„Każdy z nas potrzebuje być zauważonym” – mówi dr Iza Jąderek, psycholożka i autorka książki „Bliżej siebie”. W rozmowie z Magdaleną Kuszewską w podcaście „Ukryte piękno” przygląda się temu, co dzieje się z bliskością, kiedy codzienność przejmuje stery. Mówi o pożądaniu, które nie pojawia się w próżni, o uważności, granicach i o tym, dlaczego czasem drogą do lepszego seksu może być… rodzynka. Codzienność ma swoją zdradliwą właściwość: im lepiej coś znamy, tym mniej to zauważamy. Droga do pracy, kubek kawy wypijany rano, dotyk partnera, znajomy zapach jego skóry, pocałunek na powitanie – rzeczy, które kiedyś przyciągały uwagę, po pewnym czasie stają się elementem tła. Nie dlatego, że przestały być ważne. Po prostu mózg nauczył się je pomijać. Zanim pojawi się seks Dr Iza Jąderek zwraca uwagę, że funkcjonowanie na autopilocie jest naturalną częścią naszego życia i ma swoje praktyczne uzasadnienie. Nie możemy przecież każdego dnia przeżywać wszystkiego z intensywnością pierwszego doświadczenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy autopilot obejmuje również obszary, które potrzebują naszej obecności. „Nasz świat jest tak skonstruowany, że działamy na autopilocie i to też jest nam potrzebne” – mówi psycholożka. Jak dodaje, warto jednak czasem zatrzymać się i zobaczyć, co naprawdę dzieje się w naszym doświadczeniu. Bo właśnie tam może być przyjemność, radość, spokój czy ekscytacja, ale także złość, smutek, napięcie i inne nieprzyjemne emocje. Uważność nie polega więc na tym, żeby za wszelką cenę czuć się dobrze. Chodzi raczej o skierowanie uwagi na siebie, bez natychmiastowej oceny. „Warto skupić się na wszystkich [tych doświadczeniach] i puścić snop światła na siebie” – tłumaczy dr Jąderek. To podejście dotyczy również seksualności. Zamiast traktować seks jako osobny punkt programu, który trzeba „zrobić”, można zacząć dostrzegać, że seksualność jest częścią nas. I że zaczyna się znacznie wcześniej niż w sypialni. Co wspólnego z seksem ma rodzynka? Na pierwszy rzut oka niewiele. A jednak właśnie rodzynka może być dobrym ćwiczeniem z odzyskiwania kontaktu z własnymi zmysłami. Magdalena Kuszewska pyta dr Jąderek, co jedzenie rodzynki ma wspólnego z seksem. Odpowiedź prowadzi w stronę pozornie banalnych czynności, które możemy przeżywać zupełnie inaczej, jeśli przestaniemy wykonywać je automatycznie. „Chodzi o to, żeby spojrzeć na zwykłe, codzienne czynności jako źródło zmysłowej przyjemności. Rodzynkę możemy jeść na wiele sposobów” – mówi psycholożka. Nie chodzi więc o samą rodzynkę, lecz o zmianę sposobu doświadczania. O zauważenie smaku, faktury, zapachu, temperatury, tego, co dzieje się w ciele. Taka perspektywa może przenieść się również na bliskość z drugą osobą. Dotyk przestaje być jedynie środkiem prowadzącym do określonego celu, a zaczyna być doświadczeniem samym w sobie. W seksualności podobna uważność może oznaczać powrót do ciekawości. Zamiast zakładać, że po kilku czy kilkunastu latach wiemy już o partnerze wszystko, można spróbować spojrzeć na niego inaczej. Dr Jąderek proponuje wręcz, by „traktować seks z osobą, z którą jesteśmy w związku, jakby to miał być pierwszy raz”. Nie jako udawanie nieznajomości, ale jako odzyskanie zainteresowania drugim człowiekiem. Kiedy przestajemy na siebie patrzeć Początek związku często jest czasem intensywnej obserwacji. Patrzymy na siebie, szukamy kontaktu wzrokowego, chcemy być blisko, wychwytujemy drobne gesty. Z czasem wspólne życie przynosi rachunki, obowiązki, dzieci, pracę, zakupy i listy rzeczy do zrobienia. Romantyczne spojrzenie łatwo przegrywa z pytaniem: „Kto odbierze paczkę?”. A przecież potrzeba bycia zauważonym nie znika wraz z upływem lat. Dr Jąderek zwraca uwagę, że smutnym elementem wielu długoletnich relacji jest utrata właśnie tego rodzaju kontaktu. „To smutne, że pary po latach nie patrzą już sobie w oczy i nie całują się. Na początku wpatrujemy się w siebie non stop, a potem ten wzrok zaczyna uciekać na boki: tylko »zrób to, zrób tamto«” – mówi.