiła. Kilkanaście kosmetyków, kwasy, retinoidy, peelingi, urządzenia do domowych zabiegów – pielęgnacja mogła przypominać małe laboratorium. Dziś coraz częściej wracamy do pytania, czy skóra rzeczywiście potrzebuje aż tak wiele. Nadmiar nie zawsze oznacza lepszy efekt. Bariera skórna może zostać przeciążona, a agresywne łączenie składników i częste procedury zamiast poprawiać wygląd, prowadzić do podrażnień i zaburzenia równowagi skóry. W efekcie pojawia się paradoks: im intensywniej próbujemy ją „naprawiać”, tym gorzej wygląda. „Medycyna estetyczna staje się kompulsją, która przykrywa problemy natury psychicznej” – zauważa kosmetolożka. To mocne zdanie, ale trafia w coraz ważniejszą dyskusję: gdzie kończy się świadoma troska o wygląd, a zaczyna presja, by nieustannie eliminować oznaki upływającego czasu? Zadbana, nie „zrobiona” W estetyce pojawia się dziś wyraźny zwrot. Coraz więcej osób nie chce już wyglądać młodziej za wszelką cenę. Chce wyglądać zdrowo, świeżo i adekwatnie do siebie. Zmiana jest subtelna, ale znacząca. Zamiast pytania „co zrobić, żeby nie było widać mojego wieku?”, pojawia się inne: „co zrobić, żeby moja skóra była w dobrej kondycji?”. To przesunięcie akcentu z walki z metryką na dbanie o organizm. Naturalność nie musi oznaczać rezygnacji z kosmetologii czy medycyny estetycznej. Chodzi raczej o proporcje i intencję. Zabieg może być elementem świadomej pielęgnacji, ale nie powinien stawać się odpowiedzią na każdy gorszy dzień, każdą zmarszczkę czy każdą chwilę zwątpienia we własny wygląd. W tym podejściu kosmetolog przestaje być osobą, która po prostu dobiera procedurę. Staje się kimś, kto pomaga zrozumieć, dlaczego skóra zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. Odmładzanie zaczyna się wcześniej niż w gabinecie Jeśli potraktować skórę jako część większego systemu, pytanie o krem przeciwzmarszczkowy przestaje być najważniejsze. Równie istotne stają się sen, ruch, sposób odżywiania, regeneracja i stres. Właśnie dlatego idea #OdmładzaniePoprzezStylŻycia nie powinna być rozumiana jako kolejny sposób na walkę z czasem. Bardziej chodzi o zmianę perspektywy. Nie o to, żeby zatrzymać zegar, ale żeby stworzyć organizmowi warunki, w których może jak najdłużej działać dobrze.

    Jak być zadbaną na wielu poziomach, a nie „zrobioną”? Katarzyna Nozderko o tym, co naprawdę przyspiesza starzenie | „Ukryte piękno” odc. 34

Ratings & Reviews

4
out of 5
4 Ratings

About

„Zwierciadło Podcasty” to rozmowy o psychologii, kulturze, wychowaniu, podróżach i dobrym życiu. Naszymi gośćmi są znani eksperci, badacze oraz ludzie zaangażowani w promocję aktualnej i sprawdzonej wiedzy ze wszystkich tych dziedzin.

You Might Also Like